9 groszy zaoszczędzę przez tańszy gaz w pierwszym kwartale 2011 roku

Hej, ho. Mamy nowy 2011 rok. Z nowym rokiem, jak co roku, nowe ceny. Tym razem nie tylko za sprawą corocznych podwyżek cen, ale również dzięki naszemu, przecudownemu, liberalnemu rządowi Donalda Tuska odczujemy podwyżkę stawek VAT. Zniewolone media donoszą, że oprócz cen energii i wody w górę podskoczy żywność. I chociaż podwyżki żywności odczuwam od momentu samej zapowiedzi podwyżki stawek podatku VAT, tak teraz dopiero się zacznie. Ale jest dobra wiadomość: nie zdrożeje gaz. Ba! Nawet potanieje! Za sprawą podpisanego przez ministra gospodarki Waldemara Pawlaka prawie 40 letniego kontraktu z Rosją, gaz potanieje. Przynajmniej w pierwszym kwartale 2011 roku. Ile zaoszczędzimy na gazie? Uwaga, uwaga… aż 9 groszy!

Nie martwcie się, za rok znów podwyżka… cen i VATu.

Znowu wściekli pójdziemy na wybory

Uciekam od tematów politycznych jak tylko mogę, bo z błotka gratkę ma jedynie Gracjan, media i politycy. Jednak, gdy czytam jakie plany na uzdrowienie finansów ma rząd, to mnie krew zalewa, a nawet coś strzela. Mimo, iż nie jestem zadeklarowanym sympatykiem jakiejkolwiek partii, tak nie mam wątpliwości, że po przeczytaniu poniższego tekstu wielu z was zaliczy mnie do zwolenników któregoś z opozycyjnych ugrupowań partyjnych. I wiecie co? Mam to gdzieś.

500 dni ciszy i spokoju.
Niby jasny przekaz i prośba płynąca z ust lidera partii rządzącej, tylko po co dawać kolejny kredyt zaufania rządowi, który przez 3 lata nie zrobił nic, “by żyło się lepiej”? Obietnice zmian przypominają alkoholika obiecującego, że tym razem był to ostatni raz. Z tym, że zmian na lepsze nie widać, a alkoholik znowu leży spity w kałuży własnej uryny.

W cieniu różnych sprowokowanych ekscesów publicznych rząd po cichu wprowadza swoje reformy i cięcia. Jest o tyle łatwo to robić, gdyż uwaga obywateli skupiona jest na zabawie i świętowaniu pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Wcześniej byli zajęci szczątkami wraku i zapisami z czarnych skrzynek rządowego tupolewa. W cieniu imprezy pod krzyżem rząd ogłasza podwyższenie podatku VAT 22% o 1 pkt. procentowy i zaznacza, że to tymczasowe sugerując przywrócenie starej stawki VAT. Ktoś uwierzy w wycofanie się po kilku latach z podwyżki VAT? Proszę, niech ktoś przypomni mi jaki podatek w ostatnich latach został zniesiony, przy czym nie został zastąpiony innym? Teraz w planach wprowadzenie kolejnych podatków oraz cięć, na których najbardziej ucierpią jak zwykle najbardziej potrzebujący. Continue reading

Kiedy faktury bez e-podpisu?

Nie tak dawno cieszyłem się z wyroku NSA w sprawie wysyłania faktur drogą elektroniczną. Radość nie potrwała długo. Na początku lipca portal Wyborcza.biz opublikował artykuł, z którego można się dowiedzieć, że nasi wspaniali, polscy urzędnicy są w dalszym ciągu $#%!# warci. W artykule “Zabawa w zginanie faktur – jak firmy bronią się przed fiskusem” możemy przeczytać:

W maju tego roku – po kilku latach prawniczych przepychanek – Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok dla firm rzeczywiście istotny – uznał, że faktura wysłana w e-mailu czy faksem jest tak samo ważna, jak ta przesłana pocztą. [...] Wygrał zdrowy rozsądek? Nie u fiskusa. “Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że respektuje rozstrzygnięcia Sądu (…), co nie oznacza, że podziela argumentację prawną” – napisał resort w odpowiedzi na pytanie, czy wreszcie skończy z fakturowym absurdem.

Continue reading

Recepta na dobry spot wyborczy jest prosta

W tegorocznej kampanii prezydenckiej zastanawia mnie jedna rzecz. Dlaczego najnowsze spoty wyborcze mówią o wydarzeniach w przyszłości, które są przesądzone i bynajmniej nie stanie się tak za sprawą Platformy Obywatelskiej? Przecież sprawa Euro 2012 w Polsce rozstrzygnięta została 18 kwietnia 2007 r.; wyjście żołnierzy z Afganistanu, było przesądzone w momencie, gdy udał się tam pierwszy polski kontyngent; prezydencja w UE jest cykliczna i akurat w 2011 r. przypada ona Polsce.

Dlaczego ugrupowanie rządzące nie promuje swojego kandydata na prezydenta, Bronisława Komorowskiego, przy pomocy swoich osiągnięć? Dlaczego Platforma Obywatelska w spotach swojego kandydata nie pochwali się tym, co zdołała zrobić przez trzy lata? To bardzo spory okres czasu, w zupełności wystarczający do wykazania się na wielu płaszczyznach i w wielu dziedzinach, które mają ogromny wpływ na rządzenie i zarządzanie państwem.

Spot wyborczy Bronisława Komorowskiego mógłby być prosty w przekazie:

“Platforma Obywatelska od 3 lat rządzi Polską. Przez ten czas wybudowaliśmy 1000 km autostrad, obniżyliśmy podatki, zwiększyliśmy emerytury, zlikwidowaliśmy większość przywilejów tak bardzo ciążących na budżecie. Udowodniliśmy, że potrafimy dbać o Polskę i polskie interesy. Warto nam zaufać. Głosuj na Bronisława Komorowskiego.”

Zrobili tyle dobrego zatem nie ma wątpliwości na kogo głosować – proste. Jednak rzeczywistość jest bardziej okrutna. Przez trzy lata sprawowania władzy rząd Donalda Tuska zasłynął jedynie z częstych wypadów na boisko by pograć w piłkę; z afery hazardowej, którą zamieciono pod dywan; a żaden minister spraw zagranicznych jeszcze nigdy tak jak Sikorski nie siedział tak często w Polsce zamiast latać po świecie prowadząc rozmowy. Ewidentny brak sukcesów rządów ekipy Tuska przypuszczalnie już na jesieni albo na przełomie roku 2010/2011 będzie spychany na drugi plan za sprawą co rusz to nowych “niby sukcesów”, wszak zbliża się kampania do wyborów parlamentarnych i będzie trzeba czymś się pochwalić. Póki co, w kampanii prezydenckiej nie trzeba się wysilać i można ciemnemu ludowi wyświetlić projekcję spotów porównawczych największego konkurenta jakim jest dla Bronisława Komorowskiego, Jarosław Kaczyński.

Malutkim plusem była postawa minister zdrowia Ewy Kopacz podczas nagonki medialnej oraz różnych środowisk, które naciskały by ta jak najszybciej kupiła szczepionki przeciw grypie A/H1N1, ale to zdecydowanie za mało jak na 3 lata sprawowania władzy. I proszę mi tu nie mówić, że reformy potrzebują czasu. Doskonale o tym wiem, a efekty uboczne nieudolnie przeprowadzonych reform rządu Buzka do dziś odczuwam na własnej skórze choć minęło od nich przeszło 10 lat.

Po debacie prezydenckiej dwie sondy na Gazeta.pl

Od dwóch godzin na stronie głównej portalu Gazeta.pl możemy przeczytać, że “internauci są zgodni: debatę wygrał Komorowski”. Portal Gazeta.pl uruchomił sondę, w której zapytano kto wg ciebie wygrał debatę. Jak się później okazało sonda, w której głosami internautów wygrał Jarosław Kaczyński z wynikiem 46750 głosów (65%), została podmieniona na nową, w której wygrał … Bronisław Komorowski (3452 głosy, co dało wynik 70%). Sondę z głosami za wygraną Kaczyńskiego znajdziecie tutaj – Kaczyński: O Białorusi rozmawiać z Rosją. Komorowski: To rzecz niesłychana, a sondę w której wygrywa Komorowski znajdziecie na wielu stronach m.in. na tej – Internauci są zgodni: debatę wygrał Komorowski.

Na wypadek, gdyby redakcja portalu Gazeta.pl podmieniła sondę również na tej stronie, na której wygrywa Kaczyński poniżej znajdziecie zrzuty ekranu. Po kliknięciu w miniaturę powiększenie 1:1 uzyskacie po kliknięciu w kwadracik umieszczony w prawym górnym rogu.

Dobrą mam pamięć, Mały

Tekst ten jest odpowiedzią na wpis Marcina Małego, który bez wątpienia stawia mnie jako poplecznika Jarosława Kaczyńskiego. Marcin we wpisie Kiepska pamięć napisał:

Zdenerwowany szopką naród zmobilizował się na niespotykaną skalę i odsunął wówczas PiS od władzy, a z tego okresu pamiętam, że sporą część tych zbuntowanych wyborców stanowiła młodzież, która zorganizowała się na licznych internetowych portalach, forach i grupach dyskusyjnych. To był czas, gdy wszyscy czytywali i komentowali newsy w serwisie Spieprzaj dziadu, dzień zaczynało się od oglądania komiksu na Chomikach, a logo Akcji Obywatelskiej i innych “antykaczych” stron społecznościowych widniało na blogach i innych stronach prawie wszystkich młodych internautów. Wszyscy czytali regularnie blogi Brochy, Rafiego i Walpurga. Kultowa była nieistniejąca już w ówczesnym kształcie Matka Kurka.

Nietrudno sobie zresztą wyjaśnić, czemuż to Jarosław Kaczyński – premier, który nie miał konta, prawa jazdy ani telefonu komórkowego, a internautów uważał za popijających piwko zboczeńców oglądających klipy porno w sieci – musiał budzić niechęć większości młodych technokratów, nawet gdyby jego rząd nie tworzył w Polsce atmosfery strachu, nienawiści i ksenofobii.
I oto stało się coś, czego właśnie zupełnie nie rozumiem. W kolejnych wyborach dokładnie to samo pokolenie, które pogoniło kiedyś rząd premiera Kaczyńskiego w siną dal, nagle popiera tego samego człowieka w wyborach prezydenckich.

Otóż, Marcinie, fakt wytykania Komorowskiemu wpadek oraz zadeklarowania się kilkanaście dni temu, że nie oddam swojego głosu na “Dziada Borowego” nie oznaczało, że zagłosuję na Jarosława Kaczyńskiego. Wiem, jak ten pan wkurzał mnie kilka lat temu – kto umie ten znajdzie na blogu wiele wpisów antyPiS – współczuję mu jego tragedii, ale nie wzbudziło to we mnie litości na tyle, by oddać mój głos we wczorajszych wyborach. Krótka pamięć piszesz? Pamiętam ataki, politykę nienawiści, haki, wykorzystywanie CBA do celów politycznych. Pamiętam również pana Macierewicza, który dostał drugie życie za rządów PiS właśnie. Pamiętam Ludwika Dorna, Edgara Gosiewskiego, Aleksandra Szczygło i kilku innych, dzięki którym wkurwiało mnie oglądanie newsów, czytanie gazet. Stąd też autorskie logo czegoś, co zapoczątkowało akcję obywatelską i bunt internetowej części społeczeństwa, które za free na czas produkcji koszulek przekazałem ekipie Spieprzaj Dziadu.

Głosując na PiS, głosujesz na ...

Muszę dodać, że pamiętam również to, co naobiecywał Donald Tusk ze swoją ferajną. I prawie trzyletnia bierność równie mnie zaczyna irytować, co polityka zastraszania uprawiana przez PiS w latach 2005-2007. W 2007 głosowałem na PO nie dlatego, że jestem ich sympatykiem – pamiętam co wyrabiali za czasów premierów Buzka i Suchockiej – ale dlatego, że należało uspokoić nastroje społeczne. Bierność w działaniu rządu Tuska przekłada się również na szczeble lokalne. Wystarczy spojrzeć na Warszawę i na to, co Hanna Gronkiewicz-Waltz robi. Prócz otwarcia, a raczej odebrania kilku stacji metra i zaszczycenia swoją osobą uroczystości i bankietów HGW nie ma za bardzo czym się pochwalić. I dziwi mnie to, że Warszawa zagłosowała na Komorowskiego.

Pamiętam też w jaki sposób był przedstawiany Lech Kaczyński w wielu opiniotwórczych mediach. Cała hipokryzja została obnażona po tragedii smoleńskiej. Nagle pewne stacje i gazety w swoich archiwach poodnajdywały zdjęcia, na których para prezydencka wyglądała ciepło i sympatycznie. Nagle potrafiono o Lechu i Marii napisać sporo dobrego. Dlaczego podczas jego prezydentury pisano o nim źle i przedstawiano go tylko w negatywnym świetle? Po 10 kwietnia nieco ostrożniej podchodzę do tego co mi serwują dzienniki i telewizyjne podsumowania dnia w postaci Wiadomości, Wydarzeń i Faktów. I tylko dla zdrowej równowagi warto byłoby, aby prezydentem nie była osoba z tego samego ugrupowania co ugrupowanie rządzące. Nie z litości, tak po prostu, na zdrowy rozum. Mam wątpliwości czy stać nas na ponowne łatanie dziur po szkodach wyrządzonych przez beztroskie i nieodpowiedzialne rządy.

P.S. Błędne również jest założenie, że należę do braci młodych studentów … jakem żyw, niebawem stuknie mi 32. O pierwszej młodości mowy być nie może.

Porażka “wolnych” mediów

“The day after” wygląda bardzo ciekawie, zanim jednak on nastąpił wczoraj byliśmy świadkami pewnego, nie przypominam sobie czy dotychczas spotykanego, wydarzenia. Mianowicie tuż po godz. 20.00 sondażowe wyniki podać zapragnęły jako pierwsze stacje TVN i TVN24. I tak stacje koncernu ITI ogłosiły powołując się na sondaże SMG/KRC, że wybory prezydenckie wygrał Bronisław Komorowski z wynikiem 45,7%, a na miejscu drugim uplasował się Jarosław Kaczyński z ponad 12% gorszym wynikiem – 33,2%. Za TVN te same wyniki podał sympatyzujący z Platformą Obywatelską portal Gazeta.pl ogłaszając wyraźną wygraną Komorowskiego.

Jednak z upływem czasu zwycięzcom miny bledły. Gdy Wpadka ogłaszał swoje zwycięstwo nie wiedział jeszcze, że SMG/KRC dało ciała, a za nim TVN, TVN24 i Gazeta Wyborcza. Dziwnym zbiegiem okoliczności, właśnie te media podczas kampanii wyborczej sprzyjały Komorowskiemu. Już o 2 w nocy, gdy przeglądałem częściowe wyniki różnica ta stopniała do kilku procent. Dzisiaj w południe wiadomym było już, że różnica między liczącymi się w wyścigu o fotel prezydenta zmalała do 4,5% czyli tyle ile wstępnie i szacunkowo przedstawiała telewizja polska TVP wg sondażu OBOPu.

Teraz Gazeta.pl pisze o złym TVN, który wprowadził ich w błąd, a ci z kolei zwalają winę na Millward Brown SMG/KRC. A ja przypominam, że to nie pierwsza porażka tego instytutu badawczego i dziwię się, że opiniotwórcze media powołują się na mało wiarygodne źródło badań. No bo jak nazwać fakt, że “sondażownia” w przypadku starcia dwóch największych konkurentów myli się prawie o 10%(!) na niekorzyść drugiego? Domyślam się, że niektórym to nie na rękę, ale żeby grać sondażami w dniu Wyborów to trzeba być już niezłą szmatą.

Wracając do Millward Brown SMG/KRC to warto wspomnieć, że w zeszłym roku firma została laureatem nagród Impactor dla Instytutu Badawczego Roku 2009 i Impactor Dekady. Puentą niech będzie hasło, którym MB SGM/KRC reklamuje jeden ze swoich produktów – “badania z wyobraźnią” – które od wczoraj jest prawdziwe jak nigdy dotąd.

Gdy bloger zaczyna uprawiać politykę

Gdy bloger zaczyna uprawiać politykę przestaje być blogerem, a staje się politykiem.

Spieszę podzielić się z wami pewnym mega wydarzeniem. Mianowicie jak mogliśmy się dowiedzieć jeszcze dobę wcześniej, a nawet i dwie hucznie na kilku blogaskach zapowiedziano DEBATĘ, podkreślam DEBATĘ, BLOGERÓW (ajęą!) z kandydatem na prezydenta RP Bronisławem “Wpadką” Komorowskim. Pomijając już fakt, że taki miting przy kawce czterech osób blogujących z jednym tylko kandydatem to jakaś fuszerka, warto zwrócić uwagę, że czterech dżentelmenów oprócz blogowania na co dzień to zadeklarowani sympatycy partii Platforma Obywatelska.

Bardzo przykro było zobaczyć wśród grupki osób z ostrym parciem na szkło, mojego guru z czasów kiedy to jeszcze miałem lat naście, Pawła Wimmera. No cóż błędy popełniamy przez całe życie bez względu na to ile mamy lat. Jednak wracając do “debaty” to śmiało o niej można powiedzieć porażka. Nie było zainteresowania ze strony internautów, ani blogerów czy też mediów. Czyżby wyczuli, że w spotkaniach PREMIER-INTERNAUCI, BLOGERZY-MARSZAŁEK chodzi o lans inicjatorów i próbę ogrzania się ich w świetle jednej z najważniejszych głów w Państwie?

“Debatę” śmiało mogę nazwać “MEGA FAIL”. A oto dlaczego tak, a nie inaczej. FAILem może pochwalić się człowiek zajmujący się zbieraniem znajomych na FB i pozostawianiem linków do swojego blogaska wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe – Jacek Gadzinowski. Ostatnio, nawet, nazwał się ekspertem. Podwójnym FAILem może pochwalić się Maciej Mediafun Budzich, który swoją “niezależnością i bezstronnością” zdążył popisać się podczas doboru osób biorących udział w debacie z premierem – ani nie zatrzymał premiera, ani nie przepytał “Wpadki”. No kaman, ale kamerę i mikrofon może trzymać każdy. ;) FAIL zaliczył także sam on, Artur Kurasiński – człowiek od nudnych wywiadów i chociaż wydawałoby się, że znalazł niszę dla siebie, to niestety zanudził wywiadami swoich czytelników. Przed FAILem nie uchronił się Paweł Wimmer, który z niezrozumiałych mi względów i pobudek udał się na miting zwany “debatą”. I ostatni FAIL należy do Bronisława Komorowskiego, bo nic tą “debatą” tak naprawdę nie zyskał.

Na zakończenie zacytuję niejakiego pana Migdała:

Na “debatę” wyruszyła ekipa “Fan Mediów, Pan Wywiad, Pan Poradnik i Pan Nikt”.

Smutne.

Krótka pamięć nie boli

Dziś rzecznik prasowy rządu Donalda Tuska palnął:

“Nikt Ci tyle nie da, ile Kaczyński obieca.”

Była to odpowiedź Pawła Grasia na powodziowe wypowiedzi prezesa PiS – Jarosława Kaczyńskiego.

Przypomnijmy zatem, kto, co i kiedy obiecał:

“Irlandia może być także tutaj, tylko musimy przyjąć irlandzkie reguły. Jeśli nie zrobimy gwałtownego skoku, takiego cudu gospodarczego jak w Irlandii, to zostaną tylko ci, którzy już nie mogą pracować.”

Wypowiedź Donalda Tuska w 2007 roku.