Archive for the ‘Z rozmyślań przy kawie’ Category

Dziś mija 20. rocznica uruchomienia internetu w Polsce, a moja 16. przygód z internetem

Wednesday, August 17th, 2011

Dokładnie 17 sierpnia 1991 r. w Polsce nastąpiło pierwsze połączenie po protokole TCP/IP. Pięć lat temu pisałem o 15 leciu istnienia internetu w Polsce i przy okazji pokusiłem się o krótką retrospekcję z moich początków z internetem. A było to 16 lat temu! Tak, to prawda, od 16 lat poznaję, uczę się, buduję, projektuję, wdrażam, zlecam, wykonuję, realizuję, kupuję, sprzedaję, zarabiam, wkurzam, irytuję, doprowadzam do wściekłości, informuję, opisuję, nagłaśniam, rozpowszechniam, propaguję, inspiruję, motywuję, podziwiam!

Tworzę internet i jestem jego częścią. Opisuję ludzi internetu, czyli was. ;]

Dziś internet jest inny. Ewoluował jak wszystko ewoluuje. Dzięki tej ewolucji mamy internet w telefonach, a prędkość transferu nawet w takim telefonie jest szybsza niż prędkość łącza (9600 bps) pracowni komputerowej wyposażonej w 20 komputerów, z której wtedy korzystałem. Martwią mnie, podobnie jak VaGlę, coraz częstsze pokusy do odgórnego, rządowego majstrowania przy internecie (ustawa o odcinaniu obywateli od internetu w razie “zagrożeń demokracji”). Chociaż od prawie dwóch lat obowiązuje w Polsce prawo dające aparatowi państwowemu wszelkie uprawnienia do inwigilacji naszych poczynań w internecie [PDF], tak okazało się, że to za mało. Nie wypada nie wspomnieć o poczynania Radka Sikorskiego i jego krucjaty przeciw wszelkiej krytyce na forach internetowych. Trochę mi to wszystko wygląda podobnie do tego jak sprawa ma się z mediami – krajowa rada radiofonii i telewizji, do tego jeszcze skok na media publiczne. Chyba część (mam nadzieję, że ta nieliczna) rządzących ma chrapkę na “zawładnięcie internetu” chociaż wydaje się być to niemożliwe, nie jest nierealne.

Nadużywanie angielskich nazw stanowisk i określeń czynności

Tuesday, June 21st, 2011

Często w polskiej branży reklamowej (bez względu na to czy jest to barnża atl, btl, interaktywna) napotkać można na angielskie nazwy stanowisk pracowników; czynności, które wykonują oraz usług, które świadczą.

Przezabawne jest to w dwójnasób w momencie, gdy dotyczy to polskiej firmy świadczącej usługi polskim firmom i instytucjom na terenie Polski. Żeby było jeszcze dowcipniej, to te _angielszczyzny_ wypisują w polskojęzycznych materiałach marketingowych. Mam na myśli takie narzędzia jak chociażby strony i serwisy www, prezentacje, wizytówki, profile w serwisach społecznościowych itp..

Najwięcej śmiechu wywołują te “kołki”, które nie dość, że mają “sofistikejted” nazwę stanowiska, to w dodatku do swoich wypowiedzi – jeden pies, czy tekstowych, czy werbalnych – wstawiają angielskie słowa-klucze (w ich mniemaniu tzw. złoty środek, lep na muchy). Oprócz nader często używanych wklejek w postaci angielskich zwrotów i wyrażeń, charakterystycznym dla nich jest również ego jak stąd do Malborka oraz pretendowanie do bycia ekspertem. (more…)

nesVita w grobie wita?

Monday, November 1st, 2010


 
W telewizyjnym bloku reklamowym co chwilę atakuje mnie spot, w którym głównymi bohaterami jest grupka zaprzyjaźnionych ze sobą osób pracujących razem w bliżej nieznanej korporacji. Grupka korporacyjnych przyjaciół, jak to u ludzi z korporacji bywa, wzajemnie szydzi z siebie zajadając coś, co rzekomo pysznie pachnie. Z braku czasu bywa, że i ja czasem wsypuję coś do kubka i zalewam wrzątkiem, a że otręby, owsianka, płatki w nadmiarze złe nie są to oprócz chemii z Unilevera dla odmiany sięgam po coś “zdrowego”. Tym razem wybór padł na płatki owsiane Nestle nesVita. Wybrałem te z mlekiem i malinami – przynajmniej tak było napisane na opakowaniu. Korposzczury zajadają się pyszną owocową owsianką, to ja też spróbuję, a co! (more…)

Jak agencja RED8 próbowała wymusić zmianę treści wpisu o reklamie AXE z Borysem Szycem

Sunday, May 2nd, 2010

Kilka dni temu, raptem 29.04 br. napisałem o najnowszej kampanii Axe popartej reklamą z udziałem Borysa Szyca. Sugerowałem silną inspirację reklamą firmy odzieżowej. Jeden z anonimowych komentatorów zwrócił mi uwagę, że nie jest to inspiracja, a polski remake dokonany po latach. Wzorcem dla reklamy z Szycem była reklama z Affleckiem, co też odnotowałem w postaci aktualizacji do notki. Jednak to, co niektórzy w tym przypadku nazwali strategią ja nazywam chodzeniem na skróty i brakiem szacunku dla polskiego konsumenta.

Oprócz głosów nieprzychylnych reklamie pojawiły się również komentarze zacięcie broniące spotu. Obrona bez wartości merytorycznej nakierowana była na atak na autora bloga, czyli mnie. Sukcesywnie przybywało komentarzy pochlebnych reklamie jednocześnie krytykujących moją osobę, jako nierzetelnego, zadufanego w sobie z wysokim ego. Oto komentator podpisujący się jako “Rafi na polityka” napisał:

Rafi… a czy nie czujesz, że skoro pomysł jednak nie jest zerżnięty, tylko zaadaptowany (zakładam, że widzisz różnicę) to może jednak warto nie zachowywać się jak typowy pismak SE czy Faktu (tudzież Pudelka i pudelkopodobych)

a dalej wymuszał przeprosiny oraz zmianę tekstu pisząc:

i zmienić tytuł wpisu, przeprosić tych, których się mimo wszystko obsmarowało dosyć nieładnie.

Komentator uderzając w hasła “wolności słowa”, “niezależności” oraz “rzetelności blogerskiej” prowokował dalej. Moją odpowiedzią na jego utyskiwania było ostrzeżenie i prośba, aby następne komentarze podpisywał swoim imieniem lub ksywą, a nie używał mojego pseudonimu. Niestety w następnym komentarzu również posłużył się pseudonimem odnoszącym się bezpośrednio do mojej osoby. Nie przeszedł moderacji. Gniew był na tyle wielki, że dziś postanowił skomentować ponownie. Pech chciał, że skomentował z adresu firmy … RED8 Communications Group.

Poniżej obydwa komentarze, które nie przeszły przez moderację:

Autor: Rafi na… you know
IP: 94.75.94.*
Submitted on 2010/05/01 at 9:53pm

Rafi… ja rozumiem… to za trudne do zrozumienia; odpowiedź rzeczywiście na poziomie. Miałem nadzieję, że jednak ’społeczeństwo’ blogerów to w jakimś sensie elita, która w odróżnieniu od słowa drukowanego w gazetach oprze się tabloidyzacji… jak widzę marne nadzieje. Też wyznajesz zasadę, że oszczerstwa – choćby nieprawdziwe – bardziej przyciągają uwagę. A zasady są dobre dla durniów jak rozumiem. Cóż – każdy ma swoją bajkę. Odpowiedź ’sue me’ jest jednak nie na poziomie – jak się pewnie domyślasz. Powodzenia w krzewieniu słowa typowego dla tabloidów w świecie blogerów. No chyba, że tym razem ‘nie przejdę moderacji ;)

Autor: usuniety
IP: 212.75.108.*
Submitted on 2010/05/02 at 12:35pm

WOW! jednak wycinamy komentarze… no rzeczywiście nowa jakoś bloga…
Rafi… ja rozumiem… to za trudne do zrozumienia; odpowiedź rzeczywiście na poziomie. Miałem nadzieję, że jednak ’społeczeństwo’ blogerów to w jakimś sensie elita, która w odróżnieniu od słowa drukowanego w gazetach oprze się tabloidyzacji… jak widzę marne nadzieje. Też wyznajesz zasadę, że oszczerstwa – choćby nieprawdziwe – bardziej przyciągają uwagę. A zasady są dobre dla durniów jak rozumiem. Cóż – każdy ma swoją bajkę. Odpowiedź ’sue me’ jest jednak nie na poziomie – jak się pewnie domyślasz. Powodzenia w krzewieniu słowa typowego dla tabloidów w świecie blogerów. No chyba, że tym razem ‘nie przejdę moderacji ;)

Jakie błędy popełniła firma RED8 Communications Group próbując wymusić zmianę treści wpisu na blogu?

Po pierwsze, jeśli poczuła się dotknięta wpisem na “Ja, RAFi” o Szycu i reklamie Axe nie powinna wysyłać ludzi z RED8, by komentowali jako anonimowi komentatorzy oskarżając autora blogu za nierzetelnego i porównując go do pismaków brukowców.

Po drugie widząc, że wpis może zawierać błędne lub nie do końca precyzyjne informacje powinna wystosować do autora bloga oficjalne sprostowanie, wyjaśnienie lub przesłać nawet case study reklamy z Szycem drogą elektroniczną. Znalezienie adresu e-mail do mnie nie zajmie nikomu więcej niż 30 sekund.

Po trzecie i ostatnie, znane są przypadki w polskiej blogosferze, że jakakolwiek próba zamykania ust blogerom spotyka się z odwrotnym rezultatem (tzw. Efekt Streisand).

Szkoda, przecież wiele reklam wyprodukowanych przez RED8 budziło zachwyt wielu ludzi z branży w tym także mojej osoby.

Kara śmierci?

Thursday, February 11th, 2010

Minęło blisko pięć lat odkąd napisałem, że jestem za karą śmierci. Pomimo upływu czasu moje zdanie nie uległo zmianie, a po ostatnim wydarzeniu na warszawskiej Woli nawet zyskało na przekonaniu, że to słuszne i jedyne rozwiązanie dla zbrodni dokonanych przez … śmieci. Do głowy nie przychodzi żadne inne określenie jak tylko śmieci. Dożywocie dla osiemnastolatka to mało. Szkoda pieniędzy podatników na takich nic niewartych darmozjadów. Zastrzyk, komora gazowa, a może od razu kulka w łeb. I nie mówcie mi o resocjalizacji dla takiego śmiecia. Ktoś, kto zadaje nożem ciosy osobie, która zwróciła uwagę tej pierwszej na jej złe zachowanie nie zasługuje na żadne ludzkie miłosierdzie.

TVN sieje panikę

Friday, November 6th, 2009

Od przeszło 1,5 tygodnia prezenterzy i czytacze newsów stacji TVN i TVN24 w serwisach informacyjnych krzyczą i straszą nas epidemią świńskiej grypy. Nie ma wydania serwisu informacyjnego, by nie usłyszeć jaka to wielka epidemia nam grozi. Ludzie za naszymi granicami umierają, a nasz rząd nie robi nic. Zastanawiam się, czy przypadkiem, ktoś nie dostał czegoś by siać panikę i robić z igły widły? Jak nie Olejnik, to Pochanke, jak nie Pochanke, to Rymanowski, jak nie on, to Kalczyńska z Grassem. I tak można wymieniać w nieskończoność. 1,5 tygodnia w stylu BREAKING NEWS. Z tvnowskich Faktów nie dowiem się co słychać na świecie poza tym, co zrobili Amerykanie, albo Talibowie i inni terroryści. Moja irytacja sięgnęła poziomu, w którym obie stacje mijam szerokim łukiem. Po co ta nagonka? Czemu to ma służyć? Z pewnością nie trosce o Polaków.

Pawle, u mnie wiosna

Thursday, April 9th, 2009

Pawle, dziękuję za, co prawda nietypowe, życzenia z okazji czwartych urodzin “Ja, RAFi”. Swoim wpisem wywołałeś mnie do tablicy. Pozwolę sobie na nieco dłuższą odpowiedź. Wybacz jeśli przydługą.

Koledzy mogą być pozerami. Pozerzy kolegami lepiej żeby nie byli. Kaznowskiego, Kurasińskiego, Marczaka charakteryzuje jedna, wspólna cecha. Jest nią tendencja do uzurpowania sobie tytułu eksperta. Tych dwóch ostatnich poznałem osobiście. Nie wiem, może to wina złego tzw. “pierwszego wrażenia”, ale jednego zapamiętałem jako tego, który biegał z przedłużonym penisem w postaci macbooka, drugi z kolei marudził i smęcił. Obejrzyj, Pawle, materiały wideo, które Grzegorz zamieszcza na blogu. Występy Mazowieckiego są bardziej żywiołowe niż bełkot Marczaka.

Owi “eksperci” przypominają mi nawiedzonych ewangelistów New Age ze Stanów Zjednoczonych, którzy pod przykrywką wiary w Boga omamiają ludzi i wyciągają z nich grubą kasę. “Golimy frajerów!” – być może kojarzysz? Przykłady? Proszę bardzo. “Książka”, darmowy ebook Kaznowskiego – przedruk zagranicznych publikacji posiłkowany słabym w treści komentarzem autora. Doskonale obnażył się w swojej notce, stwierdzeniem: “Mam również pomysły na zamknięcie dostępu do niego [do blogu - przyp. autora] (tylko dla znajomych) i pisania tego co tak naprawdę myślę o rynku (teraz przecież nie da się pisać “do końca” – za dużo znam osób z branży – koniunkturalizm?).”. Znowu mamy do czynienia z czymś na niby. Takie w stylu “jestem niby ekspertem, ale powoli już nie radzę sobie z tym udawaniem”.

Kurasiński? Odkąd padły Chomiki bardzo chce odnaleźć się w iluzji Web 2.0. Za wszelką cenę chce być ekspertem, szuka swojej niszy. A jaki jest naprawdę? Jest męską odmianą Joli Rutowicz czy innej Frytki. Szuka spisków (gazeta czerpie materiały na artykuły z jego bloga! Ba, nawet YouTube! Skandal!), atakuje komentujących – poczytaj komentarze na AK47 w wielu wpisach, albo na blogach AW i interaktywnie.com w notkach o PG [1], [2]. Jadu starczyłoby do wybicia połowy ludności San Marino. Kolega? Całe szczęście nie mój.
Ostatnio wpadł na genialny pomysł dojenia freelancerów. Spytasz: “W jaki sposób?”. Wydumał, ze będzie pośrednikiem między agencją, a freelancerem. Podpinając się na krzywy ryj chce uczestniczyć w procesie tworzenia oraz przepływu gotówki. Nie wierzę, że Kurasiński i s-ka jest w stanie pokryć koszty i roszczenia grafika z tytułu niewywiązania się agencji z umowy. Kwoty, które wchodzą w grę to nie setki złotych. Mówimy tu o tysiącach i dziesiątkach tysięcy. Graficy od dawna mają wyrobione kontakty z agencjami i nie muszą korzystać z pośrednictwa badylarza, w którego szaty ubrał się Artur. Każdy woli zarabiać bez pośredników. I powiem Tobie, że ja również nie mam zamiaru dzielić się swoją działką z tłustą łapą pośrednika.

Marczak – mierny z samodzielnego myślenia, dobry w copy&paste. Pawle, napisałeś, że ogromna ilość błędów na blogu AW jest spowodowana dysgrafią? Oczywiście takie czasy, że braki w elementarnej wiedzy i edukacji zwalić można na dysgrafię, dysleksję i ADHD. Przecież nawet nastolatek wie, jak zainstalować wtyczkę do Firefoxa.

Jakość, nie jakoś, drogi Pawle. Nie razi Ciebie wszędobylska miernota? Traktujesz AntyWeb jako źródło wiedzy – ok, ale to wszystko, co dotyczy zagranicy przeczytasz 2-3 dni wcześniej na którymś z blogów: TechCrunch, Engadget, ReadWriteWeb, Gizmodo, Lifehacker, Mashable czy blog Google. Z polskich newsów tylko to co robią koledzy i materiały sponsorowane. News o PewnejGrupie jest literalnym robieniem loda. Nie wierzę, że tego nie wychwyciłeś. Brakuje mi jakości i prawdziwości w tym co robią wyżej wymienieni panowie.

Ignoruję szczekanie małych kundli, które nic poza frustracją i krzykiem nie prezentują. Otwierają co roku nowy blog, bo stary nie przyniósł im oczekiwanych korzyści. I nie interesuje mnie również, co sądzi koleś z tłustymi włosami, w wyciągniętym swetrze mianujący się specem od użyteczności czy całkowicie zagubiony w Internecie urzędas. “Przepisujących Internet” jest na pęczki, tak samo, jak otaczającej nas miernej jakości produkcji – graficznych, literackich, publicystycznych, malarskich, muzycznych. Uważam, że przyczyna leży w chciwości. Gdzie tu mowa o cnotach takich jak pokora, umiar i uczciwość?

Zwłaszcza tu, w Internecie na każdym kroku spotykam złodziei intelektu, kreatywności i czyjejś twórczości. Z łatwością podpisujących się pod tym swoim imieniem i nazwiskiem. Żądza pieniądza i chciejstwo zaślepiło ich do tego stopnia, że nawet nie starają się być w czymś dobrym. A przecież “dobry” to jeden ze szczebli do bycia doskonałym.

Gdybyś wiedział ile materiału na wpisy tkwi w mojej profesji, zapewne złapałbyś się za głowę. Graficy, senior dizajnerzy, art dajrektorzy – słabych mnóstwo. Wielu z nich spieprzy grafikę nawet, gdy robi ją krok po kroku z poradników dostępnych w serwisach graficznych. O braku kreatywności z ich strony nie wspomnę. Czyż nie jest zabawne, że płatnych kursów udziela amator identyfikacji wizualnej i projektowania graficznego? Zarówno on, jak i jego pracownicy nie potrafią stworzyć czegoś chociażby poprawnego. Ostatnio robią nawet za darmo. I gdybym miał tak wszystkich opisywać, nie starczyłoby mi na to czasu. A gdzie rodzina, praca, sen?

O reklamach na blogu pisałem już dawno we wpisie Po co jesteś w stanie się schylić? i trzeba byłoby napisać o tym raz jeszcze, gdyż blogów, które rażą wzrok zamieszczonymi tam reklamami jest cała masa. Na nich często wartość stanowią jedynie reklamy. I nie jest tak jak piszesz. Nawet jeśli ktoś mi zaoferuje 2000 zł / miesiąc za reklamowanie się na tym blogu zostanie wysłany na drzewo. Dlaczego? Ponieważ chcę i mogę.

Krytyka przyjęta i doskonale sobie zdaję sprawę o nieagresji z niej płynącej. Jedynie pragnę sprostować, iż moje wpisy nie powstają na emocjach z wyjątkiem tych, które poruszają tematy budzące mój zachwyt – a ich niestety zbyt wiele nie ma. Głęboko wierzę, że nadal będziesz tu zawsze “just4fun” podczas, gdy ja wytrwale będę spoglądać cwaniakom na ręce.

Pytasz “co się dzieje?”. Pawle, u mnie wiosna.

The beginning Fail

Tuesday, March 3rd, 2009

Zamyka się i otwiera jak rozkapryszona stara panna. Spod pudła wydobywają się dźwięki niczym z rozstrojonego fortepianu. Celnym komentarzem sytuacji jest fragment wypowiedzi, która do mnie niedawno dotarła:

Co to za emo dziecko do licha? (…) Wielki prezes pisze jak emo z kompleksem dot. intelektu. Chciałby być Kołakowskim lub Tischnerem, a nie jest w stanie powiedzieć co naprawdę myśli, smutne to. Przerażające, jak wielu ludzi czyta i wierzy w coś co nie nadaje się nawet na brukowca.

imię i nazwisko dw. autora

Otóż, to emo dziecko odkryło, że istnieć mogą ludzie tzw. “normalsi” (normalni ludzie, nie prezesi, nie pseudo eksperci – przyp. autora). A kim są ci, którzy od lat piszą blogi? Może towarzystwo z campów maści wszelakiej to same takie Kaznowskie i całkowicie przytłacza ich megalomania? Nie wiem czy chłopak coś bierze, ale nie przypuszczałem, że tak szybko od Końca przejdzie do Początku. Co jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że ma kryzys emocjonalny.

Kaznowski się zamknął

Thursday, February 26th, 2009

Nie to, żebym płakał.

Dominik Kaznowski – postać roku polskiego internetu o czym dowiedziałem się przy okazji ogłoszenia listy laureatów śmiesznych statuetek co to WebStarami się zwą – obnażył się na swoim blogu i wyjawił, że jego organizm się wypalił i ogólnie czuje się załamany. Nie przyznał się do tego bezpośrednio, ale łatwo wychwycić to z tych słów (takie potwierdzenie przez zaprzeczanie):

A teraz – pośrednio – głosy niezadowolenia z jakości moich wpisów (choć nie tylko) uświadamiają mi (coraz dobitniej), że blogi wypaliły się (w jakimś sensie). Osobiście nie czuję się wypalony – robię, piszę, rozmawiam, działam jeszcze więcej (wielokrotnie) niż wcześniej.

W swojej (końcowej) notce zwierza się, że pisanie bloga nie cieszy już go tak bardzo jak kiedyś. To smutne. Biedaczek, ma rozterki z powodu tego, że chciałby wyrażać swoje prawdziwe zdanie, ale zbyt wiele osób go zna (och, wow, celebryta!!!) i z tego powodu musiałby powstrzymywać się od wyrażania “przemyśleń”. Co więcej, demaskuje swoja lisią kitę:

Mam również pomysły na zamknięcie dostępu do niego (tylko dla znajomych) i pisania tego co tak naprawdę myślę o rynku (teraz przecież nie da się pisać “do końca” – za dużo znam osób z branży – koniunkturalizm?).

Jednym słowem ma wewnętrzny dylemat czy lepiej jest mieć, czy jednak być? Zresztą podobne dylematy miewają na początku swoich karier przydrożne dziwki, ale po kilku numerkach wiedzą, że mieć to podstawa dzisiejszych czasów. Spoglądając na to iloma rodzajami reklam mieni się kaznowski.blox.pl wydaje się, że i Kaznowski skłania się ku posiadaniu. Zresztą nie tylko on, wystarczy spojrzeć na merytorycznie słaby antyweb.pl z notkami o pseudointelektualnym wydźwięku, kipiącymi wręcz błędami ortograficznymi. Można by rzec, że Marczak do perfekcji opanował metodę Kopi-Pejsta. Tu prośba do was, może jakaś ściepa dla autora antyweb.pl na słowniki: języka polskiego i ortograficzny? Albo chociaż niech ktoś mu podpowie, że istnieją dodatki do przeglądarek sprawdzające pisownię.

W dalszej części swojego wpisu Kaznowski zastanawia się nad wszędobylskim lansem uprawianym przez blogerów. Chciałoby się rzec spójrz pan na siebie. I spojrzał, ale w perspektywie ostatnich dwóch miesięcy, tylko:

Mam poczucie winy (…), że blogerzy starają się wykorzystywać wszelkie okazje branżowe do własnego lansu, a nie próbują już tworzyć jakiejś “wyższej jakości”.
Sam zresztą w ostatnich 2 miesiącach wpadłem w tą pułapkę. Tak, wiem że moje ostatnie wpisy niewiele wnoszą. Co jednak począć? Tkwić w tym klinczu?

Moim skromnym zdaniem wpisy Kaznowskiego, Marczaka czy innego samozwańczego eksperta od początku nakierunkowane były na poklask, a nie na merytoryczną wartość zasilaną przez subiektywne opinie. Teraz sam Kaznowski utyskuje, że blogerzy to nic innego jak lanserzy, że uczestnicy wszelkiego rodzaju campów liczą na sukces w kategorii self-promo. W moich oczach – tu pewnie większość z czytających poczuje się dotknięta, ale szczerze pisząc mam to w głębokim poważaniu – wszelkie campy srampy, tuby sruby to nic innego jak imprezki z udziałem tych, którym coś się wydaje i tych, którzy marzą by im się wydawało. Być może to zbyt wielkie uogólnienie, ale prawda jest taka, że w większości przypadków są to obecni i przyszli wyznawcy pomysłów oraz treści “znanego przedsiębiorcy” Kopi-Pejsta, codzienni nieudacznicy, krasomówczy prelegenci.

W dalszej części wpisu bohater tejże notki ponownie zasypuje swoją głowę i głowy swoich czytelników pytaniami:

Pozostać niszowym blogerem piszącym do wąskiej grupki fanów wiernych bez względu na to co się napisze? A może pójść w komercję i zamienić bloga w serwis?

Fanklub Kaznowskiego, a to dobre. Zastanawiam się, czy jednak nie namówić tego zabawnego człowieczka, by pozostał przy pisaniu. To lepsze jest niż czytanie basha.

Może tak po prostu wystarczy zastanowić się po co to puszenie i pompowanie ego? Określenie swoich czytelników fanami brzmi niedorzecznie, a cały wpis świadczyć może o niespełnionych marzeniach autora, który zamiast świecić najszczerszym blaskiem wali po oczach blichtrem i emanuje próżnością. Zresztą musi czuć się bardzo zawiedziony niską frekwencją w komentarzach pod wpisem. Może liczył na prośby “nie, nie kończ!”, “nie zamykaj!”, “kochamy cię, bejbe”. Uważam, że nie zamknie, a jak zamknie to zaraz się otworzy (jak chociażby swego czasu netto). Tacy jak Kaznowski, czy Jagodziński potrzebują głosów klakierów, nieustającego poklasku i wirtualnej audiencji. Bez tych “narkotyków” nie potrafiliby istnieć i funkcjonować w świecie 2.0.

Blog “Ja, RAFi” doskonale radzi sobie bez reklam. Chociaż prywatnie uwielbiam reklamy zwłaszcza wtedy, gdy są majstersztykami zarówno w postaci wideo jak i te drukowane. Dlatego też istnieje kategoria “Reklamy”, w której znajdziecie z radością umieszczane przeze mnie perełki. Oczywiście jestem hedonistą, ale środków na spełnianie moich zachcianek nie pozyskuję oblepiając bloga reklamami badziewnych produktów i usług, których nigdy bym nie nabył. Kłóciłoby się to z moim wewnętrznym przekonaniem o granicach dobrego smaku i rozróżnieniu prywatnego poletka od komercyjnej działalności.

Bardzo ważne jest to, by nie zatracić się w chciejstwie. Pazerność gubi. Dodając do tego wyżej wymienioną próżność mamy efekt w postaci notki “Koniec” na blogu załamanego i lekko zdołowanego Dominika Kaznowskiego. Zawsze, gdy stajesz na rozdrożu przed dylematem “w którą stronę iść?”, możesz wybrać to czy pozostać sobą, czy przestać istnieć.

Co? Webstary? Stary …

Thursday, December 11th, 2008

O tym, że branża ma kompleksy wiadomo nie od dziś. Kompleksy branży przybierają różne postaci, ale chyba najczęstszym powodem, który to sprawia jest ewidentny brak sukcesów. Za chwilę odezwie się ktoś i powie “no ale z jakiej paki? przecież mamy klientów, dochody, przychody i odchody, nie mamy żadnych kompleksów”. Takie sranie w banie sprawia, że mój tost z jajkiem na bekonie i sokiem ze świeżo wyciśniętych pomarańczy nie smakuje jak zawsze. W sumie brak sukcesów co ściśle jest związane z nieotrzymywaniem, z niezdobywaniem prestiżowych nagród można tłumaczyć poniekąd tym, że za średniej jakości prace nagród nie przyznaje się. Wyjątkiem może być lokalny konkurs dla zasobnych w kasę i startery prepaid. Mowa oczywiście o Webstarach czyli o “najbardziej prestiżowym konkursie na najlepsze strony w polskim Internecie”. Przynajmniej tak twierdzą w Gazecie Wyborczej. Zresztą w tej redakcji chyba najbardziej podniecają się na słowo “webstar”, a przecież do “branży” nie należą, więc dlaczego szukają substytutów viagry w postaci błyszczącej statuetki wartej 5zł?

Wystarczy spojrzeć na listę nagradzonych projektów. Chociażby taki słaby Pampers wygrywa już któryś raz (z tą samą odsłoną?), a nie trzeba być specjalistą, by stwierdzić, że strona jest słaba. Albo takie serwisy portalu Gazeta.pl – np. Dom czy eDziecko. Co więcej, Agora właśnie uruchomiła swoje 4 nowe serwisy. Zapewne ma chrapkę na Webstary przyszłorocznej edycji. Daj Bóg oby jej nie było – przynajmniej w takiej formie.

Kto decyduje o przyznaniu Webstarów? Kapituła oraz internauci. Jeden pies. Gdyby głos należał tylko do jury, w którego skład wchodziliby ludzie – znawcy, specjaliści tematu – to nie byłoby mowy o mieszanych uczuciach co do rangi Webstarów czy jakimkolwiek innym niesmaku. Chociaż są tacy smakosze, którym zawsze będzie niesmakować jakkolwiek pyszne to będzie. Jeśli chodzi o jury to nie wyobrażam sobie, żeby członek jury oceniał pracę agencji dla której pracuje. Nonsens totalny, a co przecież miało już nie raz miejsce przy innych nagrodach branżowych.

Powstawanie coraz to nowych kategorii, w których można wystartować jest raczej walką organizatorów o pozyskanie jak największej ilości pieniędzy (wpisowe, które należy uiścić zgłaszając stronę do niskich nie należy), a nie odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie kategoryzacji projektów stron i samych serwisów. Przynajmniej połowa z nagradzanych Webstarami stron jest mierna lub jak kto woli – estetycznie poprawna. Tylko, zaraz, przecież to konkurs, który powinien wyłaniać najlepszych. Z Webstarem powinien wiązać się wspomniany przez Wyborczą w cytowanym powyżej fragmencie – prestiż. Niestety bardziej na słowo Webstar można usłyszeć gromki śmiech niż poważanie i podziw. Co więcej często ci, którzy wyśmiewają się z tego typu konkursów, a w szczególności z Webstarfestivalu biorą w tych konkursach udział. Dlaczego? Webstar dla agencji to swoistego rodzaju wabik na klienta. Wyobraźmy sobie wypowiedź accounta: “Panie Wacławie, w tym roku nasza agencja otrzymała aż 3 prestiżowe nagrody – Webstary.” Pan Wacław ze zdumienia zrobi wielkie oczy, pogratuluje i pomyśli czy przypadkiem agencja X to będzie strzał w dziesiątkę.

Panie Wacławie, Bronku, Zbyszku – nie idźcie tą drogą. Webstar to tandeta, która jest mieszanką amatorszczyzny i nisko latających produkcji. Niejednokrotnie produkcji, dzięki którym mało znane agencje, studia graficzne, osoby chcą zaistnieć. To takie Jole Rutowicz i Ewy Sonnet w jednym.

Zastanawiające jest to, że do walki o Webstary dołączyły agencje takie jak Byss, Click5, K2, Opcom, zjednoczenie.com, 180heartbeats. Być może to wina tego głodu sukcesów, nagród i statuetek za swoje produkcje? Co dziwi tym bardziej, że w przypadku np. 180hb czy Click5 stwierdzić można, że ich tegoroczne produkcje nadają się do ubiegania o światowe nagrody branżowe. Zabawne na przykład jest to w jaki sposób Webstary traktuje Krzysztof Adamus z Opcomu. Jego interaktywnie.com po raz kolejny zdobyło Webstary, które tak krytykuje, ale za chwile o tym zapomina by móc się tym chwalić, prężyć muskuły, pękać z radości i ogólnie być wyczerpanym z całodobowego podniecenia tym faktem.

Człowiek polskiego internetu 2008? O matko. Nawet coś takiego ludzie z Webstarów wymyślili. Tytuł otrzymał bliżej mi nieznany osobnik – Dominik Kaznowski – który uważa(ny) się(jest) za speca internetu. Znawcę tematu. A tak na marginesie – wydaje mi się, że mylimy pojęcia bycie specjalistą od bycia entuzjastą. Ot taki znawca internetu jak z Tomka Jacykowa specjalista mody. Całe szczęście, że np. tego tytułu nie otrzymał chociażby taki Krzysztof Urbanowicz, który swego czasu miał mocne parcie na szkło, ekran ciekłokrystaliczny monitora, a nawet na wyświetlacze telefonów komórkowych. Albo przepisujący zagraniczne serwisy Grzegorz Marczak z Antywebu i powiedzmy taki Webstar za przepisywanie internetu (pomysł na nową kategorię?). Z tymi ekspertami, znawcami itd. to ciężka sprawa. Zwykli sami o sobie tak mówić. To podobnie jak z tymi, co pracują w tym samym fachu co ja – często miewają tendencje do określania siebie artystami. Tfu.

Reasumując jakie Webstary, takie strony. Albo jaki budżet, taka nagroda. I chociaż może to wydać się krzywdzące, ale niech do myślenia da fakt dlaczego w konkursie Złote Orły spośród 42 zgłoszeń złoto otrzymały tylko dwie kreacje, a pięć wyróżniono.

   › Webstary 2008 – lista nagrodzonych
   › Webstarfestival.pl

Ten nieustanny brak czasu

Tuesday, November 18th, 2008

Powinienem się sklonować. I to tak kilka, jak nie kilkanaście razy:

- RAFi szlifujący swój warsztat graficzny i muzyczny
- RAFi zbieracz wszelkiego rodzaju materiałów dydaktycznych
- RAFi czytacz i oglądacz newsów
- RAFi szperacz nowości
- RAFi ściągacz z rapidshare (masakra do tego stopnia, że na rapidzie mam płatne konto :D )
- RAFi ściągacz filmów i zarazem ich widz (gigabajty nieobejrzanych)
- RAFi ściągacz muzy i słuchacz zarazem (gigabajty nieprzesłuchanych albumów)
- RAFi sortownik tego co ściągnął
- RAFi pracownik na etacie
- RAFi szef
- RAFi towarzyski
- RAFiumilacz

Skąd na to wszystko brać czas? Rezygnować? Młody jestem, pełen energii i już mam rezygnować? Ale zaraz, przecież całe życie to nieustanne wybory i kompromisy. I z tej oto okazji, żeby mieć jeszcze więcej nieprzesłuchanego, nieobejrzanego, nieposortowanego stuffu kupiłem dodatkowy 1 TB do mojej Czarnej Kobry.

Rada

Wednesday, September 24th, 2008

Nigdy nie pokazuj nieskończonych projektów. Nie zakładaj, że wszyscy posiadają dostatecznie rozbudowaną wyobraźnię.