Zastanawiam się właśnie czy jednym lewym kliknięciem myszki zdetonować “bombę” i tym samym zatopić jedną z krakowskich agencji (a raczej agencyjek) interaktywnych?
Co przemawia za:
- właściciele agencji to nadęte bufony bez pokory z ego sięgającym pod sufit
- poziom realizowanych projektów nie dorasta eksperymentom juniorów
- amatorstwo pod każdym względem
Skoro jednak ich jedyną umiejętnością (i głównym punktem oferty) jest założenie profilu firmy lub marki na Facebooku to można to COŚ pozostawić przy życiu. Z drugiej jednak strony, nie cierpię amatorstwa przywdziewającego garnitur eksperta, więc pokusa wielka.
Tak, Dawidzie. Tak, Piotrze. To jest ostrzeżenie.