Dziś do kin wchodzi film “Weekend”, reżyserski debiut Cezarego Pazury. Wybrani mieli okazję obejrzeć film wcześniej na przedpremierowym pokazie. Film nudny do bólu. Tym, którzy mają zamiar się wybrać na “Weekend” zdecydowanie odradzam wydawanie kilkunastu złotych na bilet. Na ich miejscu zastanowiłbym się, czy nie lepiej wydać je na np. WOŚP. Ale to ich pieniądze i równie dobrze mogą wesprzeć dzieło Pazury kilkoma monetami, które sprawią, że poprawie ulegnie jego nadszarpnięte ego.
Życie daje w kość, czasem na własne życzenie
Prowadzenie wielu firm z byłą żoną, która w dodatku nie chce/nie chciała dobrowolnie oddać nazwiska, to musi być męka. Dorzucając do tego nową żonę wiekiem oscylującym wokół wieku jego córki, to zdecydowanie nie lada wyzwanie nawet jak dla takiego, starego wyjadacza. Fascynujące zderzenie światów dwojga osób – ojca z córką. Jedno z nich myśli o tym by jak najpóźniej zmierzyć się z prostatą, a drugie najchętniej powygłupiałoby się na imprezie w akademiku. Na pocieszenie pozostaje fakt, że Edyta wyrosła z wieku, w którym dzieciaki mają tendencję do popadania w emo klimaty.
Cezary postanawia zostać reżyserem
A sam Cezary Pazura to smutny obraz polskiego aktora, który wobec ewolucji swojego amerykańskiego pierwowzoru – Jima Carreya, nagle stanął w miejscu. Wydawałoby się, że zniknie gdzieś na zawsze i nie będzie już więcej straszyć nas swoją wykrzywioną facjatą. Jednak byłoby to niezbyt polskie – w prawdziwie polskim stylu postanowił zabrać się za coś, o czym zielonego pojęcia nie ma – o czym zdołał mnie przekonać kręcąc film “Weekend”. Kompleksy wywołane nieporównywalnie większymi karierami robionymi przez jego kolegów po fachu za “wielką wodą”, doprowadziły do powstania zlepku scen z popularnych w latach ’90 filmów. “Matrix”, “Wściekłe Psy”, “Pulp Fiction” to tylko niektóre tytuły, które ambitny, młody stażem – stary ciałem, reżyser zawarł w swoim nudnym dziele.
“Weekendowi” nie pomogły, ani popularne nazwiska aktorów młodego pokolenia (Małaszyński, Socha, Wilczak), ani mniej popularny od swojego brata Radosław, ani też dotacja z PISF (1 mln w ramach Priorytet 1, Fabuła, 2006 oraz 1 mln w ramach Priorytet 1, Fabuła, 2008). Weekendowi nie pomogły nawet takie wypowiedzi reżysera jak ta, w której przekonywał, że w jego debiucie reżyserskim miała zagrać Paris Hilton. Tym bardziej nie pomogła piosenka “Weekend” nagrana przez zespół Feel – kawałek jest “niehitowy”, ale to akurat znakomicie wpisuje się w mizerny obraz polskiego show biznesu. Pazura był na tyle zdesperowany, że poszedł nawet do tv TRWAM napomknąć o produkowanej przez niego megaśmiesznej (jak sam twierdził) komedii. W desperackich poszukiwaniach dodatkowego szumu, nie znalazł wsparcia ze strony Alicji Bachledy, która definitywnie odmówiła występu w żenadzie polskiego kina.
Promocja w mediach i prasie
Takie czasy, że obowiązkową formą promocji zapowiadanego filmu są wszelkiego rodzaju kanały komunikacji. I owszem jeśli chodzi o telewizję, to okazało się, że świeżo upieczony reżyser, przez ostatnie 4 tygodnie w takiej chociażby TVN pojawiał się nader często, prawie tak często jak sami gospodarze programów. Zapewne działo się tak za sprawą dystrybutora filmu “Weekend”, firmy ITI. W przyszłości producent filmu, spółka “Cezary 10″ (Cezary Pazura jest jej prezesem), w kwestii materiałów promocyjnych takich jak outdoor oraz internet, ma sporo do nadrobienia. Swoich potencjalnych widzów pan Cezary potraktował po macoszemu. Plakat (będzie o nim w dalszej części tekstu) nie zachęca, a jedynie informuje “kto? w czym?”.
Internet
Cezary Pazura, najzwyklej w świecie, olał internautów. Film “Weekend” swojej strony www nie posiada (przynajmniej takowej nie udało mi się znaleźć). Pragnę wierzyć, że nie poszło o kasę, a już tym bardziej o niechęć do jej wydawania. Wszak koszt stworzenia strony www promującej film to raptem kilkanaście tysięcy złotych (zdaję sobie sprawę, że można za “więcej”). Czym jest więc te kilkanaście tysięcy w morzu milionów?
Podróbkami ten kraj stoi
Wspomniałem wcześniej o “Weekendzie” jako filmie podróbce w obliczu zbitki amerykańskich hitów kinowych. Niestety, autorom nie udało się bycie oryginalnym nawet podczas tworzenia plakatu. Nie twierdzę, że podpatrywanie jest złe, wszak na tym m.in. polega rozwój ludzkości. Ważnym jest natomiast, by nie rżnąć żywcem i w dodatku tak nieudolnie. Spójrzcie zatem na plakat z filmu “Weekend”. Z łatwością dojrzałem w nim dwa podobieństwa:
1. Podobieństwo pierwsze: plakat filmu “Weekend” jest podobny do plakatu filmu “Testosteron”. Być może stało się tak, że obydwa zaprojektowała ta sama osoba (co akurat świadczyłoby o małej inwencji autora). Wspólny mianownik obydwu plakatów stanowią: nudna kompozycja, banalne białe tło i okropna typografia charakterystyczna dla osób z zerową wiedzą o tej dziedzinie projektowania. Autor plakatu “Weekend” wykazał się brakiem elementarnej wiedzy nt. krojów czcionek, których używa się do tzw. “credits” – wszak wystarczy zapytać wujka Google, aby dowiedzieć się, że nie jest to sekretna wiedza tylko dla wybranych. Mam pewne obawy, gdyż wymienione w artykule fonty są płatne, a użyty w projekcie Arial jest przecież fontem systemowym.

2. Podobieństwo drugie: ustawienie bohaterów z plakatu “Weekend” jest podobne do ustawienia bohaterów występujących na plakacie “The Expendables”. W polskim projekcie grafik nie podołał z cieniami. Żeby można było lepiej zauważyć podobieństwa umieściłem również wersję czarno białą.


Czy i tym razem Polacy dadzą się nabrać na slogany typu “polska komedia roku”, “najśmieszniejsza komedia, ever!”? Twórcy “Weekendu” twierdzą, że “rozwalą śmiechem” – mnie nie rozwalili.
Przeczytaj również:
2011.01.16 – Jednak plakat filmu “Weekend” Cezarego Pazury nie jest oryginalny
AKTUALIZACJA – 2011.01.17 @ 15:55
Warto przeczytać:
» Weekend – Recenzja “My już są Amerykany”