Rzecz będzie o zakupach w sklepie internetowym, zagranicznym.
Story, ale nie love.
22 sierpnia zakupiłem w sklepie internetowym MyFavouriteMagazines specjalne, pięćdziesiąte wydanie magazynu Computer Arts – Issue 50: The Computer Arts Book of Inspiration. Zajefajnie. I od tego się zaczęło.
Termin realizacji.
Płatność dokonana przy pomocy karty kredytowej. Przesyłka w ciągu 7-10 dni, fajnie. Tak przynajmniej napisane jest na stronie oraz w potwierdzeniu przyjęcia zamówienia i płatności. Jak widać mamy już ponad miesiąc od momentu zakupienia jubileuszowego, specjalnego wydania magazynu, a ja ciągle nie mam pisma.
Reklamacja – telefoniczna i elektroniczna.
Przed upływem miesiąca po dokonaniu zapłaty za magazyn, zaniepokojony brakiem dostawy postanowiłem coś z tym zrobić. Dzwonić, pisać można na podane na stronie numery i adresy e-mailowe. Napisałem e-mail tu, e-mail tam. Po kilku dniach milczenia przez ekipę subscriptions.co.uk postanowiłem do nich zadzwonić. Nie wspominając już o tym, że koszta magazynu z pewnością wzrosną i finalnie nie będzie to 75 zł. Dzwonię. Jedna linia, druga linia, trzecia linia. Wszedzie automat obsługujący klienta, z którym nic nie zdziałasz. Czekam na zgłoszenie się operatora. Zapomnij. Za każdym razem 5-cio minutowe oczekiwania na kontakt z żywą osobą, nie automatem kończyły się niepowodzeniem.
Reklamacja – ponowna elektroniczna.
Po przeszło miesiącu na któryś już tam z kolei e-mail jest odpowiedź. Brytole zasłaniają się strajkiem poczty[!] po czym w następnej korespondencji dostaję wiadomość, że mnie bardzo przepraszają i, że dyspozycja wysłania magazynu została w końcu wydana. To jak z tym strajkiem poczty w końcu było? Strajk czy nie wydano dyspozycji wysyłki zakupionego towaru?
Ciekawostek kilka
18 lipca w wydawnictwie Taschen kupiłem dwie książki. Z Niemiec przybyły do mnie w przeciągu tygodnia. 2 września PayPalem płaciłem za części komputerowe. Wysłane z Hong Kongu przybyły zwykłą pocztą 10 września.
Jeśli więc narzekacie na działanie polskich znanych, renomowanych sklepów internetowych to zastanówcie się czasem nad tym, gdyż jak widać inni potrafią nie wysyłać towaru przez ponad miesiąc. I jedyne co człowiekowi wtedy pozostaje, to powiedzieć im fuck off. Pieprzcie się brytole.
p.s. O sprawie piszę również na twitterze oraz facebooku.
AKTUALIZACJA – 07.10.2009
Po 46 dniach od momentu zakupu w skrzynce znalazłem magazyn. Wysłany chyba w Niemczech. Daty niestety nie było. Britain got talent.