Tagged with Dominik Kaznowski

skRAFki #14

“Lubię to” zakazane w Niemczech

Niemiecki land Szlezwik-Holsztyn zakazuje umieszczania na stronach urzędów i instytucji tego landu facebookowego “Lubię to”. Powodem takiej decyzji jest rzekome naruszanie prawa ochrony prywatności obowiązującego w Niemczech i Unii Europejskiej. Thilo Weichert, komisarz ochrony danych osobowych w Szlezwiku-Holsztynie, wskazał na fakt, że Facebook przez dwa lata przechowuje dane osób niezalogowanych do serwisu społecznościowego, odwiedzających strony na których znajdują się facebookowe przyciski “Lubię to”. Facebook zaprzecza i twierdzi, że usuwa te dane o 90 dniach. Nawet jeśli nie trzyma ich przez 2 lata to dlaczego kasuje dopiero po 3 miesiącach? Co dzieje się z tymi danymi i w jaki sposób są one wykorzystywane? Nie zastosowanie się do zakazu od października br. będzie surowo karane, nawet karą wysokości 50 000 €. [huffingtonpost.com]

A co robi taki gadżet “Lubię to” czy “fanowski boks” na stronie? Służy m.in. do profilowania oraz “śledzenia” zachowań użytkowników (nawet tych niezalogowanych) poprzez kolekcjonowanie adresów IP. Wystarczy przejrzeć ciasteczka w swojej przeglądarce i zobaczyć ile pojawi się na frazę “facebook”. Rozwiązanie? Jeśli nie możesz żyć bez Facebooka, to korzystaj z niego np. w osobnej przeglądarce, innej od tej, której używasz na co dzień. A w tej “codziennego użytku” zablokuj np. Adblockiem, wszystkie adresy związane z Facebookiem.

Firefox 6

W tym tygodniu miała premierę najnowsza wersja przeglądarki Firefox 6. Zainstalowałem na próbę. Popracowałem na tym przez niespełna godzinę i niestety, ale szóstka skończyła tak samo, jak jej poprzedniczki czwórka i piątka. Znowu powrót do wersji 3.6.x.

Mozilla będzie ukrywać numer wersji Firefoxa

Najnowszy pomysł jest taki, by ukryć przed użytkownikiem numer wersji przeglądarki. Asa Dotzler, community coordinator wielu projektów w Mozilli, wpadł na pomysł, by każdy użytkownik, który otworzy okno “O programie” nie mógł dowiedzieć się jakiej wersji przeglądarki używa, a zamiast tego otrzymałby informację o tym, że przeglądarka, której używa jest najnowszą i najbardziej aktualną:

“When a user opens the About window for Firefox, the window should say something like “Firefox checked for updates 20 minutes ago, you are running the latest release.”

Cholera, tylko po co? Mozilla się pogubiła, jakiś rok temu, co gorsza nadal nie wie jak zakończyć wędrówkę we mgle. Tak oto na naszych oczach umiera całkiem dobra przeglądarka, która przed kilkoma laty była bezkonkurencyjna, jednak najwidoczniej w Mozilli nie znają starego góralskiego porzekadła: “Jeśli coś jest dobre, to po co to zmieniać?”. [ghacks.net]

Przekręt z Biura Informacji Gospodarczej

Uważajcie na dziwne e-maile z Biura Informacji Gospodarczej. [gazeta.pl]

Dead man walking

Obecny prezes NK.pl Dominik Czarnota (wcześniej z tej posady zrejterował “ekspert” Dominik Kaznowski) chodzi z wywiadami od jednego serwisu branżowego do drugiego serwisu branżowego, biadoli przy okazji o chęci otwarcia API nk na zewnątrz. Tylko po kiego licha jak już wieko od trumny o nazwie Nasza Klasa dawno temu zostało zamknięte?

Wizualnych zmian w Google ciąg dalszy

W końcu doczekaliśmy się nowej wersji strony logowania do usług Google. Jej nowy wygląd został dopasowany stylem i kolorystyką do tych, które mieliśmy okazję poznać przy okazji G+ oraz nowego wyglądu strony wyników wyszukiwania Google.

Adobe reaktywuje PageMakera

Muse czyli PageMaker w sieci. Nie wiem, czy to dobry pomysł. W każdym bądź razie, ja wolę korzystać z ludzi, którzy znają się na webdeveloperce.

Na Spocku nie robi nic wrażenia

Dosłownie. W ramach relaksu koniecznie trzeba odwiedzić spockisnotimpressed.tumblr.com.

Tagged , , , , , , , , , , , , ,

Cytat dnia #14

Po kilkunastu latach budowania polskiego rynku online przyszedł czas na szersze perspektywy i wyjście poza przeglądarkę.

Dominik Kaznowski o ucieczce z Naszej Klasy do agencji CzART. Wydawać by się mogło, że Nasza Klasa to bardzo szerokie perspektywy (jak na okres, w którym Kaznowski do niej dołączył).

Tagged , , , ,

Cytat dnia #10

“Największą porażką branży jest niewątpliwie ślepa fascynacja Facebookiem.” – Dominik Kaznowski pełnomocnik zarządu NK.pl ds. marketingu i public relations w odpowiedzi na “Najważniejsze wydarzenie, sukces i porażka branży w 2010 roku”.
źródło: WirtualneMedia

Tagged , , , , , ,

Cytat dnia #3

hej Panowie, a czemu niema tutaj D.Kaznowskiego i G.Marczaka? kółeczko wzajemnej adoracji jest teraz nie pełne…ładnie sie liżecie po jajkach ale w większym gronie jest większy fun! ….żal mnie ogarnia jak czytam te wypociny samozwańczych guru internetu

Niestety usunięty komentarz internauty o pseudonimie def do nudnego wpisu Agencja dobrze za-robi vol. 3″czyli rozmowy na 3,14 nogi. Jak widać czujny skasuj-klik na interaktywnie.com działa sprawnie. No i nie nieważne jak mówią, tylko niech dobrze mówią, ale mówią. ;)

Tagged , , ,

The beginning Fail

Zamyka się i otwiera jak rozkapryszona stara panna. Spod pudła wydobywają się dźwięki niczym z rozstrojonego fortepianu. Celnym komentarzem sytuacji jest fragment wypowiedzi, która do mnie niedawno dotarła:

Co to za emo dziecko do licha? (…) Wielki prezes pisze jak emo z kompleksem dot. intelektu. Chciałby być Kołakowskim lub Tischnerem, a nie jest w stanie powiedzieć co naprawdę myśli, smutne to. Przerażające, jak wielu ludzi czyta i wierzy w coś co nie nadaje się nawet na brukowca.

imię i nazwisko dw. autora

Otóż, to emo dziecko odkryło, że istnieć mogą ludzie tzw. “normalsi” (normalni ludzie, nie prezesi, nie pseudo eksperci – przyp. autora). A kim są ci, którzy od lat piszą blogi? Może towarzystwo z campów maści wszelakiej to same takie Kaznowskie i całkowicie przytłacza ich megalomania? Nie wiem czy chłopak coś bierze, ale nie przypuszczałem, że tak szybko od Końca przejdzie do Początku. Co jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że ma kryzys emocjonalny.

Tagged , , , ,

Kaznowski się zamknął

Nie to, żebym płakał.

Dominik Kaznowski – postać roku polskiego internetu o czym dowiedziałem się przy okazji ogłoszenia listy laureatów śmiesznych statuetek co to WebStarami się zwą – obnażył się na swoim blogu i wyjawił, że jego organizm się wypalił i ogólnie czuje się załamany. Nie przyznał się do tego bezpośrednio, ale łatwo wychwycić to z tych słów (takie potwierdzenie przez zaprzeczanie):

A teraz – pośrednio – głosy niezadowolenia z jakości moich wpisów (choć nie tylko) uświadamiają mi (coraz dobitniej), że blogi wypaliły się (w jakimś sensie). Osobiście nie czuję się wypalony – robię, piszę, rozmawiam, działam jeszcze więcej (wielokrotnie) niż wcześniej.

W swojej (końcowej) notce zwierza się, że pisanie bloga nie cieszy już go tak bardzo jak kiedyś. To smutne. Biedaczek, ma rozterki z powodu tego, że chciałby wyrażać swoje prawdziwe zdanie, ale zbyt wiele osób go zna (och, wow, celebryta!!!) i z tego powodu musiałby powstrzymywać się od wyrażania “przemyśleń”. Co więcej, demaskuje swoja lisią kitę:

Mam również pomysły na zamknięcie dostępu do niego (tylko dla znajomych) i pisania tego co tak naprawdę myślę o rynku (teraz przecież nie da się pisać “do końca” – za dużo znam osób z branży – koniunkturalizm?).

Jednym słowem ma wewnętrzny dylemat czy lepiej jest mieć, czy jednak być? Zresztą podobne dylematy miewają na początku swoich karier przydrożne dziwki, ale po kilku numerkach wiedzą, że mieć to podstawa dzisiejszych czasów. Spoglądając na to iloma rodzajami reklam mieni się kaznowski.blox.pl wydaje się, że i Kaznowski skłania się ku posiadaniu. Zresztą nie tylko on, wystarczy spojrzeć na merytorycznie słaby antyweb.pl z notkami o pseudointelektualnym wydźwięku, kipiącymi wręcz błędami ortograficznymi. Można by rzec, że Marczak do perfekcji opanował metodę Kopi-Pejsta. Tu prośba do was, może jakaś ściepa dla autora antyweb.pl na słowniki: języka polskiego i ortograficzny? Albo chociaż niech ktoś mu podpowie, że istnieją dodatki do przeglądarek sprawdzające pisownię.

W dalszej części swojego wpisu Kaznowski zastanawia się nad wszędobylskim lansem uprawianym przez blogerów. Chciałoby się rzec spójrz pan na siebie. I spojrzał, ale w perspektywie ostatnich dwóch miesięcy, tylko:

Mam poczucie winy (…), że blogerzy starają się wykorzystywać wszelkie okazje branżowe do własnego lansu, a nie próbują już tworzyć jakiejś “wyższej jakości”.
Sam zresztą w ostatnich 2 miesiącach wpadłem w tą pułapkę. Tak, wiem że moje ostatnie wpisy niewiele wnoszą. Co jednak począć? Tkwić w tym klinczu?

Moim skromnym zdaniem wpisy Kaznowskiego, Marczaka czy innego samozwańczego eksperta od początku nakierunkowane były na poklask, a nie na merytoryczną wartość zasilaną przez subiektywne opinie. Teraz sam Kaznowski utyskuje, że blogerzy to nic innego jak lanserzy, że uczestnicy wszelkiego rodzaju campów liczą na sukces w kategorii self-promo. W moich oczach – tu pewnie większość z czytających poczuje się dotknięta, ale szczerze pisząc mam to w głębokim poważaniu – wszelkie campy srampy, tuby sruby to nic innego jak imprezki z udziałem tych, którym coś się wydaje i tych, którzy marzą by im się wydawało. Być może to zbyt wielkie uogólnienie, ale prawda jest taka, że w większości przypadków są to obecni i przyszli wyznawcy pomysłów oraz treści “znanego przedsiębiorcy” Kopi-Pejsta, codzienni nieudacznicy, krasomówczy prelegenci.

W dalszej części wpisu bohater tejże notki ponownie zasypuje swoją głowę i głowy swoich czytelników pytaniami:

Pozostać niszowym blogerem piszącym do wąskiej grupki fanów wiernych bez względu na to co się napisze? A może pójść w komercję i zamienić bloga w serwis?

Fanklub Kaznowskiego, a to dobre. Zastanawiam się, czy jednak nie namówić tego zabawnego człowieczka, by pozostał przy pisaniu. To lepsze jest niż czytanie basha.

Może tak po prostu wystarczy zastanowić się po co to puszenie i pompowanie ego? Określenie swoich czytelników fanami brzmi niedorzecznie, a cały wpis świadczyć może o niespełnionych marzeniach autora, który zamiast świecić najszczerszym blaskiem wali po oczach blichtrem i emanuje próżnością. Zresztą musi czuć się bardzo zawiedziony niską frekwencją w komentarzach pod wpisem. Może liczył na prośby “nie, nie kończ!”, “nie zamykaj!”, “kochamy cię, bejbe”. Uważam, że nie zamknie, a jak zamknie to zaraz się otworzy (jak chociażby swego czasu netto). Tacy jak Kaznowski, czy Jagodziński potrzebują głosów klakierów, nieustającego poklasku i wirtualnej audiencji. Bez tych “narkotyków” nie potrafiliby istnieć i funkcjonować w świecie 2.0.

Blog “Ja, RAFi” doskonale radzi sobie bez reklam. Chociaż prywatnie uwielbiam reklamy zwłaszcza wtedy, gdy są majstersztykami zarówno w postaci wideo jak i te drukowane. Dlatego też istnieje kategoria “Reklamy”, w której znajdziecie z radością umieszczane przeze mnie perełki. Oczywiście jestem hedonistą, ale środków na spełnianie moich zachcianek nie pozyskuję oblepiając bloga reklamami badziewnych produktów i usług, których nigdy bym nie nabył. Kłóciłoby się to z moim wewnętrznym przekonaniem o granicach dobrego smaku i rozróżnieniu prywatnego poletka od komercyjnej działalności.

Bardzo ważne jest to, by nie zatracić się w chciejstwie. Pazerność gubi. Dodając do tego wyżej wymienioną próżność mamy efekt w postaci notki “Koniec” na blogu załamanego i lekko zdołowanego Dominika Kaznowskiego. Zawsze, gdy stajesz na rozdrożu przed dylematem “w którą stronę iść?”, możesz wybrać to czy pozostać sobą, czy przestać istnieć.

Tagged

Co? Webstary? Stary …

O tym, że branża ma kompleksy wiadomo nie od dziś. Kompleksy branży przybierają różne postaci, ale chyba najczęstszym powodem, który to sprawia jest ewidentny brak sukcesów. Za chwilę odezwie się ktoś i powie “no ale z jakiej paki? przecież mamy klientów, dochody, przychody i odchody, nie mamy żadnych kompleksów”. Takie sranie w banie sprawia, że mój tost z jajkiem na bekonie i sokiem ze świeżo wyciśniętych pomarańczy nie smakuje jak zawsze. W sumie brak sukcesów co ściśle jest związane z nieotrzymywaniem, z niezdobywaniem prestiżowych nagród można tłumaczyć poniekąd tym, że za średniej jakości prace nagród nie przyznaje się. Wyjątkiem może być lokalny konkurs dla zasobnych w kasę i startery prepaid. Mowa oczywiście o Webstarach czyli o “najbardziej prestiżowym konkursie na najlepsze strony w polskim Internecie”. Przynajmniej tak twierdzą w Gazecie Wyborczej. Zresztą w tej redakcji chyba najbardziej podniecają się na słowo “webstar”, a przecież do “branży” nie należą, więc dlaczego szukają substytutów viagry w postaci błyszczącej statuetki wartej 5zł?

Wystarczy spojrzeć na listę nagradzonych projektów. Chociażby taki słaby Pampers wygrywa już któryś raz (z tą samą odsłoną?), a nie trzeba być specjalistą, by stwierdzić, że strona jest słaba. Albo takie serwisy portalu Gazeta.pl – np. Dom czy eDziecko. Co więcej, Agora właśnie uruchomiła swoje 4 nowe serwisy. Zapewne ma chrapkę na Webstary przyszłorocznej edycji. Daj Bóg oby jej nie było – przynajmniej w takiej formie.

Kto decyduje o przyznaniu Webstarów? Kapituła oraz internauci. Jeden pies. Gdyby głos należał tylko do jury, w którego skład wchodziliby ludzie – znawcy, specjaliści tematu – to nie byłoby mowy o mieszanych uczuciach co do rangi Webstarów czy jakimkolwiek innym niesmaku. Chociaż są tacy smakosze, którym zawsze będzie niesmakować jakkolwiek pyszne to będzie. Jeśli chodzi o jury to nie wyobrażam sobie, żeby członek jury oceniał pracę agencji dla której pracuje. Nonsens totalny, a co przecież miało już nie raz miejsce przy innych nagrodach branżowych.

Powstawanie coraz to nowych kategorii, w których można wystartować jest raczej walką organizatorów o pozyskanie jak największej ilości pieniędzy (wpisowe, które należy uiścić zgłaszając stronę do niskich nie należy), a nie odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie kategoryzacji projektów stron i samych serwisów. Przynajmniej połowa z nagradzanych Webstarami stron jest mierna lub jak kto woli – estetycznie poprawna. Tylko, zaraz, przecież to konkurs, który powinien wyłaniać najlepszych. Z Webstarem powinien wiązać się wspomniany przez Wyborczą w cytowanym powyżej fragmencie – prestiż. Niestety bardziej na słowo Webstar można usłyszeć gromki śmiech niż poważanie i podziw. Co więcej często ci, którzy wyśmiewają się z tego typu konkursów, a w szczególności z Webstarfestivalu biorą w tych konkursach udział. Dlaczego? Webstar dla agencji to swoistego rodzaju wabik na klienta. Wyobraźmy sobie wypowiedź accounta: “Panie Wacławie, w tym roku nasza agencja otrzymała aż 3 prestiżowe nagrody – Webstary.” Pan Wacław ze zdumienia zrobi wielkie oczy, pogratuluje i pomyśli czy przypadkiem agencja X to będzie strzał w dziesiątkę.

Panie Wacławie, Bronku, Zbyszku – nie idźcie tą drogą. Webstar to tandeta, która jest mieszanką amatorszczyzny i nisko latających produkcji. Niejednokrotnie produkcji, dzięki którym mało znane agencje, studia graficzne, osoby chcą zaistnieć. To takie Jole Rutowicz i Ewy Sonnet w jednym.

Zastanawiające jest to, że do walki o Webstary dołączyły agencje takie jak Byss, Click5, K2, Opcom, zjednoczenie.com, 180heartbeats. Być może to wina tego głodu sukcesów, nagród i statuetek za swoje produkcje? Co dziwi tym bardziej, że w przypadku np. 180hb czy Click5 stwierdzić można, że ich tegoroczne produkcje nadają się do ubiegania o światowe nagrody branżowe. Zabawne na przykład jest to w jaki sposób Webstary traktuje Krzysztof Adamus z Opcomu. Jego interaktywnie.com po raz kolejny zdobyło Webstary, które tak krytykuje, ale za chwile o tym zapomina by móc się tym chwalić, prężyć muskuły, pękać z radości i ogólnie być wyczerpanym z całodobowego podniecenia tym faktem.

Człowiek polskiego internetu 2008? O matko. Nawet coś takiego ludzie z Webstarów wymyślili. Tytuł otrzymał bliżej mi nieznany osobnik – Dominik Kaznowski – który uważa(ny) się(jest) za speca internetu. Znawcę tematu. A tak na marginesie – wydaje mi się, że mylimy pojęcia bycie specjalistą od bycia entuzjastą. Ot taki znawca internetu jak z Tomka Jacykowa specjalista mody. Całe szczęście, że np. tego tytułu nie otrzymał chociażby taki Krzysztof Urbanowicz, który swego czasu miał mocne parcie na szkło, ekran ciekłokrystaliczny monitora, a nawet na wyświetlacze telefonów komórkowych. Albo przepisujący zagraniczne serwisy Grzegorz Marczak z Antywebu i powiedzmy taki Webstar za przepisywanie internetu (pomysł na nową kategorię?). Z tymi ekspertami, znawcami itd. to ciężka sprawa. Zwykli sami o sobie tak mówić. To podobnie jak z tymi, co pracują w tym samym fachu co ja – często miewają tendencje do określania siebie artystami. Tfu.

Reasumując jakie Webstary, takie strony. Albo jaki budżet, taka nagroda. I chociaż może to wydać się krzywdzące, ale niech do myślenia da fakt dlaczego w konkursie Złote Orły spośród 42 zgłoszeń złoto otrzymały tylko dwie kreacje, a pięć wyróżniono.

   › Webstary 2008 – lista nagrodzonych
   › Webstarfestival.pl

Tagged ,