Pewna sieć fastfoodowa w Polsce postanowiła wystartować z projektem, którego budżet oscyluje w granicach 100 tysięcy złotych. Jakimś cudem, a być może za sprawą czytania bez zrozumienia, informacja ta przeobraziła się w news, że fastfood za miesiąc współpracy da blogerowi 100 tysięcy zł. Momentalnie znalazły się osoby, które gotowe były zrobić to za 10x mniejszą sumę, inni zaś zaczęli bawić się w zgadywankę kto to taki. Niektórych nawet ewidentnie poniosło. W komentarzu do wpisu na Antyweb.pl, Maciej Budzich nie wytrzymał i ukazał się z nieznanej dotąd nam strony (pisownia oryginalna):
“kilka godzin wystarczyło, zaczyna się pierdolenie, żeby tylko żaden kurwa wyżej dupy nie podskoczył (…)”
Nie wiem czym kierował się Maciek, ale czyżby to była reakcja na to, że to nie on? A może on? W każdym razie wśród wymienianych kominków, wywiadowych nudziarzy i innych anonymousów pojawiły się przypuszczenia, że być może tym blogerem jest sam Maciek, celowo robiący szum na blogach. Wiadomo, że ma to być osoba pisząca na co dzień o internecie, nowych mediach i marketingu. I chociaż Maciek ostatnio coraz mnie jest MEDIA, a więcej FAN to kto wie czy to nie on? W niedalekim czasie bloger sam się ujawni.
Pewne jest to, że Polacy nie umieją czytać ze zrozumieniem. 100 tysięcy zł to budżet kampanii, sam bloger może dostać 1/10 lub 1/100 tego budżetu i np. voucher na 1 miesiąc fastfoodowej wyżerki, którą zresztą będzie musiał filmować, a recenzje wrzucać na YouTube. Jeśli ktoś miał choć raz do czynienia z planowaniem kampanii reklamowej bez względu na to jakie są to media, to kwota 100 tysięcy zł jest stosunkowo skromnym budżetem. Oczywiście można spodziewać się sporego szumu zwłaszcza w sieci, a sama akcja będzie możliwa do obserwowania na oficjalnym fanpejdżu fastfooda. Uważam, że szumu mógł narobić Turbodymomen albo Bóbr znający 1000 bitów, a nie kanapkożerca.
Jednym z moich typów na wybranego do akcji blogera jest osoba, którą w blogosferze śmiało można nazwać żółtodziobem – bo jak inaczej nazwać kogoś, kto bloguje raptem od roku? Przede wszystkim osoba ta wzięła wcześniej udział w kampanii marki oraz pisze o wszystkim co sprawia wrażenie, że jest tego ekspertem. No i dotychczas nie zaprzeczyła, że to ona (osoba). Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno będzie to ciekawy materiał do analizy.

fck. w sumie bym się sprzedał za ten voucher miesięcznej wyżerki.
No coz… w dzisiejszych czasach generalnie wszystko jest na sprzedaz, jest tylko kwestia ceny. BK po prostu kupil sobie jakas twarz analogicznie np. do klienta placacego za uslugi prostytutce. Trudno miec do kogololwiek pretensje, tak dziala swiat od tysiecy lat. Oczywiscie niektorych oburzac bedzie aspekt moralny calej sytuacji. Ale jesli stawiasz na szali czystosc sumienia a z drugiej strony np. niezaplacone rachunki i rate kredytu na 30 lat, to wybor jest prosty…
Oczywiscie to co pisze powyzej to duze uproszczenie, ale tak mniej wiecej sprawa wyglada.
Zreszta ta akcja to bardzo dobre posuniecie ze strony BK. Mamy tajemnice, mamy wizje wielkiej kasy, ktora ktos zgarnal, mamy ‘hype’ w blogosferze (np. ten wpis) – czego chciec wiecej? Ale np. o takiej akcji ‘Dzieci jedza smieci’ cisza…
chyba jako jedyny nie wymienils nazwy bk
a pan macius znany jest oprocz tego ze jest znany
to na mediach sie nie zna
Dobrze Rafi, że nie podniosłeś tematu od strony – ten bloger się sprzedał, skurwił i generalnie dał dupy. Bo irytuje mnie już takie podejście. Gdzie jest napisane, że bycie blogerem oznacza to samo, co bycie obiektywnym do granic możliwości dziennikarzem? Jest jakiś kodeks blogera? Jest gdzieś przykazanie: “Nie będziesz brał pieniędzy czyichś za promocje firm i usług”?
99% blogów pozakładali ludzie z nudów – kiedyś pisało się pamiętniki, teraz każdy może na blogu się uzewnętrzniać. Niektórzy łączą to z pracą zawodową (piszą na temat), inni po prostu opowiadają historie. I czy to znaczy, że nie można wziąć udziału w jakiejś kampanii? Bo co? Bo się ideały zaprzeda? Jakie ideały, do jasnej cholery?! Czy bloger składa przysięgę, że do końca życia będzie obiektywny, szczery i nie wciśnie czytelnikowi kitu? Pokażcie mi takiego?
Zbyt górnolotną linijkę przykłada się do mierzenia blogów. Zbyt biblijnie się je traktuje. A to przecież są tylko nudne (niestety w większości) sajty z wynurzeniami. Co złego jest w tym, że autor jakiejś strony weźmie udział w promocji i zarobi przy tym na używane auto? Czy będzie większą prostytutką niż aktor/model/statysta, który sprzeda swoją twarz papierosom, mimo iż nie pali?
Nie można traktować ludzi blogująch jak niemogące skalać się codziennością bóstwa. To ludzie piszą blogi. I ludzie grają w reklamach. I ludzie biorą udział w kampaniach. Ludzie.
U-u-a, poniosło mnie ;-)
Blogomotive: a niech biorą kasę. Zasadę nie umieszczania płatnych reklam na blogu, ani sponsorowanych artykułów mam ja, RAFi. ;] Jeśli biorą, to niech idzie za tym wartościowa treść.
Niestety, wskazać można jednym ruchem ręki kilka czołowych polskich blogów, które nie potrafią przy artykule sponsorowanym napisać ARTYKUŁ SPONSOROWANY. Wciskają czytelnikom jako swoją notkę i piejo z zachwytu. Wiem co piszę, bo sam mam miesięcznie kilka zapytań o zasady i stawkę za umieszczenie notki sponsorowanej (nie zaznaczając przy tym, że to artykuł zamówiony) i sukcesywnie odmawiam. Tacy, co pytają czy jest taka możliwość i za ile to pół biedy. Często bywa tak, że ktoś po prostu przyśle 5 zdjęć, opis usługi/strony/aplikacji i tyle. Wiem, który pisze na zamówienie, bo zwykle kilka dni wcześniej przed publikacją dostaję mejl z zapytaniem o …, a następnie czytam o tym czymś na kilku czołowych polskich blogach. I to jest właśnie prostytucja. ;)
Masz rację – prezentowanie treści reklamowych pod pozorem własnych przemyśleń jest słabe. Moim zdaniem nie jest naganne (bo blog to tylko blog, bez przesady), ale kiepskie jest. Tu jednak jest inna sprawa – to będzie ogólnie znana i czytelna (jak mniemam) kampania. “Ten bloger” będzie jawnie brał w niej udział. Więc napis” artykuł sponsorowany” będzie niepotrzebny – to się po prostu będzie wiedziało.
A ja, kurde flaczek, ani razu nie dostałem takiej propozycji, o jakiej piszesz. Tak czułem, że coś mnie omija…
Cóż, smutna uwaga o naszej nacji i do tego, niestety, prawdziwa! BK wypuściło balon z napisem “100 tysi” a rozgorączkowany naród jął trąbić o sprawie na lewo i prawo – o co zresztą autorom akcji chodziło.
Natomiast co do działań marketingowych na blogach to dość normalne zjawisko w całym cywilizowanym świecie. Jeśli treścią są OK i kontekst dobry to nie widzę w tym nic zdrożnego. Po prostu blogi to bardzo dobre medium reklamowe i moim zdaniem warto jest je mądrze wykorzystywać w działań marketingowych.
Mirek – z tym 100k, to analfabetyzm funkcjonalny. Ile osob w PL rozumie np. to co jest w mediach na codzień lub czyta ze zrozumieniem? Wiec, to jest jak z Radiem Erawań “rozdają samochody” (o ile dobrze pamietam)… gdzieś jest 100k, ale goraczka była.
Patrzac z dystansu i odleglosci (wakacje):
Co ciekawe, siły szumu starczyło na 1 dzien. Teraz patrze, ze sflaczało zainteresowanie. Chociaż “wejscie” mieli ciekawe. Zjawisko opadniecia hype na tyle ciekawe, czy bedzie sie zainteresowanie koncentrowało na $$$ czy na marce/produkcie. Warto na pewno bedzie obserwować.
Bez żadnych złośliwości:
Piszemy “w każdym razie”, nie “w każdym BĄDŹ razie”
Pozdrawiam ;)
Marcin D dziękuję bardzo. Już poprawione.