MENU

by • 2011.06.21 • Praca, Z rozmyślań przy kawieComments (27)1044

Nadużywanie angielskich nazw stanowisk i określeń czynności

33 Flares 33 Flares ×

Często w polskiej branży reklamowej (bez względu na to czy jest to barnża atl, btl, interaktywna) napotkać można na angielskie nazwy stanowisk pracowników; czynności, które wykonują oraz usług, które świadczą.

Przezabawne jest to w dwójnasób w momencie, gdy dotyczy to polskiej firmy świadczącej usługi polskim firmom i instytucjom na terenie Polski. Żeby było jeszcze dowcipniej, to te _angielszczyzny_ wypisują w polskojęzycznych materiałach marketingowych. Mam na myśli takie narzędzia jak chociażby strony i serwisy www, prezentacje, wizytówki, profile w serwisach społecznościowych itp..

Najwięcej śmiechu wywołują te “kołki”, które nie dość, że mają “sofistikejted” nazwę stanowiska, to w dodatku do swoich wypowiedzi – jeden pies, czy tekstowych, czy werbalnych – wstawiają angielskie słowa-klucze (w ich mniemaniu tzw. złoty środek, lep na muchy). Oprócz nader często używanych wklejek w postaci angielskich zwrotów i wyrażeń, charakterystycznym dla nich jest również ego jak stąd do Malborka oraz pretendowanie do bycia ekspertem.

“Jutro będę raningować od rana”. “W internecie liczy się content, bez niego nie ma mowy o znacznym przyroście userów”. “(…) znaleźć można na firmowym wallu”. “zawsze można coś lajknąć”

Słuchasz takiej osoby i w pewnym momencie masz wrażenie, że tracisz czas na bełkot wyrośniętego dziecka neostrady. Być może dzieje się tak, że nadużywanie angielskich zwrotów, nazw i wyrazów w wypowiedziach lub piśmie przejawiają najczęściej osoby ubogie w wiedzę, udające kogoś innego. Być może myślami są “w lepszym świecie”, ale zapominają o tym, że ich śmierdzące dupska ciągle tkwią w grajdole, na którego ogólny obraz przyczyniają się sami wstydząc się języka polskiego.

Agencja Thoke (tak, nazwę prawie zakosili od flashdevelopera Toke – podobno nieświadomie) o swoim nowym nabytku, który zasilił szeregi firmy tak pisze na swojej stronie:

“Olga od maja zajmuje stanowisko Facility Managera i będzie odpowiadać za nasze kontakty wszelakie, z szczególnym uwzględnieniem tych zewnętrznych.
Dziwnym trafem Olga zaczęła też latać z pejczykiem po biurze i gonić leniwych designerów do trzymania deadlinów co tylko wszystkim na dobre wyjdzie. Szczęściem mamy jedną osobę o umyśle ścisłym która te wszystkie daty, cyferki czy procenty jest w stanie ogarnąć a co najważniejsze zapamiętać te przy długaśne numery telefonów Klientów.”

Wszystko ładnie pięknie, ale nie dość, że agencja popełniła błąd pisząc “Facility Manager” (istnieje Facilities Manager), to w dodatku z sekretarki-koordynatora-zadań-kierownika-produktu stała się… sprzątaczką. Obszary, w których porusza się taki “fesilitys menedżer” to (posłużyłem się ściągawką z ogłoszenia o pracę):

  • procurement and contract management;
  • building and grounds maintenance;
  • cleaning;
  • catering and vending;
  • health and safety;
  • security;
  • utilities and communications infrastructure;
  • space management.

Za inny przykład niech posłuży wpis z oficjalnej strony agencji Pride&Glory (tak, ta “fejsbukowa tablica to ich strona firmowa):

Zapraszamy na Mama Na Czasie – serwis parentingowy oparty o mechanizm questions & answers(…).

No ludzie! Nie można napisać serwis dla rodziców działający na zasadzie pytań i odpowiedzi? Ciekawe co na to wasi “parentsi”?

To przykre, gdy patrzy się na tych “polskich amerykanów”, o których śpiewał już Paweł Kukiz. Sądziłem, że wysyp Area Sales Managerów, to przejściowy proces, którego przyczyną było upojenie alkoholowe wynikłe z okazji ponownych narodzin kapitalizmu w Polsce. Chyba jednak pora ugasić w sobie płonne nadzieje, wszak nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie coś miało zmienić się na lepsze. A tym bardziej nie ma co liczyć, że branża reklamowa pójdzie po rozum do głowy i przestanie się wydurniać zapożyczając wyraz po wyrazie z języka angielskiego. Fuck!

p5rn7vb

Related Posts

27 Responses to Nadużywanie angielskich nazw stanowisk i określeń czynności

  1. LorDex says:

    Pomińmy zatem nader nadużywane pojęcia typu “key account manager” – do dzisiaj nie wiem czym różni się od zwykłego przedstawiciela handlowego, lub wręcz akwizytora. Można również zaobserwować kompletną nieznajomość terminów (a raczej różnicy tychże) webdesigner, webdeveloper, designer, flash designer, flash developer… resztę dopisz sobie sam :D Ale to chyba bolączka wszystkich branż (że przypomnę sławnego “konserwatora powierzchni płaskich” :D)

  2. Tarmas says:

    “Facility manager” też istnieje. Obu tych form można użyć zamiennie.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Facility_management

    Jest też dobrze znany polski odpowiednik – konserwator.

  3. 4rchie says:

    Rafi, jak zwykle trafnie. Tendencja do takich idiotycznych nazw stanowisk pojawia się wszędzie niestety. Imho może to wynikać z zaniku etosu pracy. Pani w kasie w hipermarkecie jest be bo robi taką pracę jaką robi, sprzątaczek też często się nie poważa bo co to za praca etc. W związku z tym nikt nie chce się zatrudnić jako sprzątacz/ka natomiast konserwator powierzchni zorientowanych horyzontalnie już brzmi lepiej. Powiedz znajomym że jesteś akwizytorem, a powiedz znajomym, że jesteś Key Sales Managerem i jeszcze Area Wschód/Zachód/Kozia Wólka etc, no to wtedy masz respekt ;) Zamiast wziąć się do pracy i być dumnym, że wykonuje się ją solidnie i uczciwie wielu woli upiększać swoje stanowisko takimi pierdołami.

  4. Michał says:

    Bardzo dobry wpis!
    @LorDex moim zdaniem bolączka, o której piszesz, wywodzić się może z (bądź co bądź) nagłego rozwoju internetu. W jego trakcie pojawiały się prawie “w każdej sekundzie” nowe możliwości, popyt stworzył podaż i powstały nowe gałęzie/branże, które nie każdy potrafi pojąć. Nie zapominaj, że Ty o tym wiesz przez to, że działasz niejako w internecie, więc temat jest Ci bliski. Dla osoby z zewnątrz i tak są to “ludzie, którzy tworzą strony internetowe”.

    @RAFi również mam wrażenie, że ubarwianie na siłę swych wypowiedzi angielskimi zapożyczeniami wiązać się może z próbą maskowania kompleksów. Z jednej strony – niedawno był kapitalizm, a wtedy tylko inteligencja mogła znać język angielski. Zdaję sobie sprawę z tego, że każda branża posiada swą własną gwarę, jednakże osoba inteligentna nie potrzebuje (oczywiście moim zdaniem) słów pięknych bądź zagranicznych, by przekazać treść lub wytłumaczyć dane zagadnienie. W gruncie rzeczy, osoby te w oczach ludzi z zewnątrz mają wizerunek gamonia (wiem, jestem delikatny ;) ).
    A może to wszystko rozbija się o silną potrzebę przynależności/bycia dostrzeżonym w branży kreatywnej? W końcu “wchodząc między wrony…”.

    Cała sytuacja o której piszesz przypomina mi, jak jakiś czas temu wszyscy starali się naśladować rodzaj inteligentnego żartu i sarkazmu, którym posługiwał się House. Chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest on osobą fikcyjną ;)

    Pozdrawiam

  5. misz says:

    Nazwę przemilczę, tłumaczą się podobno winni. Ale dzięki za uwagę dot nazw.

    Może zwrócę Ci jedynie uwagę że stanowisko które dzierżysz / swoje działania nazywasz w różnych miejscach np:
    “Creative / Art Director”
    “Art Direction / Graphics designs”

    Co do nadużywania nazw angielskich … wytłumaczenie jest proste, polskie się przejadły i mocno zdewaluowały. Nie ukrywajmy, gdyby klienci nie łapali się na te nazwy a wybierali firmy w których są handlowcy

  6. RAFi says:

    Tarmas dzięki za informację.

    4rchie: he he, nic dodać nic ująć.

    Michał: o tak! Problem, o którym napisałem powyżej można spotkać również u sympatyków House’a, którzy bez wtrącenia jakiejś anegdotki z serialu, nie potrafiliby przeżyć jednej czy dwóch konwersacji. ;]

    misz: ale masz jakieś argumenty? Czy przyszedłeś po prostu zaatakować? ;] Zauważ, gdzie używam swojego stanowiska w języku angielskim. Są to serwisy Facebook (ze względu na kontakty nie tylko z Polski) oraz LinkedIn (podobnie jak Facebook), a np. w takim GoldenLine widnieją polskie nazwy. Przeczytaj następnym razem całość, postaraj się zrozumieć, gdyż strzały z kapiszonów mają za małą siłę by się przebić.
    PS. nie designs, a design. ;]

  7. misz says:

    Nie nie chce atakować (jak zaatakuje będzie słychać, widać i czuć), raczej argument.

    rafi.pl http://cl.ly/052U3B0E0K13412Q2L0a

  8. RAFi says:

    misz no i? Argument za czym lub przeciwko czemu?

  9. tamok says:

    @LorDex
    No ale Key Account Manager to nie jest ani akwizytor ani przedstawiciel handlowy. Abstrahuję tutaj oczywiście od różnych megalomańskich zapędów małych firemek, które tak swoich akwizytorów nazywają. Key Account Manager – to ktoś w firmie masowego dostawcy (np Oracle, Dell, Coca Cola) odpowiedzialny za tylko i wyłącznie kontakty z konkretnym masowym odbiorcą (np Vodafone, MacDonald, Tesco). Bardzo ważna postać, “nasz człowiek w ich firmie”, świetnie oblatany w branży, ktoś, kto potrafi w ciągu tygodnia poskładać konkretną ofertę pod klucz. Po polsku byłoby to coś w stylu “Specjalista do spraw kontaktów z głównymi klientami” – nie wiem czy to jest ładniej.
    Ale na przykład przytoczony przez Gospodarzy “Area Sales Manager” to jest zwykły regionalny przedstawiciel handlowy.
    Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć banał, że tak jest wszędzie na świecie. I tak było zawsze i tak będzie zawsze.

  10. RAFi says:

    tamok spotkałem się z Specjalista ds. Klientów Kluczowych i w wielu firmach to funkcjonuje, ale niektórzy muszą mieć Key Account Managerów. :]

  11. misz says:

    Argument że sam w serwisach skierowanych do Polskich konsumentów używasz angielskich zwrotów i było to dla Ciebie oczywiste do chwili aż postanowiłeś wybatożyć kogoś … choć sam powinieneś zadbać o własną czystość językową jeśli jesteś aż takim purytaninem :)

    Ten blog, po polsku prowadzony, jest skierowany do użytkowników posługujących się językiem Szekspira? http://cl.ly/2p3j2Z0h1K1m1T131G3p stopkę się bardzo prosto zmienia :) i wg tego co piszesz powinno być nie “code” czy “Design” a np. “Projekt graficzny”. Zgodzisz się?

    Wydaje mi się że się po prostu rozpędziłeś odrobinę, zgadzam się z Tobą że wtrącenia są wkurzające i bezsensowne, ale też podałem wyjaśnienie (przynajmniej dla mnie logiczne) co do nazewnictwa stanowisk. I nie widzę powodu bicia piany, może się to zmieni jak każda moda.

  12. misz says:

    PS. Rafi, naprawdę lubię czytać co piszesz i szanuję cię za to batożenie i wytykanie ale czepianie się literówek to nie jest argument w dyskusji :)

  13. JOYstick says:

    nie no przypierdalanie sie do stopki z bloga jest na tym samym poziomie co przypierdalanie sie do strony www ze stopki osoby wypoiwadajacej sie w temacie ocenianego projektu. poki co widze tu brak argumentow misza i jego zalosny kontratak.
    tak jak czytam na facebooku na profilu jarafi komentzarze i tam tez atak ze “sam przeciez uzywasz angielskich nazw”.

  14. TATA KATA says:

    No Panie Rafi, niedobry Ty! Piszesz po angielsku te nazwy na fejsbukach i linkdinach. :-)
    A tak na poważnie, to może napisałbyś po angielsku w KIM JESTEM na blogu, albo chociaż na GoldenLine, żeby mieli do czego się uczepić?

  15. Shizol says:

    @JOYstick moim zdaniem przypierdalanie się nie będąc bez skazy to raczej totalne dno.
    Albo się przypierdalać do literówek i nazewnictwa i być “czystym” albo robić to po ch** wie co :]
    Stopka blog’a to raczej ostatni element przypierdalania się misza, słaby ale jest. Jednakże nazywanie się “freelancerem” “Creative Directorem” tudzież “KIERUNKIEM SZTUKI” (ART DIRECTION via Google translate – http://rafi.pl) i to nie tylko na FB czy LinkedIN ze strony Rafiego huh no sory ale ktoś tu popełnia ów “nadużywanie” angielskich nazw stanowisk> Albo polszczysz albo polgielszczysz albo się nie przypierdalaj. Proste.

  16. RAFi says:

    Shizol: gdzie jeszcze oprócz FB i LiN? Rafi.pl – to miejsce, do którego licznie trafiają moi klienci i zleceniodawcy (głównie z zachodu europy i Stanów Zjednoczonych), n-ty raz nie będę tłumaczyć dlaczego w swoim portfolio znajdują się angielskie nazwy, bo albo ktoś ma problem ze zrozumieniem, albo jest po prostu baranem. ;] Przestańcie strzelać z kapiszonów, bo żal na to patrzeć.

  17. De. says:

    rafi, nie widzisz, ze te cwoki nie maja argumentow? po co sie tak grzecznie przed nimi tlumaczysz? jesli ktos nie moze pojac dlaczego grafik freelancer ma swoja strone po angielsku w dodatku dziala na polach ” Web Design, Graphic Design, Art Direction” to o czym my tu piszemy? zabolalo kakao, a teraz gryza po kostkach. yebnij pan z laka to sie skonczy. pis, tzn. peace! tj. pokój !!

  18. Shizol says:

    Przestańcie piepszyć towarzyszu Rafi :] A gdzie to już matka Google podpowiedziała ;) Się palcem nie pokazuje. Następnym razem jak będziesz podchodził do takiego tematu zrób resarch własnej persony a później dyskutuj bo z tym “Kierunkiem Sztuki” to “doje**ales” nie lepiej niż Misz z Facility (pomimo, że obu nazw się używa także słaby ten Twój research).

  19. Marek Badura says:

    @Shizol : a może by tak polski odpowiednik słowa research ? ;-)

  20. Zetka says:

    Rafi nie karm http://tinyurl.com/6285jfa :DDD

  21. frob says:

    Wiele razy (zwlaszcza w banku) pytali sie mnie czy nazwa stanowiska ktore wpisuje w formularze nie ma polskiego odpowiednika (pracuje w IT). Odpowiadalem, ze jest odpowiednik jednak nie moge go wpisac gdyz nie zgadzaloby sie to z umowa o prace ktora podpisalem. Wspieramy kraje na wszystkich kontynentach jako admini z kolega i glupio byloby miec wpisane stanowisko po polsku w kontakcie z kims z UK albo US.

    Nie jestem osoba ktora wrzuca “lajkowanie” podczas normalnej rozmowy ze znajomymi ale jest wiele slow w IT nawet dzisiaj ktore nie maja swojego odpowiednika w naszym ojczystym jezyku i osoba z zewnatrz moglaby ryknac smiechem jak z innymi ludzmi rozmawiam wtracajac angielskie wyrazy.

    90% mojego czasu w firmie to kontakty w jezyku angielskim (dokumentacje, kontakty z innymi pracownikami, telekonferencje, rozmowy telefoniczne, emaile itd) – ja sie sobie nie dziwie, ze po 8 godzinach rzucam ponglish na prawo i lewo…

  22. RAFi says:

    De.: życzyłbym sobie, żeby ludzie czytali ze zrozumieniem albo chociaż przeczytali.Jak tu dyskutować z gościem, który nie pojmuje pewnych zasad, a na dodatek ma problem z językiem polskim myląc purystę z purytaninem? Wszystko już zostało napisane.

  23. misz says:

    Ćwokowi purytanin kojarzy się z przesadną “czystością”, ale Kali mieć monopol na rację i poprawność.

    Miłego wieczoru życzę

  24. Shizol says:

    @Marek Badura wszystko fajnie tylko to nie ja mam sraczkę na poprawną polszczyznę czy też nie nadużywanie angielskiego a sam autor i to raczej do niego powinieneś wystosować jakiekolwiek “ale” ;) ja mam to w tyle ;D i dalej uważam że post jest nie wartościowy i nie przygotowany jak należy bo się autor chyba pogubił we własnych zeznaniach :]

  25. Andzia says:

    Nareszcie ktoś kto też ma alergię na zbędne anglicyzmy! Mnie trafia szlag jak czytam zdania, w których co drugi wyraz jest polski, a co drugi angielski. Niestety jak (przy całej mojej sympatii do P&G :) zwróciłam im na to uwagę zostało to odebrane, że się czepiam…

    Jestem za propagowaniem polskich odpowiedników angielskich nazw stanowisk etc. Oczywiście bez radykalizmu, jak się nie da znaleźć polskiego odpowiednika lub brzmi on komicznie to lepiej zostawić oryginalną pisownię. Jednak w większości wypadków mam wrażenie, że to wynika z braku zadania sobie minimalnego trudu do znalezienia odpowiedniego wyrazu po polsku.

    @frob: jeśli zatrudnia Cię polska firma to to jest chyba nie do końca zgodne z prawem. Językiem urzędowym w Polsce jest polski i w takim języku powinny być sporządzane dokumenty. Umowa może być w całości dwujęzyczna lub nazwa stanowiska może być wpisana w obu wersjach. http://www.atest.com.pl/article.php?id=aa1011_1
    Zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim (Dz. U. Nr 90, poz. 999 z późn. zm.) na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w obrocie z udziałem konsumentów oraz przy wykonywaniu przepisów z zakresu prawa pracy używa się języka polskiego, jeżeli:
    1) konsument lub osoba świadcząca pracę ma miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w chwili zawarcia umowy oraz
    2) umowa ma być wykonana lub wykonywana na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

  26. helena says:

    w polsce namnozylo sie ostatnio wielu CEO. dyrektorzy firm maja na wizytowkach CEO i kaza sie tak nazywac. Czy pl to kolonia usa ? Wstyd to prostactwo.

  27. frob says:

    @Andzia

    Powiem szczerze, ze nie znam sie na przepisach i nie bede tutaj kombinowal jak kon pod gorke – dziekuje za artykul (czasami takich brakuje podczas dyskusji).

    Umowe mam tylko w naszym ojczystym jezyku, a stanowisko wpisane jest w wersji angielskiej. Wszyscy ktorych znam maja umowy sporzadzone w ten sam sposob. Nie wiem, ale moze sa jakies wyjatki od tej reguly przytoczonej w przepisach?

    Nie wiem rowniez jak sie ma to do nazwy stanowiska ktora posiada nazwe technologii w jezyku angielskim, a nieprzetlumaczalna na jezyk ojczysty chocby sam wyraz byl slowem potocznym…

    @helena
    U mnie jest CEO, dyrektorzy oraz VP… :]