Po publikacji artykułu “Wpisy sponsorowane” w najnowszym, majowym numerze “Press” 05 2011 (148) na autorkę tekstu spadł grad krytyki, uszczypliwych komentarzy oraz wylano niejedno wiadro pomyj. Głównymi sprawcami byli bohaterowie artykułu, którym autorka, Małgorzata Wyszyńska, zarzuciła sprzedawanie się porównywalne do tego, które uprawiają przydrożne prostytutki.
Nie powinno nikogo jednak dziwić to, że ci z wielkim parciem na szkło czy karierę (nazwij sobie to jak chcesz Drogi Czytelniku) najgłośniej ujadają, jaki to tekst w Press jest niesprawiedliwy. W skład tych najgłośniejszych wchodzą takie osoby jak: niespełniony dziennikarz z ambicjami niczym niedoszły perkusista Kuba Wojewódzki – Tomek Tomczyk a.k.a. kominek; fan mediów, który o mediach już coraz mniej, za to o sobie jak najbardziej – Maciej Budzich; koleś, który zawartość strony “O mnie” zmienia częściej niż nastolatki emo swoje fotki na profilach społecznościowych – Artur Kurasiński; nie zabrakło Pawła Tkaczyka, który od lat z uporem maniaka próbuje ludziom wmówić, że zna się na budowaniu strategii marki i projektowaniu; znalazł się również złodziej tekstów, o którym w ogóle nie napisano, ale przecież głos w obronie swoich popleczników zabrać musiał.
Jeden, że coś przekręcono, drugi, że nigdy o niezależności nie pisał, a trzeci ociekający hipokryzją postanowił ubolewać nad niskim poziomem dziennikarstwa w Polsce zaatakował autorkę porównując ją do pismaka z Super Expressu.
Cała ta banda dziwek, której Wyszyńska sprzedała drukowanego liścia, powinna się wstydzić. Wziąć się do roboty, a nie za nachalną i namolną promocję swojej osoby. Zbyt wiele na na rynku dziwadeł typu Rabczewska, Rutowicz, Oborski, czy Orzechowska. Gdy wezmą się do pracy, o której tak wiele mówią, być może nikt wtedy nie będzie mieć do nich pretensji o reklamy na blogach, o próbę utrzymywania się z prowadzenia blogu, a gratyfikacja w postaci pieniędzy za reklamy będzie zrozumiałą, a może i jedyną drogą do wynagrodzenia za trud, wysiłek i pracę włożoną w przygotowanie artykułów oraz regularne ich publikowanie. Ale przecież tak się nie stanie, przynajmniej spośród grona wyżej wymienionych na próżno szukać tych, którzy faktycznie poważnie i rzetelnie podchodzą do sprawy. To tak jakby pewnego dnia polski polityk nagle zaczął mówić prawdę i sumiennie wypełniać mandat poselski, czy senatorski.
Gdy “Press”, “Brief” czy inne drukowane wydawnictwo napisze artykuł w pochlebnych zdaniach wyrażając się, o którejś z miernot to wtedy jest “zajebiście”. Jegomościowie nie doszukują się błędów popełnionych w tekście, nie porównują autora tekstu do pismaków z brukowców. Ważne, że napisali, że jest +100 pkt. do lansu.
Oburzenie tekstem zdążyli wyrazić już sami zainteresowani. Budzich rozpisał się wyjątkowo długo i nudnie, nieudolnie się broniąc, zauważając nagle akcję Blogo z BMW, której wcześniej nie udało mu się opisać (zapewne w natłoku “self-lansu”). Jego tekst-reakcja ma więcej akapitów niż najdłuższe notki, w których się przechwala gdzie będzie gadać czy występować. Takie skojarzenie mi się nasunęło, że są osoby, które atakowane nagle szukają sojuszników, by ich głos był bardziej donośny. Kurasiński mentorskim głosem poucza autorkę tekstu i tłumaczy, że nigdy nie powiedział tego co powiedział. Po wpadce z Citi powinien schować głowę w piasek na dwa lata – postanowił jednak ujadać w swoim stylu, jak to mu ktoś robi kuku i burzy obraz bycia ekspertem. Tomczyk, który swoje pomyje postanowił wylać na dwa wpisy pisze językiem, charakterystycznym dla języka gimnazjalistów. Gdzieś tam pokątnie w komentarzach przemieszcza się jeden z bohaterów wpisu, który tym razem nie miał wpływu na artykuł, gdyż nie był on z tych sponsorowanych jak to zwykło robić lokalne wydanie ogólnopolskiej gazety.
Uważam, że w tekście Małgorzaty Wyszyńskiej zbyt ostro zostali potraktowani blogerzy: Natalia Hatalska (polecam jej komentarz) oraz Rafał z Blogomotive. Pierwsza osoba w ogóle nie korzysta z takich form jak artykuł sponsorowany wcale lub nadzwyczaj rzadko używa na swoim blogu takich środków jak artykuł sponsorowany, płatna reklama (nie wliczając w to boksu adTaily – dobre chociaż na hosting i domenę). Drugiemu z kolei błędem jest wytykanie wejścia w czasową umowę sponsorską z firmą BMW zwłaszcza, że tematyka blogu i zainteresowania autora idealnie wpisują się w branżę, a której jeden z przedstawicieli zgłosił się z propozycją sponsoringu.
Najzabawniejsze (a może właśnie najsmutniejsze?) w tym wszystkim jest to, że w artykule “Wpisy sponsorowane” znalazłem się jako jedyny przedstawiciel drugiej strony barykady… osoba, która nie wpuszcza reklam na swój blog. A reszta… cóż, niech nikogo nie dziwi, że wśród blogerów mamy to co mamy, na przesłuchania do “X-Factor”, czy “Mam Talent” też wali mnóstwo osób z nadzieją, że ich pół szpagat, czy zjedzone, w obecności jakże szacownego i zasłużonego jury, komary otworzą im wrota do sławy, kariery i bogactwa.
A na zakończenie pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie zadane w zwiastunie “Blogersów”. Artur Kurasiński “Nam więcej wolno, bo nie mamy kagańca. No kto nas może wyłączyć?”. Każdy i to za cenę paczki andrutów ze szkolnego sklepiku.

Kazik sie sprzedal a co dopiero takie pionki… :)
A ja tego zupełnie nie rozumiem, całego szumu.
Każdy zarabia jak umie. Dziennikarz zarabia, często za nieznajomość w temacie, to czemu nie bloger – takie samo medium – tekst.
Niektórzy potrzebują nad sobą kierownika (naczelnego), inni wolą samowolkę. Ich wola.
Kolejne wielkie halo o nic, ale za to każdy ma temat na wpis ;)
matipl: akurat u mnie nie ma deficytu tematów na wpis, wystarczyłoby zajrzeć do ROBOCZE, żeby przekonać się ile z przyczyn niezależnych ode mnie muszę odłożyć na bok.
Nie twierdzę, że zarabianie na blogu jest złe, gdzie Ty to wyczytałeś?
Rafi, dwa słowa sprostowania. Po pierwsze – artykułów sponsorowanych na moim blogu nie ma wcale (“nadzwyczaj rzadko” jest sformułowaniem nieprawdziwym). Po drugie – przychody z AdTaily nie idą na hosting i domenę, ale na rzeczy związane bezpośrednio z blogiem i przeznaczone dla czytelników. Z reklam z AdTaily sfinansowany został m.in TrendBook 2011 (http://hatalska.com/trendbook2011/), w którym nie pojawił się ani jeden sponsor, ani jedna reklama, a czytelnicy mogli pobierać materiał za darmo. Pzdr, N.
I m.in. to cenię w Twoim blogu, Nat. ;]
haha, ale beka.
..i nikt im nie wmówi ze białe jest białe a czarne jest czarne! ;)
W zasadzie trudno nie zgodzić się z autorem. Jak ktoś chce zarabiać na blogu to niech zarabia, tylko niech nie lansuje się na ostatniego sprawiedliwego.
@RAFi: odniosłem się do całej “afery”, a nie konkretnie Twojego punktu widzenia.
Jak dla mnie wiele szumu o nic, jak w polityce ;) A nawet lepiej: autoreklama blogów, które pojawiły się w Press, czy to z dobrej czy złej strony – najważniejsze, aby mówić…
Od lat tego nie rozumiem (akcja: sprzedajni-niesprzadajni-dziennikarze), ale widać tak już Polacy mają…
Powiem tak – rozumiem w pełni to, że ludzie chcą zarabiać na swoich blogach. Jeśli mają taką możliwość to czemu nie. Jeśli jest to jawna akcja, w której nie ma ściemnianych wpisów/opinii to wszystko jest moim zdaniem ok.
Niemniej mędrkowanie i oburzanie się, ze ktoś napisał o tym kilka słów prawdy i zdefiniował zjawisko, jest mocno irytujące. A cała ta “elitka” blogasków jest po prostu irytująca.
Akcja z Citi to bez kitu porażka, a dlatego że Kuras jest zwyczajnym nudziarzem.
To tak a propo lansu, dwie rzeczy tylko z dzisiaj:
http://www.facebook.com/kimjestemwfilmie#!/mediafunpl/posts/107130982706824
http://blip.pl/s/485055037
A wiecie, że “wpływowi” blogerzy Kurasiński i Tomczyk pousuwali “trackbacki” ze swoich wpisów linkujące do tego wpisu? “Prawdziwi” blogerzy, huehe.
Posługując się czystą logiką:
blog bez reklam = blog niezależny.
Dziennikarka popełniła błąd myślowy, gdyż z powyższego NIE WYNIKA poniższe, na czym oparła swoją tezę i cały artykuł:
blog z reklamami = blog zależny
Na poparcie swojej tezy, że blogerzy są sprzedajni, dziennikarka cytuje wypowiedź internauty bez podania źródła (pisownia oryginalna)
O Ty Sprzedajna Dzifko!!!
Nie uważam także, że dwójka wymienionych blogerów została potraktowana “zbyt ostro” -pani Hatalskiej nie powinno znaleźć się w artykule wcale (drugą sprawę znam zbyt słabo, aby się wypowiadać), blog pani Hatalskiej został podciągnięty pod tezę autorki niesprawiedliwie, aby ta wyrobiła wierszówkę. To podważa wiarygodność pozostałych argumentów autorki. Wobec takiej nierzetelności trudno się dziwić tej burzy (w szklance wody).
Pingback: Ja, RAFi – o mnie i o was » Po debacie kilku blogerów z kilkoma osobami mediów