Archive for the ‘Przegląd prasy’ Category

Jest Polska, jest afera

Sunday, September 18th, 2011

Taki kraj, taki naród, że zawsze coś ukradnie albo zrobi na nielegalu. Przed kilkoma dniami w sieci pojawiło się wideo rzekomo promujące Polskę “Polska? Tak!”. Tym razem dosyć w nietypowy sposób, gdyż nie są to z odcinka na odcinek coraz to gorsze animacje od Platige Image (jak ta ze srającym na nasz kraj bielikiem), ani nie są to żenujące filmiki z kilkoma miastami w tle. Tym razem są to m.in. światowej sławy aktorzy oraz muzycy. Nikt, oprócz producenta, nie dostał za to pieniędzy. MSZ tłumaczy, że nie jest to film promocyjny, a dokumentalny. To dziwne, bo na swoim profilu w serwisie YouTube ministerstwo napisało:

“What’s special about Poland? Together with Val Kilmer, Natalie Portman, Russel Crowe and many more world celebrities discover the uniqueness of Poland!”

12 minutowy materiał (z czego 2 minuty to lista płac), w którym każdy z bohaterów mówi coś na temat Polski (np. Natalie Portman oświadcza, że jej ojciec dziadek jest z Rzeszowa) został zmontowany w koszmarny sposób. Nie pachnie mi on żadnym dokumentem, a jedynie tanim materiałem, który powstał w typowo polski, cwaniacki sposób.

Tak się nie robi, ale przecież nie takie rzeczy robiło się w MSZ. Zresztą nie tylko tam.

» Gazeta Prawna – Zamiast promocji Polski mamy skandal
» Gazeta.pl – MSZ bezprawnie wykorzystało wizerunki hollywoodzkich aktorów?

Press ugryzł niczym giez

Wednesday, May 4th, 2011

Po publikacji artykułu “Wpisy sponsorowane” w najnowszym, majowym numerze “Press” 05 2011 (148) na autorkę tekstu spadł grad krytyki, uszczypliwych komentarzy oraz wylano niejedno wiadro pomyj. Głównymi sprawcami byli bohaterowie artykułu, którym autorka, Małgorzata Wyszyńska, zarzuciła sprzedawanie się porównywalne do tego, które uprawiają przydrożne prostytutki.

Nie powinno nikogo jednak dziwić to, że ci z wielkim parciem na szkło czy karierę (nazwij sobie to jak chcesz Drogi Czytelniku) najgłośniej ujadają, jaki to tekst w Press jest niesprawiedliwy. W skład tych najgłośniejszych wchodzą takie osoby jak: niespełniony dziennikarz z ambicjami niczym niedoszły perkusista Kuba Wojewódzki – Tomek Tomczyk a.k.a. kominek; fan mediów, który o mediach już coraz mniej, za to o sobie jak najbardziej – Maciej Budzich; koleś, który zawartość strony “O mnie” zmienia częściej niż nastolatki emo swoje fotki na profilach społecznościowych – Artur Kurasiński; nie zabrakło Pawła Tkaczyka, który od lat z uporem maniaka próbuje ludziom wmówić, że zna się na budowaniu strategii marki i projektowaniu; znalazł się również złodziej tekstów, o którym w ogóle nie napisano, ale przecież głos w obronie swoich popleczników zabrać musiał.

Jeden, że coś przekręcono, drugi, że nigdy o niezależności nie pisał, a trzeci ociekający hipokryzją postanowił ubolewać nad niskim poziomem dziennikarstwa w Polsce zaatakował autorkę porównując ją do pismaka z Super Expressu.

Cała ta banda dziwek, której Wyszyńska sprzedała drukowanego liścia, powinna się wstydzić. Wziąć się do roboty, a nie za nachalną i namolną promocję swojej osoby. Zbyt wiele na na rynku dziwadeł typu Rabczewska, Rutowicz, Oborski, czy Orzechowska. Gdy wezmą się do pracy, o której tak wiele mówią, być może nikt wtedy nie będzie mieć do nich pretensji o reklamy na blogach, o próbę utrzymywania się z prowadzenia blogu, a gratyfikacja w postaci pieniędzy za reklamy będzie zrozumiałą, a może i jedyną drogą do wynagrodzenia za trud, wysiłek i pracę włożoną w przygotowanie artykułów oraz regularne ich publikowanie. Ale przecież tak się nie stanie, przynajmniej spośród grona wyżej wymienionych na próżno szukać tych, którzy faktycznie poważnie i rzetelnie podchodzą do sprawy. To tak jakby pewnego dnia polski polityk nagle zaczął mówić prawdę i sumiennie wypełniać mandat poselski, czy senatorski.

Gdy “Press”, “Brief” czy inne drukowane wydawnictwo napisze artykuł w pochlebnych zdaniach wyrażając się, o którejś z miernot to wtedy jest “zajebiście”. Jegomościowie nie doszukują się błędów popełnionych w tekście, nie porównują autora tekstu do pismaków z brukowców. Ważne, że napisali, że jest +100 pkt. do lansu.

Oburzenie tekstem zdążyli wyrazić już sami zainteresowani. Budzich rozpisał się wyjątkowo długo i nudnie, nieudolnie się broniąc, zauważając nagle akcję Blogo z BMW, której wcześniej nie udało mu się opisać (zapewne w natłoku “self-lansu”). Jego tekst-reakcja ma więcej akapitów niż najdłuższe notki, w których się przechwala gdzie będzie gadać czy występować. Takie skojarzenie mi się nasunęło, że są osoby, które atakowane nagle szukają sojuszników, by ich głos był bardziej donośny. Kurasiński mentorskim głosem poucza autorkę tekstu i tłumaczy, że nigdy nie powiedział tego co powiedział. Po wpadce z Citi powinien schować głowę w piasek na dwa lata – postanowił jednak ujadać w swoim stylu, jak to mu ktoś robi kuku i burzy obraz bycia ekspertem. Tomczyk, który swoje pomyje postanowił wylać na dwa wpisy pisze językiem, charakterystycznym dla języka gimnazjalistów. Gdzieś tam pokątnie w komentarzach przemieszcza się jeden z bohaterów wpisu, który tym razem nie miał wpływu na artykuł, gdyż nie był on z tych sponsorowanych jak to zwykło robić lokalne wydanie ogólnopolskiej gazety.

Uważam, że w tekście Małgorzaty Wyszyńskiej zbyt ostro zostali potraktowani blogerzy: Natalia Hatalska (polecam jej komentarz) oraz Rafał z Blogomotive. Pierwsza osoba w ogóle nie korzysta z takich form jak artykuł sponsorowany wcale lub nadzwyczaj rzadko używa na swoim blogu takich środków jak artykuł sponsorowany, płatna reklama (nie wliczając w to boksu adTaily – dobre chociaż na hosting i domenę). Drugiemu z kolei błędem jest wytykanie wejścia w czasową umowę sponsorską z firmą BMW zwłaszcza, że tematyka blogu i zainteresowania autora idealnie wpisują się w branżę, a której jeden z przedstawicieli zgłosił się z propozycją sponsoringu.

Najzabawniejsze (a może właśnie najsmutniejsze?) w tym wszystkim jest to, że w artykule “Wpisy sponsorowane” znalazłem się jako jedyny przedstawiciel drugiej strony barykady… osoba, która nie wpuszcza reklam na swój blog. A reszta… cóż, niech nikogo nie dziwi, że wśród blogerów mamy to co mamy, na przesłuchania do “X-Factor”, czy “Mam Talent” też wali mnóstwo osób z nadzieją, że ich pół szpagat, czy zjedzone, w obecności jakże szacownego i zasłużonego jury, komary otworzą im wrota do sławy, kariery i bogactwa.

A na zakończenie pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie zadane w zwiastunie “Blogersów”. Artur Kurasiński “Nam więcej wolno, bo nie mamy kagańca. No kto nas może wyłączyć?”. Każdy i to za cenę paczki andrutów ze szkolnego sklepiku.

Wyślij SMSa o treści ORANGE na 60400, a możesz się zdziwić

Thursday, January 20th, 2011

Ach ten Orange. Ach te jego zajefajne promocje. Jeśli masz numer w Orange, na dodatek na kartę to możesz liczyć na, że otrzymasz SMS poniższej treści:

Masz 1 wiadomosc od Orange: wyslij SMSa o tresci ORANGE na 60400. To kosztuje tyle, co zwykly SMS. Odpowiedz bedzie bardzo zaskakujaca! 100% prawda! Reg.orange.pl

Jeśli wyślesz sms zwrotny to masz przerąbane. Poszperałem w internecie i znalazłem na PolskaTheTimes.pl informację, że wysyłka sms oznacza akceptację regulaminu, w nim z kolei mowa jest o opłatach, które wiążą się z… otrzymywaniem smsów zachęcających do udziału w grze. Niestety zignorowanie tych smsów nie jest dobrym pomysłem, ponieważ za każdy taki sms zapłacisz prawie 5 zł. Zatem czym prędzej zrezygnujesz z tej zabawy, tym większa ulga dla twojego budżetu.

Należy zwrócić uwagę na dwie bardzo ważne kwestie:
- takie praktyki podchodzą pod łamanie ustawy o o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym;
- nie istnieje adres www reg.orange.pl, więc regulaminu na próżno szukać.

Nie wiem jak jest w przypadku telefonów na abonament, gdyż mam zablokowaną usługę otrzymywania smsów reklamowych, ale całkiem możliwe, że i abonenci robieni są w konia.

AKTUALIZACJA – 2011.01.20 – 21:20
O sprawie pisał również na swoim blogu Tomasz Topa “60400 w Orange”.

9 groszy zaoszczędzę przez tańszy gaz w pierwszym kwartale 2011 roku

Monday, January 3rd, 2011

Hej, ho. Mamy nowy 2011 rok. Z nowym rokiem, jak co roku, nowe ceny. Tym razem nie tylko za sprawą corocznych podwyżek cen, ale również dzięki naszemu, przecudownemu, liberalnemu rządowi Donalda Tuska odczujemy podwyżkę stawek VAT. Zniewolone media donoszą, że oprócz cen energii i wody w górę podskoczy żywność. I chociaż podwyżki żywności odczuwam od momentu samej zapowiedzi podwyżki stawek podatku VAT, tak teraz dopiero się zacznie. Ale jest dobra wiadomość: nie zdrożeje gaz. Ba! Nawet potanieje! Za sprawą podpisanego przez ministra gospodarki Waldemara Pawlaka prawie 40 letniego kontraktu z Rosją, gaz potanieje. Przynajmniej w pierwszym kwartale 2011 roku. Ile zaoszczędzimy na gazie? Uwaga, uwaga… aż 9 groszy!

Nie martwcie się, za rok znów podwyżka… cen i VATu.

Kiedy faktury bez e-podpisu?

Thursday, July 22nd, 2010

Nie tak dawno cieszyłem się z wyroku NSA w sprawie wysyłania faktur drogą elektroniczną. Radość nie potrwała długo. Na początku lipca portal Wyborcza.biz opublikował artykuł, z którego można się dowiedzieć, że nasi wspaniali, polscy urzędnicy są w dalszym ciągu $#%!# warci. W artykule “Zabawa w zginanie faktur – jak firmy bronią się przed fiskusem” możemy przeczytać:

W maju tego roku – po kilku latach prawniczych przepychanek – Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok dla firm rzeczywiście istotny – uznał, że faktura wysłana w e-mailu czy faksem jest tak samo ważna, jak ta przesłana pocztą. [...] Wygrał zdrowy rozsądek? Nie u fiskusa. “Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że respektuje rozstrzygnięcia Sądu (…), co nie oznacza, że podziela argumentację prawną” – napisał resort w odpowiedzi na pytanie, czy wreszcie skończy z fakturowym absurdem.

(more…)

Koniec Interactive Index Polska?

Thursday, June 10th, 2010

W dzisiejszej internetowej, wrocławskiej Wyborczej można przeczytać:

Nawet 1,5 tysiąca firm mogło paść ofiarą oszustów wyłudzających za pomocą internetu pieniądze od przedsiębiorców. Szajka została rozbita przez policjantów z Wrocławia i Jeleniej Góry.
[...]
Zatrzymani to czterech mieszkańców Jeleniej Góry w wieku 27-60 lat. Oszuści zamieścili na jednym z portali gospodarczym dane polskich firm, w potem rozesłali ok. 1,5 tys. ofert z prośbą o bezpłatną weryfikację tych danych. W zamieszczonych informacjach pojawiały się błędy. Po weryfikacji błędnych danych firmy otrzymywały faktury VAT na kwotę blisko 1 tys. zł. za wykonaną modyfikację danych. Firmy otrzymywały również informację o możliwej windykacji należności i wpisaniem do Krajowego Rejestru Dłużników. Jak ustalili funkcjonariusze, do chwili zatrzymania sprawcy wyłudzili w ten sposób co najmniej 60 tysięcy zł.
[...]
Wobec zatrzymanych zastosowano poręczenia majątkowe, zakazy opuszczania kraju i dozory policyjne. Za oszustwa grozi im do ośmiu lat więzienia.

źródło: Gazeta.pl Wrocław

 
Pasuje do opisu sprawy Interactive Index Polska, o której pisałem w styczniu na blogu “Ja, RAFi” (Uwaga na Interactive Index Polska). Przypomnę, że sprawę Interactive Index Polska postanowiłem opisać po tym, jak otrzymałem e-mail z prośbą o weryfikację i poprawę danych firmowych w katalogu IIP. Od początku biznes śmierdział na odległość zwłaszcza, że kilka lat wcześniej na podobnych zasadach działał (jeszcze działa?) Polski Rejestr Internetowy – co zresztą też opisywałem na blogu (Polski Rejestr Internetowy – wielka ściema).

Po opisaniu procederu i zasad działania IIP na Wykop.pl pojawił się wykop związany z tematem (iindex.pl Uwaga! Naciągacze!) i sprawa nabrała dużego rozgłosu. W międzyczasie od prezes firmy, Marty Undro, otrzymałem pogróżki w postaci wyssanych z palca paragrafów (Pani Marta Undro straszy mnie paragrafami). Dzięki panu Pawłowi, który dał się wciągnąć, gdyż w porę nie przeczytał na blogu “Ja, RAFi” ostrzeżeń, dostałem cynk o tym, że tak tego nie zostawi i zamierza nagłośnić sprawę gdzie się da. No i się udało. Sprawą zainteresowała się stacja TVN24 i w magazynie “Prosto z Polski”, wyemitowanym 22 lutego, ukazał się materiał o Interactive Index Polska (Zrobieni w Index – “Prosto z Polski” TVN24 [wideo]). Byli jednak tacy, którzy się nie bali i potrafili zawalczyć o swoje wygrali sprawy w sądach przeciw IIP, tak jak np. pan Piotr (Jest pierwszy wyrok sądu w sprawie przeciwko Interactive Index Polska!). A dziś możemy przeczytać, że rozbito szajkę wyłudzającą pieniądze przez świadome wprowadzanie w błąd. Mam nadzieję, że dostaną surowe wyroki, a naciągnięci masowo będą składać pozwy w sądach.

P.S. Tym razem, za informację odnośnie artykułu we wrocławskiej Gazecie Wyborczej, dziękuję Ircysowi, który jak wyznał wcześniej w jednym z komentarzy do opisywanej sprawy również jak wielu innych dał się nabrać na Interactive Index Polska.

AKTUALIZACJA – 2010.06.14
+ Wideo z zatrzymania pani prezes Interactive Index Polska

Wszystkie wpadki Komorowskiego

Tuesday, May 25th, 2010

Były tu cytaty Kaczyńskich, będą i Komorowskiego. Kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski dorobił się pseudonimu “Wpadka” głównie dzięki swoim lapsusom językowym oraz przedzierającym się spod jego skóry, charakteryzującymi jego naturę aroganta i buca, zdaniom. Ja jednak zamiast “Wpadka” wolę określać go “Gawędziarzem” od sposobu wygłaszania przemówień i udzielania wywiadów.

W tym miejscu będę zbierać wszelkie wpadki, które pan Bronek zaliczył. Biorąc pod uwagę częstotliwość z jaką Bronisław Komorowski je produkuje, zapewne będzie ich przybywać w miarę upływu czasu.

(more…)

Przełom w fakturach elektronicznych. Jest wyrok NSA!

Thursday, May 20th, 2010

Ci z was, którzy mają małą firmę, albo są freelancerami i prowadzą księgowość samodzielnie zapewne znają ból jakiego doświadczają na co dzień chcąc wysłać swojemu klientowi fakturę jako .pdf w załączniku do e-mailu. Otóż dotychczas, żeby można było odliczyć podatek naliczony na fakturze, dokument musiał być wypisany ręcznie lub sporządzony w programie komputerowym po czym wydrukowany, podpisany i wysłany do klienta. Urząd Skarbowy nie honorował faktur przesłanych e-mailem bez podpisu cyfrowego. Czym różni się dokument wydrukowany i wysłany pocztą od tego, który zostanie wysłany e-mailem i wydrukowany przez Klienta?

W większości przypadków moi Klienci nie mają z tym problemu i otrzymują dokument w formie elektronicznej, bez podpisu cyfrowego. Są świadomi, że obowiązujące w Polsce prawo nie nadąża za cyfryzacją, która wyprzedziła biurokratyczne podejście urzędników. Wiedzą za co jest faktura, wiedzą za jaki projekt czy usługę, więc odbierają pocztę, zapisują załącznik i drukują. Nie jest to kwestia zaoszczędzonych na znaczkach i kopertach pieniędzy. Chodzi o oszczędność czasu i nie stwarzanie dodatkowych zajęć jak stanie w kolejce na poczcie (bez względu o której godzinie przybędę zawsze natrafiam na kolejki).

Przez lata natomiast w świetle obowiązujących przepisów nakłaniano firmy by te chcąc wysyłać tzw. e-faktury kupowały podpis elektroniczny. Ten z kolei do niedawna kosztował nawet 1000 zł / rok. Obecne ceny podpisu elektronicznego dzięki któremu można m.in. wysyłać faktury drogą elektroniczną to koszt zaczynający się od ok. 240 zł do ok. 280 zł netto za 1 rok.

Tak było dotychczas. Zmienić się to może za sprawą wyroku NSA (póki co nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia), w którym stwierdzono, że:

Naczelny Sąd Administracyjny uznał [...], że mamy dwa “modele” fakturowania. Albo mamy fakturę w pełni elektroniczną, która przygotowana była elektronicznie, przesłana była elektronicznie i przechowywana jest elektronicznie, albo mamy drugi model, w którym faktura jest wystawiona (ręcznie lub przy użyciu komputera), a następnie przesłana jest elektronicznie, a po przesłaniu wydrukowana. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia … z fakturą papierową. Dlatego NSA przyznał podatnikowi rację, gdy ten argumentował, że po przesłaniu faktury faxem lub za pośrednictwem – uwaga, uwaga – poczty elektronicznej, i po tym, jak odbiorca faktury taki dokument wydrukuje – można podatek naliczony odliczyć na podstawie takiego dokumentu faktury.

O fakcie tym napisał w serwisie Facebook, Piotr Waglowski (prawo.vagla.pl). Niewątpliwie jest to dobra wiadomość dla wielu maluczkich, małych i średnich.

+ Wyborcza.biz – Przełomowy wyrok NSA – Faktury można wysyłać mailem

Gabriel Janowski pozywa w trybie wyborczym

Wednesday, May 5th, 2010

W tym roku zgłosiło się przeszło dwudziestu kandydatów do prezydenckiego fotela. Część z nich zdążyła odpaść w przedbiegach. Jednak wśród tych, którzy zostali na polu bitwy pojawiła się twarz znanego ekscentryka, zwichniętego na rozumie w równym stopniu co jego partyjni koledzy z LPR. Mowa oczywiście o Gabrielu Janowskim, który ok. 10 lat temu w Polsce zasłynął głównie dzięki swoim wygibasom sejmowym.

W ramach przypomnienia zachowania pana Janowskiego poniżej dwa materiały wideo. Na pierwszym możecie podziwiać charakterystyczny kangurzy skok (podobno Gabriel Janowski uważany jest za prekursora jumpstyle w Polsce), a na drugim materiale wideo Gabriel Janowski, w charakterystycznym dla LPR stylu, blokował mównicę sejmową.


 

 
Otóż telewizja Polsat przypomniała występy Gabriela Janowskiego, co uważam za słuszne, a ten długo nie czekając pozwał stację w trybie wyborczym:

Kandydat na prezydenta Gabriel Janowski złożył w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew w trybie wyborczym przeciwko Telewizji Polsat. Janowski zarzuca telewizji, że bez wyjaśnienia wyemitowała materiał sprzed 10 lat, pokazujący go w negatywnym świetle.
Źródło: dziennik.pl

Dziś jednak dotarła do mnie wiadomość, że w Polsacie komuś zabrakło jaj. Polsat poszedł na ugodę – stacja przekaże 25 tys. na cele charytatywne (pewnie na Fundację Polsat ;-)) oraz umożliwi Janowskiemu dwukrotne wystąpienie na antenie.

Zadziwia mnie w tym kraju to, że praktycznie nie ma dnia, by nie obchodzono rocznicy jakiegoś wydarzenia, czyjeś śmierci lub narodzin. Wtedy przed kamerami składa się wieńce, zaprasza księży i polityków. Nakazuje nam pamiętać, bez względu na to czy powinniśmy to robić. Ale w momencie, gdy przypomina się ludziom zachowania jednostek, grup społecznych czy ugrupowań partyjnych okazuje się to “stawianiem w złym świetle” lub “nadużyciem”.

Po tej publikacji czekam na reakcję kandydata na prezydenta. Liczę, że również tak jak miało to miejsce w przypadku emisji materiału przez tv Polsat zostanę pozwany w trybie wyborczym. Zanim jednak pan to uczyni, panie Janowski, proszę sobie zadać pytanie “kto tak naprawdę stawia pana w złym obliczu?”. Durne zachowanie, które nie przystoi nie tylko posłowi, ale każdemu kto decyduje się reprezentować ten kraj. Patrząc na to co pan wyczyniał nie mam wątpliwości. Nie chcę by pan i cokolwiek z panem związane reprezentowało mnie i mój kraj na arenie krajowej i międzynarodowej. Dosyć tej lepperiady.

Napisy.org – Nie będzie więzienia za tłumaczenie filmów

Wednesday, April 28th, 2010

Strona www.napisy.org była najpopularniejszym w Polsce serwisem zamieszczającym napisy do filmowych hitów z całego świata. Miała około 700 tys. użytkowników miesięcznie. Śląska policja zamknęła ją w maju 2007 r. Jej administratorem był handlowiec z Zabrza, a tłumaczeniami filmów ze słuchu za darmo zajmowali się dwaj studenci z Bielska-Białej, kierowca tira z Jastrzębia oraz bezrobotny z Krakowa. Zatrzymano ich na podstawie zawiadomienia złożonego przez dystrybutorów filmów, ale do dzisiaj żadnemu z nich nie przedstawiono zarzutów. Prawdopodobnie bezkarny pozostanie też administrator strony. Śledczy mają bowiem opinię biegłego, który uznał, że tłumaczenie filmów ze słuchu nie narusza prawa autorskiego.

- To było od początku oczywiste. Przecież ci ludzie własną pracą tworzyli odrębne dzieła i nie można tego porównywać do kradzieży jogurtu ze sklepu – mówi Beata, która często korzystała ze strony napisy.org. Jej kolega Piotr przyznaje, że od samego początku śledził postępy śledztwa w sprawie strony www.napisy.org, przewertował cały kodeks karny i nie znalazł zarzutów, które można byłoby przedstawić tłumaczom. – To nie gangsterzy, lecz pasjonaci, i za tworzenie napisów nie brali pieniędzy. Jedyną ich korzyścią była sława w internecie – podkreśla Piotr.
źródło: Gazeta.pl

 

Przyznam szczerze, że uzurpacja Gutek Film do praw związanych z tłumaczeniami ścieżek dialogowych od początku mnie dziwiła. Pisałem o tym 4,5 roku temu, a także w maju 2007 r.. Dziwiły mnie również oskarżenia wobec osób tłumaczących dialogi w filmach i zapisujący je do plików txt. Przecież autorskie tłumaczenia dialogów ze słuchu to również utwór, do którego prawa mieli autorzy napisów, a że udostępniali je za darmo to ich wola. Chciwość i nadgorliwość po raz kolejny przegrały i oby tak dalej.

Lotnisko im. Lecha Kaczyńskiego. Myślisz?

Monday, April 12th, 2010

Czekałem kiedy pojawią się głupie pomysły. No i długo czekać nie musiałem. Jest oto pierwszy z tych, które uważam za idiotyczne. Stadion Narodowy im. Lecha Kaczyńskiego. Z całym szacunkiem dla osób, które tragicznie zginęły, nie popadajmy jednak z jednej skrajności w drugą. Co będzie następne? Lotnisko im. Edgara Gosiewskiego? Fabryka zlewozmywaków i wanien Wassermann?