Poczta Polska i leniwi listonosze

Kilka dni temu narzekałem na InPost. Dziś ponarzekam na Pocztę Polską S.A.. Dlaczego? Ano dlatego, że:
Jest piątek, minęło 6 godzin pracy przed komputerem. W ten upalny dzień należałoby uzupełnić zapasy wody mineralnej i innych napojów, które po procesie chłodzenia stają się napojami chłodzącymi. O godz. 14-tej postanowiłem wyrwać się z chaty by zrobić małe zakupy, a że godzina jeszcze nie tak późna, to była duża szansa uniknięcia korków na mieście. Schodząc po schodach tradycyjnie sprawdziłem co tam w skrzynce na listy. Patrzę, a tam dwa awiza wystawione 16 lipca (czyli w ten sam dzień). Co jest do jasnej cholery? – powiedziałem. Listonosz nie raczył zadzwonić domofonem. Nie raczył też udać się pod moje drzwi by dostarczyć mi dwie przesyłki, opłacone przez nadawców. Listonosz nie raczył też zaznaczyć, o której godzinie nie zastał adresata w domu. Nie mógł wpisać godziny, o której mnie nie zastał, bo nawet nie próbował mnie zastać, a ja byłem do godz. 14 w domu. Przegięcie.

Czekałem na bardzo ważną przesyłkę. Jedna z dwóch, które przyszły to priorytet dużych gabarytów, a że nie mieścił się w skrzynce na klatce schodowej leniwy listonosz wolał zostawić awizo. Rozumiem, upał i po schodach chodzić się nie chce, ale do jasnej ciasnej jest winda. Nie chciało się tobie leniwy listonoszu wjechać na górę i podać mi przesyłki? Po co nadawcy opłacają znaczki, nadają priorytetem czy też listem poleconym, skoro leniwa cipa z Poczty Polskiej woli wypełnić dwa świstki awizo zamiast dostarczyć to do mnie do domu? Jeszcze, żeby zdarzyło się to po raz pierwszy, ale nie, to miało miejsce już trzeci raz. Do dupy z taką pocztą.