Posts Tagged ‘bloger’

skRAFki #5

Sunday, June 12th, 2011

Bloger miał prawo krytykować władzę (i słusznie)

Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Łukasza Kasprowicza, blogera, który krytykował panią burmistrz Mosiny. Ponurą stroną w tej sprawie jest fakt, iż była to rozprawa odwoławcza od wyroku sądu rejonowego ze stycznia br., który uznał, że bloger zniesławił panią burmistrz. Wyrokiem był roczny zakaz publikowania artykułów, karę 300 godzin prac społecznych, nawiązkę 500 zł na rzecz PCK. Ponadto bloger został zobowiązany do opublikowania przeprosin.

English unlimited, security limited

English Unlimited sp. z o.o. przechowuje na serwerze ze stroną www, dane osób ubiegających się o pracę. W dodatku do tych danych dostęp może mieć każdy, gdyż indeksują się one w wyszukiwarkach internetowych. Niedopatrzenie, czy głupota? Jak możemy wyczytać na blogu – którego właściciel opisał całą sprawę – dostępne z poziomu przeglądarki, niezabezpieczone są nie tylko dokumenty CV kandydatów, ale również zdjęcia, a nawet skany dowodów osobistych. Listę plików dostępnych na serwerze możesz zobaczyć pod tym linkiem.

Premie za opóźnienia

Narodowy spóźniony niczym polskie koleje, a przy tym pełen wad. Nie przeszkadza to nikomu, a zwłaszcza członkom zarządu Narodowego Centrum Sportu, którzy otrzymują rok w rok podwyżki wynagrodzenia, “trzynastki”, premie. Dziki kraj.

Captcha na Facebookowym czacie

No co jak co, ale to już przesada. Próbowałem dziś przesłać link do mojej rozmówczyni i oto co mi wyskoczyło. Tak! To captcha.

Przede wszystkim, na facebooku czatować można z ludźmi, których mamy w kontaktach – nie spotkałem się z przypadkiem, gdy ktoś otrzymał wiadomość na fejsbukowym czacie od osoby spoza listy znajomych. Jeśli twój kontakt za dużo wysyła linków, to po prostu mu o tym powiedz/napisz. Jeśli to z kolei nie poskutkuje, usuń go z listy znajomych. Po kiego badyla captcha na czacie Facebooka? Nie mam pojęcia, chociaż sam Facebook tak się tłumaczy:

Security Check

This is a standard security test that we use to prevent spammers from creating fake accounts and spamming users.

Our CAPTCHAs are provided by ReCaptcha.

Błędy w formularzach rejestracji i logowania na KreatywnyBazar.pl

Chciałem zalogować się w serwisie kreatywnybazar.pl, ale okazało się, że nie pamiętam hasła [1]. Postanowiłem odzyskać hasło, ale okazało się, że nie ma takiego adresu e-mail w bazie [2]. Kolejnym krokiem była próba założenia konta w serwisie, która zakończyła się tak [3] (acha, na tym etapie opcja “Zaloguj się” nie działa).

Press ugryzł niczym giez

Wednesday, May 4th, 2011

Po publikacji artykułu “Wpisy sponsorowane” w najnowszym, majowym numerze “Press” 05 2011 (148) na autorkę tekstu spadł grad krytyki, uszczypliwych komentarzy oraz wylano niejedno wiadro pomyj. Głównymi sprawcami byli bohaterowie artykułu, którym autorka, Małgorzata Wyszyńska, zarzuciła sprzedawanie się porównywalne do tego, które uprawiają przydrożne prostytutki.

Nie powinno nikogo jednak dziwić to, że ci z wielkim parciem na szkło czy karierę (nazwij sobie to jak chcesz Drogi Czytelniku) najgłośniej ujadają, jaki to tekst w Press jest niesprawiedliwy. W skład tych najgłośniejszych wchodzą takie osoby jak: niespełniony dziennikarz z ambicjami niczym niedoszły perkusista Kuba Wojewódzki – Tomek Tomczyk a.k.a. kominek; fan mediów, który o mediach już coraz mniej, za to o sobie jak najbardziej – Maciej Budzich; koleś, który zawartość strony “O mnie” zmienia częściej niż nastolatki emo swoje fotki na profilach społecznościowych – Artur Kurasiński; nie zabrakło Pawła Tkaczyka, który od lat z uporem maniaka próbuje ludziom wmówić, że zna się na budowaniu strategii marki i projektowaniu; znalazł się również złodziej tekstów, o którym w ogóle nie napisano, ale przecież głos w obronie swoich popleczników zabrać musiał.

Jeden, że coś przekręcono, drugi, że nigdy o niezależności nie pisał, a trzeci ociekający hipokryzją postanowił ubolewać nad niskim poziomem dziennikarstwa w Polsce zaatakował autorkę porównując ją do pismaka z Super Expressu.

Cała ta banda dziwek, której Wyszyńska sprzedała drukowanego liścia, powinna się wstydzić. Wziąć się do roboty, a nie za nachalną i namolną promocję swojej osoby. Zbyt wiele na na rynku dziwadeł typu Rabczewska, Rutowicz, Oborski, czy Orzechowska. Gdy wezmą się do pracy, o której tak wiele mówią, być może nikt wtedy nie będzie mieć do nich pretensji o reklamy na blogach, o próbę utrzymywania się z prowadzenia blogu, a gratyfikacja w postaci pieniędzy za reklamy będzie zrozumiałą, a może i jedyną drogą do wynagrodzenia za trud, wysiłek i pracę włożoną w przygotowanie artykułów oraz regularne ich publikowanie. Ale przecież tak się nie stanie, przynajmniej spośród grona wyżej wymienionych na próżno szukać tych, którzy faktycznie poważnie i rzetelnie podchodzą do sprawy. To tak jakby pewnego dnia polski polityk nagle zaczął mówić prawdę i sumiennie wypełniać mandat poselski, czy senatorski.

Gdy “Press”, “Brief” czy inne drukowane wydawnictwo napisze artykuł w pochlebnych zdaniach wyrażając się, o którejś z miernot to wtedy jest “zajebiście”. Jegomościowie nie doszukują się błędów popełnionych w tekście, nie porównują autora tekstu do pismaków z brukowców. Ważne, że napisali, że jest +100 pkt. do lansu.

Oburzenie tekstem zdążyli wyrazić już sami zainteresowani. Budzich rozpisał się wyjątkowo długo i nudnie, nieudolnie się broniąc, zauważając nagle akcję Blogo z BMW, której wcześniej nie udało mu się opisać (zapewne w natłoku “self-lansu”). Jego tekst-reakcja ma więcej akapitów niż najdłuższe notki, w których się przechwala gdzie będzie gadać czy występować. Takie skojarzenie mi się nasunęło, że są osoby, które atakowane nagle szukają sojuszników, by ich głos był bardziej donośny. Kurasiński mentorskim głosem poucza autorkę tekstu i tłumaczy, że nigdy nie powiedział tego co powiedział. Po wpadce z Citi powinien schować głowę w piasek na dwa lata – postanowił jednak ujadać w swoim stylu, jak to mu ktoś robi kuku i burzy obraz bycia ekspertem. Tomczyk, który swoje pomyje postanowił wylać na dwa wpisy pisze językiem, charakterystycznym dla języka gimnazjalistów. Gdzieś tam pokątnie w komentarzach przemieszcza się jeden z bohaterów wpisu, który tym razem nie miał wpływu na artykuł, gdyż nie był on z tych sponsorowanych jak to zwykło robić lokalne wydanie ogólnopolskiej gazety.

Uważam, że w tekście Małgorzaty Wyszyńskiej zbyt ostro zostali potraktowani blogerzy: Natalia Hatalska (polecam jej komentarz) oraz Rafał z Blogomotive. Pierwsza osoba w ogóle nie korzysta z takich form jak artykuł sponsorowany wcale lub nadzwyczaj rzadko używa na swoim blogu takich środków jak artykuł sponsorowany, płatna reklama (nie wliczając w to boksu adTaily – dobre chociaż na hosting i domenę). Drugiemu z kolei błędem jest wytykanie wejścia w czasową umowę sponsorską z firmą BMW zwłaszcza, że tematyka blogu i zainteresowania autora idealnie wpisują się w branżę, a której jeden z przedstawicieli zgłosił się z propozycją sponsoringu.

Najzabawniejsze (a może właśnie najsmutniejsze?) w tym wszystkim jest to, że w artykule “Wpisy sponsorowane” znalazłem się jako jedyny przedstawiciel drugiej strony barykady… osoba, która nie wpuszcza reklam na swój blog. A reszta… cóż, niech nikogo nie dziwi, że wśród blogerów mamy to co mamy, na przesłuchania do “X-Factor”, czy “Mam Talent” też wali mnóstwo osób z nadzieją, że ich pół szpagat, czy zjedzone, w obecności jakże szacownego i zasłużonego jury, komary otworzą im wrota do sławy, kariery i bogactwa.

A na zakończenie pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie zadane w zwiastunie “Blogersów”. Artur Kurasiński “Nam więcej wolno, bo nie mamy kagańca. No kto nas może wyłączyć?”. Każdy i to za cenę paczki andrutów ze szkolnego sklepiku.

100 tysięcy zł i zabawa w głuchy telefon

Wednesday, September 8th, 2010

Pewna sieć fastfoodowa w Polsce postanowiła wystartować z projektem, którego budżet oscyluje w granicach 100 tysięcy złotych. Jakimś cudem, a być może za sprawą czytania bez zrozumienia, informacja ta przeobraziła się w news, że fastfood za miesiąc współpracy da blogerowi 100 tysięcy zł. Momentalnie znalazły się osoby, które gotowe były zrobić to za 10x mniejszą sumę, inni zaś zaczęli bawić się w zgadywankę kto to taki. Niektórych nawet ewidentnie poniosło. W komentarzu do wpisu na Antyweb.pl, Maciej Budzich nie wytrzymał i ukazał się z nieznanej dotąd nam strony (pisownia oryginalna):

“kilka godzin wystarczyło, zaczyna się pierdolenie, żeby tylko żaden kurwa wyżej dupy nie podskoczył (…)”

Nie wiem czym kierował się Maciek, ale czyżby to była reakcja na to, że to nie on? A może on? W każdym razie wśród wymienianych kominków, wywiadowych nudziarzy i innych anonymousów pojawiły się przypuszczenia, że być może tym blogerem jest sam Maciek, celowo robiący szum na blogach. Wiadomo, że ma to być osoba pisząca na co dzień o internecie, nowych mediach i marketingu. I chociaż Maciek ostatnio coraz mnie jest MEDIA, a więcej FAN to kto wie czy to nie on? W niedalekim czasie bloger sam się ujawni.

Pewne jest to, że Polacy nie umieją czytać ze zrozumieniem. 100 tysięcy zł to budżet kampanii, sam bloger może dostać 1/10 lub 1/100 tego budżetu i np. voucher na 1 miesiąc fastfoodowej wyżerki, którą zresztą będzie musiał filmować, a recenzje wrzucać na YouTube. Jeśli ktoś miał choć raz do czynienia z planowaniem kampanii reklamowej bez względu na to jakie są to media, to kwota 100 tysięcy zł jest stosunkowo skromnym budżetem. Oczywiście można spodziewać się sporego szumu zwłaszcza w sieci, a sama akcja będzie możliwa do obserwowania na oficjalnym fanpejdżu fastfooda. Uważam, że szumu mógł narobić Turbodymomen albo Bóbr znający 1000 bitów, a nie kanapkożerca.

Jednym z moich typów na wybranego do akcji blogera jest osoba, którą w blogosferze śmiało można nazwać żółtodziobem – bo jak inaczej nazwać kogoś, kto bloguje raptem od roku? Przede wszystkim osoba ta wzięła wcześniej udział w kampanii marki oraz pisze o wszystkim co sprawia wrażenie, że jest tego ekspertem. No i dotychczas nie zaprzeczyła, że to ona (osoba). Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno będzie to ciekawy materiał do analizy.

Gdy bloger zaczyna uprawiać politykę

Tuesday, June 8th, 2010

Gdy bloger zaczyna uprawiać politykę przestaje być blogerem, a staje się politykiem.

Spieszę podzielić się z wami pewnym mega wydarzeniem. Mianowicie jak mogliśmy się dowiedzieć jeszcze dobę wcześniej, a nawet i dwie hucznie na kilku blogaskach zapowiedziano DEBATĘ, podkreślam DEBATĘ, BLOGERÓW (ajęą!) z kandydatem na prezydenta RP Bronisławem “Wpadką” Komorowskim. Pomijając już fakt, że taki miting przy kawce czterech osób blogujących z jednym tylko kandydatem to jakaś fuszerka, warto zwrócić uwagę, że czterech dżentelmenów oprócz blogowania na co dzień to zadeklarowani sympatycy partii Platforma Obywatelska.

Bardzo przykro było zobaczyć wśród grupki osób z ostrym parciem na szkło, mojego guru z czasów kiedy to jeszcze miałem lat naście, Pawła Wimmera. No cóż błędy popełniamy przez całe życie bez względu na to ile mamy lat. Jednak wracając do “debaty” to śmiało o niej można powiedzieć porażka. Nie było zainteresowania ze strony internautów, ani blogerów czy też mediów. Czyżby wyczuli, że w spotkaniach PREMIER-INTERNAUCI, BLOGERZY-MARSZAŁEK chodzi o lans inicjatorów i próbę ogrzania się ich w świetle jednej z najważniejszych głów w Państwie?

“Debatę” śmiało mogę nazwać “MEGA FAIL”. A oto dlaczego tak, a nie inaczej. FAILem może pochwalić się człowiek zajmujący się zbieraniem znajomych na FB i pozostawianiem linków do swojego blogaska wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe – Jacek Gadzinowski. Ostatnio, nawet, nazwał się ekspertem. Podwójnym FAILem może pochwalić się Maciej Mediafun Budzich, który swoją “niezależnością i bezstronnością” zdążył popisać się podczas doboru osób biorących udział w debacie z premierem – ani nie zatrzymał premiera, ani nie przepytał “Wpadki”. No kaman, ale kamerę i mikrofon może trzymać każdy. ;) FAIL zaliczył także sam on, Artur Kurasiński – człowiek od nudnych wywiadów i chociaż wydawałoby się, że znalazł niszę dla siebie, to niestety zanudził wywiadami swoich czytelników. Przed FAILem nie uchronił się Paweł Wimmer, który z niezrozumiałych mi względów i pobudek udał się na miting zwany “debatą”. I ostatni FAIL należy do Bronisława Komorowskiego, bo nic tą “debatą” tak naprawdę nie zyskał.

Na zakończenie zacytuję niejakiego pana Migdała:

Na “debatę” wyruszyła ekipa “Fan Mediów, Pan Wywiad, Pan Poradnik i Pan Nikt”.

Smutne.

Skąd brać treści na blog?

Thursday, June 3rd, 2010

W dobie niezliczonych serwisów społecznościowych, mikroblogów i blogów treści na własnego bloga można znaleźć w wielu miejscach w internecie. W przypadku tych ostatnich od lat nie zmieniła się niepisana zasada, że jeżeli publikujemy materiał, który znaleźliśmy w portalu czy na innej stronie internetowej np. blogu to należałoby podać źródło. Zrozumieć mogę, chociaż nie popieram, gdy stacje telewizyjne jako źródło dla materiału wideo podają “youtube.com” zamiast adresu do profilu, w którym znaleziono wideo. Niestety nie rozumiem, gdy ktoś świadomie unika podania źródła. Próbowałem sobie wytłumaczyć dlaczego tak jest? Może to chęć bycia trendy blogerem? Może chęć szpanu przed kolegami, znajomymi: “O, patrz, u mnie takie coś zajebistego jest!”?

Wiadomo, że notkę można zredagować na wiele sposobów. Praktycznie ile osób, tyle różnych interpretacji na edycję danego wydarzenia lub materiału. I nie mam nic przeciwko nawet wtedy, gdy ktoś znajdzie u mnie ciekawe wideo, a następnie opublikuje u siebie nie podając źródła (np. materiał wideo w postaci reklamy można znaleźć na wielu serwisach z multimediami i nie trzeba przy tym popisywać się wylewnym komentarzem). Z kolei nie toleruję sytuacji, w której autor blogu publikuje u siebie wcześniej znalezione na “Ja, RAFi” znalezisko i okrasza je niemal identycznym kilku zdaniowym komentarzem.

Za przykład niech posłuży autor blogu “/dev/santyago” (santyago.pl) i “jego” notka nt. grupy “On The Rocks”. W notce o OtR opublikowanej 8 maja 2010 czytamy:

Około 10 lat temu, na Uniwersytecie w Oregonie powstał zespół On The Rocks. W dorobku tego zespoły znalazły się już cztery albumy OTR (2002), Backgammon Sessions (2003), Full Coverage (2005), The Green Room (2008). 23 kwietnia On The Rocks promowali swój występ w majowym koncercie, publicznym a capella Bad Romance :)

http://www.santyago.pl/blog/read/2010/05/08/on-the-rocks-bad-romance.html

Z kolei 3 maja 2010 na blogu “Ja, RAFi” napisałem o OtR tak:

Zespół On The Rocks powstał przeszło 10 lat temu na Uniwersytecie w Oregonie. Dotychczas ukazały się cztery albumy OTR (2002), Backgammon Sessions (2003), Full Coverage (2005), The Green Room (2008). Polski odpowiednik OtR to poznański Audiofeels. Poniżej wideo z 23 kwietnia tego roku z występu OtR, którym to występem zachęcali i promowali swój występ w majowym koncercie. Publiczne a capella On The Rocks – Bad Romance (a jakby inaczej?).

http://ja.rafi.pl/2010/05/03/on-the-rocks-amerykanski-audiofeels/

Brzmi znajomo? ;) Na tym jednak nie koniec. Autor blogu jest najwidoczniej moim cichym wielbicielem do czego woli się nie przyznawać skrywając jednak swoje uczucia do blogu “Ja, RAFi” stworzył na wzór mojego regulaminu dodawania komentarzy “swoje” zasady dodawania komentarzy:

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami czytelników “/dev/Santyago”. Autor blogu nie ponosi odpowiedzialności za treść ich opinii.

* Komentarze nie na temat lub zawierające tylko i wyłącznie reklamę mogą zostać skasowane.
* Komentarze zawierające wulgaryzmy są kasowane.
* Twój adres e-mail nie będzie publikowany, ani też nie zostanie wykorzystany w jakichkolwiek celach marketingowych.
* Komentując po raz pierwszy, Twój komentarz nie będzie widoczny od razu i zostanie poddany moderacji.

http://www.santyago.pl/zasady-komentowania.html

Regulamin dodawania komentarzy na “Ja, RAFi” brzmi tak:

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami czytelników blogu “Ja, RAFi”. Autor blogu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

1. Komentarze nie na temat lub zawierające tylko i wyłącznie reklamę Twojej strony mogą zostać skasowane.
2. Komentarze zawierające wulgaryzmy lub mające na celu atak na właściciela bloga lub komentujących na pewno zostaną skasowane.
3. Twój adres e-mail nie będzie publikowany, ani też nie zostanie wykorzystany w celach marketingowych.
4. Jeśli komentujesz tutaj po raz pierwszy Twój komentarz nie będzie widoczny od razu, a trafi do moderacji. Pojawi się w momencie zaakceptowania go przez właściciela bloga.
5. Ślady (trackbacki) prowadzące do wpisu na Twoim blogu, a nie odnoszące się bezpośrednio do wpisu opublikowanego na “Ja, RAFi” będą kasowane.

http://ja.rafi.pl/regulamin-dodawania-komentarzy/

Znowu znajomo, co? ;)

Cieszę się, że publikując treści zarówno tekstowe i graficzne inspiruję (np. wielu blogerów i ludzi z mojej branży – zwłaszcza grafików – czy też znaną postać polskiej muzyki jaką jest Zbigniew Hołdys – “Ja, Hołdys”) do działania. Pragnąłbym jednak, byście działali etycznie, a zwłaszcza w obrębie prawa.

p.s. za cynk dziękuję seagulowi

AKTUALIZACJA – 2010.06.05
Korneliusz vel. Santyago wniósł odpowiednie adnotacje do powyższych wpisów. Sprawę z mojej strony uważam za zamkniętą. A dla pozostałych niech to będzie dobra lekcja kilku zasad prowadzenia blogu.

Jak bloger z prezydentem

Wednesday, October 14th, 2009

Jacek Gadzinowski i jego wywiad z Lechem Wałęsą.