
Według mnie najciekawszą premierą muzyczną mijającego roku jest wydana we wrześniu płyta Manic Street Preachers “Postcards from a Young Man”. I chociaż MSP bardziej niż kiedykolwiek brzmi pop-rockowo, tak lubię słuchać tego albumu podczas projektowania czy jazdy samochodem. Najnowszy album Manic Street Preachers zaczyna się od melodyjnego uderzenia w postaci kawałka “(It’s Not War) Just The End Of Love”. Ponadto od razu polubiłem “Postcards From A Young Man”, “Some Kind Of Nothingness” (gościnnie z Ianem McCullochem), “I Think I’ve Found It”, “A Billion Balconies Facing The Sun”. Generalnie album wpada w ucho, a utwory, które znalazły się na dziesiątym już, studyjnym albumie kapeli dotychczas bardziej znanej z alternatywnego rocka, to przeszło 40 minut eksplodującej energią bomby muzycznej.
Uważam, że album “Postcards from a Young Man” obok wydanego w 1998 r. “This Is My Truth, Tell Me Yours” jest jednym z najlepszych albumów nagranych przez chłopaków z Manic Street Preachers, a James Dean Bradfield udowodnił, że ma się bardzo dobrze i jest w formie.