Tagged with blogosfera

Zwykły dzień pracujący wyrobnika w kamieniołomie mediów cyfrowych [INFOGRAFIKA]

Infografika - zwykły dzień pracujący wyrobnika w kamieniołomie mediów cyfrowych

W zamierzchłych czasach trollował w komentarzach na tym blogu pod wymyślonym pseudonimem, dziś Marcin Cajzer opracował infografikę pt. “Zwykły dzień pracujący wyrobnika w kamieniołomie mediów cyfrowych”, a że dostało się i mnie – a jakże – to polecam (z przymrużonym okiem) zerknąć na to, co wyrobnik pracujący w kamieniołomie mediów cyfrowych ma w RSSach.

P.S. Nie wszystkich. ;]

Tagged , , , , ,

Po debacie kilku blogerów z kilkoma osobami mediów

Social Media Day za nami. Szumnie nazwana debata o wolności nowych mediów była walką nie fair i tak naprawdę z góry wiadomo było kto wygra. Z jednej strony cztery ujadające kundelki, a może powinienem napisać sprzedajne dziwki (osobiście wolę określenie cipki): Budzich, Gadzinowski, Tomczyk, Kurasiński kontra punktujący ich redaktor naczelny Press, Andrzej Skworz oraz redaktor Polityka.pl, Piotr Stasiak; redaktor GW Wrocław, Jerzy Sawka, a także jakiś koleś co chciałby być drugim Latkowskim, bo “Blogersów” nakręcił z wyżej wymienionymi blogerami.

Brak argumentów to też argument, ale z zażenowaniem przyglądałem się “debacie”, w której czterech lansiarzy utyskiwało dlaczego tak bardzo dostali po dupskach w artykule, w majowym Pressie. Przecież oni chcą tylko zarabiać “pieniążki” i żeby nadal wszyscy o nich mówili, że są niezależni, niesprzedajni.

Wiadomym jest, że Kurasiński daje dupska za kupony, robi wywiady z rzekomo ciekawymi ludźmi, za które każe sobie płacić. Budzich złego słowa o Samsungu nie napisze, chociaż wiadomo jak gówniane produkty ta firma potrafi wyprodukować. Gadzinowski (ciągle ktoś mnie pyta, “po co piszesz o tym leszczu? kim on w ogóle k&$#@ jest?” no właśnie, kim?) co tu dużo pisać, powinien zacząć koks brać lub hormony, bo z tym gejowskim wokalem, to pani w kiosku ruchu go niedosłyszy, a co dopiero słuchający debatę. No i Tomczyk, który znowu zaczął na głos wypowiadać, że jest dziennikarzem, a jak mogliśmy usłyszeć podczas debaty, obecnie nie dupczy. Może któraś fanka jego fekalnych dowcipów zlituje się nad tym błaznem i zrobi mu chociaż francuza?

Dziwię się, że Skworz chciał z pajacami rozmawiać. Raz próbowali być dowcipni, raz zgrywali buńczucznych, ale i tak przez całą dyskusję – o ile można nazwać to dyskusją – próbowali się bronić i przekonać drugą stronę do tego, że to jest fajne co robią, żeby ich nie opisywać i krytykować, że biorą za notki sponsorowane pieniądze nie informując o tym swoich czytelników.

Na Social Media Day zabrakło ludzi z Social Mediów czy też Mediów Społecznościowych, ale winą należy obarczyć organizatora imprezy, który wybrał takich, a nie innych “ekspertów” tematu.

P.S. Swoją drogą, organizatorzy mogliby poczytać nt. użyteczności serwisów. Każdy wyraz składający się z obrazka to chyba niezbyt fortunne posunięcie zwłaszcza jeżeli chodzi o próbę zaznaczenia tekstu. ;]

Tagged , , , , , , , , , , , ,

Press ugryzł niczym giez

Po publikacji artykułu “Wpisy sponsorowane” w najnowszym, majowym numerze “Press” 05 2011 (148) na autorkę tekstu spadł grad krytyki, uszczypliwych komentarzy oraz wylano niejedno wiadro pomyj. Głównymi sprawcami byli bohaterowie artykułu, którym autorka, Małgorzata Wyszyńska, zarzuciła sprzedawanie się porównywalne do tego, które uprawiają przydrożne prostytutki.

Nie powinno nikogo jednak dziwić to, że ci z wielkim parciem na szkło czy karierę (nazwij sobie to jak chcesz Drogi Czytelniku) najgłośniej ujadają, jaki to tekst w Press jest niesprawiedliwy. W skład tych najgłośniejszych wchodzą takie osoby jak: niespełniony dziennikarz z ambicjami niczym niedoszły perkusista Kuba Wojewódzki – Tomek Tomczyk a.k.a. kominek; fan mediów, który o mediach już coraz mniej, za to o sobie jak najbardziej – Maciej Budzich; koleś, który zawartość strony “O mnie” zmienia częściej niż nastolatki emo swoje fotki na profilach społecznościowych – Artur Kurasiński; nie zabrakło Pawła Tkaczyka, który od lat z uporem maniaka próbuje ludziom wmówić, że zna się na budowaniu strategii marki i projektowaniu; znalazł się również złodziej tekstów, o którym w ogóle nie napisano, ale przecież głos w obronie swoich popleczników zabrać musiał.

Jeden, że coś przekręcono, drugi, że nigdy o niezależności nie pisał, a trzeci ociekający hipokryzją postanowił ubolewać nad niskim poziomem dziennikarstwa w Polsce zaatakował autorkę porównując ją do pismaka z Super Expressu.

Cała ta banda dziwek, której Wyszyńska sprzedała drukowanego liścia, powinna się wstydzić. Wziąć się do roboty, a nie za nachalną i namolną promocję swojej osoby. Zbyt wiele na na rynku dziwadeł typu Rabczewska, Rutowicz, Oborski, czy Orzechowska. Gdy wezmą się do pracy, o której tak wiele mówią, być może nikt wtedy nie będzie mieć do nich pretensji o reklamy na blogach, o próbę utrzymywania się z prowadzenia blogu, a gratyfikacja w postaci pieniędzy za reklamy będzie zrozumiałą, a może i jedyną drogą do wynagrodzenia za trud, wysiłek i pracę włożoną w przygotowanie artykułów oraz regularne ich publikowanie. Ale przecież tak się nie stanie, przynajmniej spośród grona wyżej wymienionych na próżno szukać tych, którzy faktycznie poważnie i rzetelnie podchodzą do sprawy. To tak jakby pewnego dnia polski polityk nagle zaczął mówić prawdę i sumiennie wypełniać mandat poselski, czy senatorski.

Gdy “Press”, “Brief” czy inne drukowane wydawnictwo napisze artykuł w pochlebnych zdaniach wyrażając się, o którejś z miernot to wtedy jest “zajebiście”. Jegomościowie nie doszukują się błędów popełnionych w tekście, nie porównują autora tekstu do pismaków z brukowców. Ważne, że napisali, że jest +100 pkt. do lansu.

Oburzenie tekstem zdążyli wyrazić już sami zainteresowani. Budzich rozpisał się wyjątkowo długo i nudnie, nieudolnie się broniąc, zauważając nagle akcję Blogo z BMW, której wcześniej nie udało mu się opisać (zapewne w natłoku “self-lansu”). Jego tekst-reakcja ma więcej akapitów niż najdłuższe notki, w których się przechwala gdzie będzie gadać czy występować. Takie skojarzenie mi się nasunęło, że są osoby, które atakowane nagle szukają sojuszników, by ich głos był bardziej donośny. Kurasiński mentorskim głosem poucza autorkę tekstu i tłumaczy, że nigdy nie powiedział tego co powiedział. Po wpadce z Citi powinien schować głowę w piasek na dwa lata – postanowił jednak ujadać w swoim stylu, jak to mu ktoś robi kuku i burzy obraz bycia ekspertem. Tomczyk, który swoje pomyje postanowił wylać na dwa wpisy pisze językiem, charakterystycznym dla języka gimnazjalistów. Gdzieś tam pokątnie w komentarzach przemieszcza się jeden z bohaterów wpisu, który tym razem nie miał wpływu na artykuł, gdyż nie był on z tych sponsorowanych jak to zwykło robić lokalne wydanie ogólnopolskiej gazety.

Uważam, że w tekście Małgorzaty Wyszyńskiej zbyt ostro zostali potraktowani blogerzy: Natalia Hatalska (polecam jej komentarz) oraz Rafał z Blogomotive. Pierwsza osoba w ogóle nie korzysta z takich form jak artykuł sponsorowany wcale lub nadzwyczaj rzadko używa na swoim blogu takich środków jak artykuł sponsorowany, płatna reklama (nie wliczając w to boksu adTaily – dobre chociaż na hosting i domenę). Drugiemu z kolei błędem jest wytykanie wejścia w czasową umowę sponsorską z firmą BMW zwłaszcza, że tematyka blogu i zainteresowania autora idealnie wpisują się w branżę, a której jeden z przedstawicieli zgłosił się z propozycją sponsoringu.

Najzabawniejsze (a może właśnie najsmutniejsze?) w tym wszystkim jest to, że w artykule “Wpisy sponsorowane” znalazłem się jako jedyny przedstawiciel drugiej strony barykady… osoba, która nie wpuszcza reklam na swój blog. A reszta… cóż, niech nikogo nie dziwi, że wśród blogerów mamy to co mamy, na przesłuchania do “X-Factor”, czy “Mam Talent” też wali mnóstwo osób z nadzieją, że ich pół szpagat, czy zjedzone, w obecności jakże szacownego i zasłużonego jury, komary otworzą im wrota do sławy, kariery i bogactwa.

A na zakończenie pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie zadane w zwiastunie “Blogersów”. Artur Kurasiński “Nam więcej wolno, bo nie mamy kagańca. No kto nas może wyłączyć?”. Każdy i to za cenę paczki andrutów ze szkolnego sklepiku.

Tagged , , , , , , , , , , , , , ,

Bez błędów ortograficznych jako płatny ficzer

Kilka dni temu w odłamie blogosfery zrobiło się głośno za sprawą pewnej akcji hucznie nazwanej “badaniem”. Pomijając już fakt, że do “badania” poproszono kolegów kolegi, a nawet polskiego złodzieja, tak nie wypada pominąć esencji, która wydobyła się z przeprowadzonego eksperymentu. Na kilku polskich blogach pojawiła się plansza informująca, że dostęp do bloga jest płatny. Dostępne były trzy opcje akcji:
- płatność SMS: 5 złotych / tydzień
- płatność SMS: 9 złotych / miesiąc
- rezygnacja z płacenia
Ankieta trwała jedną dobę. Wyniki były do przewidzenia. Lojalna publiczność to może istnieje w teleturnieju “Milionerzy”, a i na tej bywa, że czasem idzie się potknąć. Do zapłacenia za treści serwowane przez osobę prowadzącą dany blog zadeklarowało się średnio ok. 10% ankietowanych. I tu muszę przyznać, że wynik może być tym bardziej nieprawdziwy, gdyż większość z tych zadeklarowanych płacących ciekawa była co będzie dalej, gdy kliknie w opcję “PŁACĘ”.

Jestem przekonany, że dla kilku spośród 6 autorów blogów wizja zarabiania sporej kasy dzięki tzw. abonamentowi wydała się na tyle prawdziwa i realna, że pospiesznie udali się do któregoś ze sklepów internetowych i dokonali zakupów akonto przyszłych zarobków. No ale, ale. Spójrzmy prawdzie w oczy. Co takiego posiadają te blogi i dlaczego miałbym płacić za treści tam publikowane? Przyznam się, że spośród 6 testowanych blogów często zaglądam do Maćka Mediafana. Reszta dla mnie jest mało atrakcyjna czy też nawet nieznana. Nie zapłacę za kiepskie tłumaczenia na polski tekstów i newsów z mashable czy techcruncha. Nie zapłacę za nudne wywiady nudnego człowieka z majkiem. Nie zapłacę za wesołą tfurczość polskiego złodzieja. Jako cytat niech posłuży fragment wypowiedzi naczelnego analfabety polskiej blogosfery, mojego ulubionego blogera piszącego o wszystkim tym, o czym piszą zagraniczne blogi, a także blogera piszącego na zasadzie barteru:

W niechęci do płacenia za treści z blogów nie ma nic dziwnego. Mnie natomiast zaczęło zastanawiać jak bardzo musiałby zmienić się dany blog po wprowadzeniu opłat. Przede wszystkim już nie czytelnicy ale klienci, którzy mogliby wymagać (np. poprawnej ortografii :)). Nie ma w tym jeszcze nic strasznego ale z pewnością autor bloga musiał by brać pod uwagę ich wymagania i z czasem mogłoby dojść do sytuacji, w której blog zamienia się w miejsce z artykułami na zlecenie.

Ha! Czyli, gdy zapłacisz w zamian możesz liczyć na to, że tekst będzie pozbawiony błędów ortograficznych. Za merytoryczną wartość musisz zapłacić dodatkowo. Wiecie o kogo chodzi, wiecie co z nim zrobić? A tak na poważnie, to ktoś jeszcze czyta AntyWeba? Nie zdziwiłbym się, gdyby tak było, wszak Jola Rutowicz też może liczyć na poparcie pewnej grupy społeczeństwa.

Badania? Tak, ale mózgu – koniecznie. Wystarczy już, że plagą na blogach jest zainstalowany system AdTaily, który serwuje równie gówniane reklamy, co zawartość stron, na które trafiamy klikając w kwadracik reklamowy. Gdzieniegdzie biją po oczach rectangle serwowane w duecie, a śnią się już niektórym płatne dostępy do blogów. Zbadajcie sobie mózgi. Trzeba mieć sporo tupetu, żeby za te gnioty wyciągać rękę po kasę. Ktoś mi zaraz zarzuci, że wszystkich do jednego worka bez wyjątku. Otóż nie, np. blog Mediafana stanowi dla mnie osobliwy wyjątek. Wyobrażacie sobie, by blog o reklamach był bez reklam? No kaman. ;)

Zachęcam również do przeczytania tekstu na blogu “Mikołaja” – jeszcze nie świętego, no ale na pewno tego od rózgi. Koniecznie do obejrzenia zabawna przeróbka splashscreena z akcji.

Tagged , , , , ,