Rok w rok pojawiają się etykietki, którymi niektórzy uwielbiają się oklejać. Jedną z takich etykiet, która nie dość, że jest modna, to można robić na niej kasę już od kilku dobrych lat jest “bycie EKO”. Eko jest modne. Eko samochody, eko meble, eko jedzenie, nawet ubrania są eko, a dla maniaków etykiety eko w marketach powstały alejki z żywnością eko, nie wspominając już o sklepikach oferujących wyłącznie towary eko. Dosłownie nie ma już możliwości ruchu, by nie natknąć się na coś co jest eko. Eko powoli zaczyna przypominać mi ogólnoświatową histerię dotyczącą globalnego ocieplenia. Jednak zgodnie z tym, co powszechnie jest wiadome, najlepiej zarobić można między innymi na zdrowiu. Dlatego też wszelkie produkty eko – rzekomo przyjazne środowisku i naszej planecie – są przeważnie droższe od swoich odpowiedników. Ciekawe zestawienie produktów eko zamieścił portal Gazeta.pl w artykule Ile kosztuje bycie eko. Z analizy przeprowadzonej przez Artura Włodarskiego wynika, że np. eko chemia i kosmetyki są droższe od tych “nieekologicznych” o 252%, samochód w wersji eko jest droższy o przeszło 30%. Generalnie bycie eko w rozrachunku wychodzi o prawie 100% drożej. Zdrowie – niewątpliwie na nim można zarobić najwięcej, a tym bardziej posługując się etykietą EKO.
