Muszę przyznać, że nie dowierzałem, gdy po raz pierwszy przeczytałem wiadomość z działu prasowego TVP dotyczącą transmisji meczów MŚ 2010 w piłce nożnej. Wszystkie, 64 mecze kibice piłki kopanej będą mogli obejrzeć w TVP (TVP1, TVP2 i kilka w TVP Sport) na żywo. Szok! Myślę, że to próba zmiany wizerunku telewizji publicznej, która w ostatnich czasach na arenach sportowych często przegrywała walkowerem rezygnując z transmisji wielkich sportowych wydarzeń. Mam nadzieję, że część z nich będzie transmitowana w paśmie HD. Jako fan piłki nożnej cieszę się i dziękuję redakcji sportowej TVP za zakup praw do transmisji całego mundialu.
Jeszcze, żeby tylko nie zapraszano leśnych dziadków do komentowania spotkań … cóż pomarzyć można. ;)
Były tu cytaty Kaczyńskich, będą i Komorowskiego. Kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski dorobił się pseudonimu “Wpadka” głównie dzięki swoim lapsusom językowym oraz przedzierającym się spod jego skóry, charakteryzującymi jego naturę aroganta i buca, zdaniom. Ja jednak zamiast “Wpadka” wolę określać go “Gawędziarzem” od sposobu wygłaszania przemówień i udzielania wywiadów.
W tym miejscu będę zbierać wszelkie wpadki, które pan Bronek zaliczył. Biorąc pod uwagę częstotliwość z jaką Bronisław Komorowski je produkuje, zapewne będzie ich przybywać w miarę upływu czasu.
Hmm, dziwna sprawa z tymi patriotami, a właściwie z towarzyszącą im amerykańską świtą. Historia pamięta stacjonowanie obcych wojsk w Polsce. Kiedyś Sowieci, teraz Amerykanie, a przywódcy kraju jak byli głupcami tak nadal są.
Magiczne sztuczki w CSS. Kropla wody (na górze wersja zrobiona samymi stylami, na dole obrazek) oraz logo Opery - również do wykonania użyto styli CSS, a nie obrazka.
W ramach ogłoszeń parafialnych chciałem poinformować o dodaniu na blogu funkcjonalności Facebook. Oprócz boksu fanów, który gości tu od końca zeszłego roku, pojawiła się dodatkowa opcja, która umożliwi wam szybkie podzielenie się wpisem ze swoimi znajomymi na Facebooku. Zastanawiam się jeszcze nad przyciskiem LUBIĘ TO dla poszczególnych wpisów, ale wydaje mi się to zbędnym gadżetem na stronie. W ramach dodatkowych funkcjonalności rozważam dodanie przycisku ReTweet dla wszystkich lubiących ćwierkać na Twitterze.
Przycisk Facebook Share znajdziecie w prawej kolumnie każdego wpisu.
Marek Badura na facebookowym profilu “Ja, RAFi” podrzucił link do najnowszej reklamy Nike: Write The Future. Poniżej pełna wersja. W telewizyjnych spotach reklama emitowana jest w pociętej na epizody wersji. Tradycyjnie mnóstwo gwiazd. Mnóstwo fajerwerków. Kopie dupska.
Występują: Kobe Bryant, Didier Drogba, Fabio Canavaro, Roger Federer, Franck Ribery, Wayne Rooney, Ronaldinho, Cristiano Ronaldo
Agencja: Wieden + Kennedy, Amsterdam Efekty wideo: The Mill VFX 3D: Neil Davies VFX 3D: Tom Busel VFX 2D: Neil Davies
Ci z was, którzy mają małą firmę, albo są freelancerami i prowadzą księgowość samodzielnie zapewne znają ból jakiego doświadczają na co dzień chcąc wysłać swojemu klientowi fakturę jako .pdf w załączniku do e-mailu. Otóż dotychczas, żeby można było odliczyć podatek naliczony na fakturze, dokument musiał być wypisany ręcznie lub sporządzony w programie komputerowym po czym wydrukowany, podpisany i wysłany do klienta. Urząd Skarbowy nie honorował faktur przesłanych e-mailem bez podpisu cyfrowego. Czym różni się dokument wydrukowany i wysłany pocztą od tego, który zostanie wysłany e-mailem i wydrukowany przez Klienta?
W większości przypadków moi Klienci nie mają z tym problemu i otrzymują dokument w formie elektronicznej, bez podpisu cyfrowego. Są świadomi, że obowiązujące w Polsce prawo nie nadąża za cyfryzacją, która wyprzedziła biurokratyczne podejście urzędników. Wiedzą za co jest faktura, wiedzą za jaki projekt czy usługę, więc odbierają pocztę, zapisują załącznik i drukują. Nie jest to kwestia zaoszczędzonych na znaczkach i kopertach pieniędzy. Chodzi o oszczędność czasu i nie stwarzanie dodatkowych zajęć jak stanie w kolejce na poczcie (bez względu o której godzinie przybędę zawsze natrafiam na kolejki).
Przez lata natomiast w świetle obowiązujących przepisów nakłaniano firmy by te chcąc wysyłać tzw. e-faktury kupowały podpis elektroniczny. Ten z kolei do niedawna kosztował nawet 1000 zł / rok. Obecne ceny podpisu elektronicznego dzięki któremu można m.in. wysyłać faktury drogą elektroniczną to koszt zaczynający się od ok. 240 zł do ok. 280 zł netto za 1 rok.
Tak było dotychczas. Zmienić się to może za sprawą wyroku NSA (póki co nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia), w którym stwierdzono, że:
Naczelny Sąd Administracyjny uznał [...], że mamy dwa “modele” fakturowania. Albo mamy fakturę w pełni elektroniczną, która przygotowana była elektronicznie, przesłana była elektronicznie i przechowywana jest elektronicznie, albo mamy drugi model, w którym faktura jest wystawiona (ręcznie lub przy użyciu komputera), a następnie przesłana jest elektronicznie, a po przesłaniu wydrukowana. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia … z fakturą papierową. Dlatego NSA przyznał podatnikowi rację, gdy ten argumentował, że po przesłaniu faktury faxem lub za pośrednictwem – uwaga, uwaga – poczty elektronicznej, i po tym, jak odbiorca faktury taki dokument wydrukuje – można podatek naliczony odliczyć na podstawie takiego dokumentu faktury.
O fakcie tym napisał w serwisie Facebook, Piotr Waglowski (prawo.vagla.pl). Niewątpliwie jest to dobra wiadomość dla wielu maluczkich, małych i średnich.
Minęło kilka lat odkąd napisałem na blogu wpis o niebezpieczeństwie płynącym z usług, jakie oferował wtedy Google. Seria “Google w lodówce” (część I, część II) wzbudziła wiele kontrowersji do tego stopnia, że wpis trafił na Wykop.pl, a ja sam zostałem werbalnie zlinczowany. Dzisiaj, gdy wachlarz usług i aplikacji oferowanych przez Google jest znacznie większy, a co za tym idzie wątpliwości co do uczciwych zamiarów są większe niż 4 latata temu, powoli ludzie przecierają oczy. Wielu budzi się z pięknego snu pt. “Google jest świetne, bo za darmo” i zaczyna zadawać pytania jak daleko w prywatność sięga amerykański gigant. Czy aby na pewno amerykański?
Fanatycznych zwolenników ma wiele firm, ale tak wielu jak Apple czy Google chyba nie ma nikt. Pojawiają się co rusz to nowe aplikacje jak np. Wave, Buzz mające na celu zrewolucjonizować obecny internet. Fanom i użytkownikom Google nie przeszkadzają wpadki z wyciekiem danych, upublicznieniem informacji niepublicznych. Wszystko wszak w rozumieniu etykietki, którą Google hołubi od lat – BETA. Za luki i błędy w aplikacjach zawsze może odpowiadać BETA, którą Google nader często taguje swoje produkty.
Przykładów na wpadki z googlowską Betą jest wiele. Ot chociażby głośna sprawa z brytyjskim rządem, który wściekły był za ujawnienie zdjęć satelitarnych bazy wojskowej. Jednak wielkie oburzenie na świecie wywołała ostatnia wpadka Google. Wpadka z samochodem Google Street View i kolekcjonowaniem prywatnych danych z sieci WiFi jest sygnałem bardzo niepokojącym na tyle, że powinna wstrząsnąć również najwierniejszymi wyznawcami firmy. Niemcy, Czesi i Brytyjczycy ostro potępili poczynania Google. Nie dziwi mnie dlaczego Polska tego nie zrobiła – wszak premier Tusk wraz z ekipą są zwolennikami ostrego monitoringu swoich obywateli [PDF]. A na marginesie trzeba przyznać, że Google Street View to fantastyczna usługa. Dzięki niej możemy przebyć wirtualną wycieczkę po wybranym mieście, ale jeszcze więcej zalet upatrują w niej rabusie i złodzieje.
Warto uświadomić sobie, że współczesny wywiad to nie faceci w przeciwdeszczowych pokrowcach, kapeluszach z gazetą pod pachą. Dzisiejszy wywiad to m.in. wirtualne miejsca spotkań milionów osób. Dokonać tego można m.in. dzięki koncentracji usług (Google) czy powstawaniu serwisów społecznościowych (Facebook, Nasza-Klasa). Tak jak w przypadku Google sprawa jest oczywista, tak np. pytając co wspólnego z tym ma Nasza-Klasa, odpowiedź jest prosta. Inwestorzy i ich powiązania z mocarstwami. Miliony danych użytkowników to ogromny skarb dla służb wywiadowczych, a działając do tego pod przykrywką młodych ambitnych i zdolnych studentów (np. Zuckerberg – założyciel Facebooka) można uwiarygodnić się jako firma, która nie ma złych zamiarów.
W dzisiejszym odcinku DOOP ogłoszenie, które znalazł Piotr Mikołajski. Zwróćcie uwagę na wymagania względem “atrakcyjnego” wynagrodzenia oferowanego przez firmę. Ogłoszenie wygląda jak żart, ale faktycznie, widnieje ono w serwisie gowork.pl.
Opis stanowiska:
Dla naszego Klienta – międzynarodowej firmy consultingowej z branży IT – poszukujemy obecnie na terenie województwa śląskiego osób zainteresowanych pracą w Katowicach na stanowisku: Specjalista ds. rozwiązań informatycznych.
O banku ING w Polsce można usłyszeć tylko dwa stwierdzenia – “ING kupa” oraz “ING bajki opowiada”. Dlaczego tak jest?
Przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu nie rozumiem strategii banku ING, która realizowana jest za pomocą reklam telewizyjnych. Pamiętam jak bank ING zachęcał do korzystania z jego usług osadzając w reklamach rozpoznawalną postać, aktora Marka Kondrata. I przyszedł taki dzień, w którym goście z banku stwierdzili “dosyć Kondrata, szkoda kasy”. W telewizji pojawiły się reklamy z nudnym panem “Cześć, jestem internetowy”, ale to nie koniec nędznej próby dotarcia do osób, którzy na co dzień korzystają z internetu.
ING “Tato kupa”
Mizeria swój szczyt osiągnęła w momencie, gdy ING zdecydował się na duet reklamowy, którego akcja miała miejsce w zimowej scenerii. Pierwszy filmik reklamowy zapewne miał być śmieszny, bo przecież wybuchający piesek to frajda, jednak nie dla REM, który po skargach widzów nakazał zdjąć reklamę z emisji. Drugi, to plac zabaw, na którym padają sądne słowa: “Tato, tato kupa”. Po małej modyfikacji stwierdzenie “ING kupa” zapisało się w świadomości konsumentów bardziej niż planowane “Spotkajmy się na ing.pl”.
Po tej niefortunnej wręcz kampanii w ING zaczęto analizować słupki i postanowiono poprawić nie tylko wizerunek, ale wrócić do korzeni sięgając po sprawdzonego Marka Kondrata. Tym razem podobnie jak w przypadku kupy, miało być zabawnie. Nawet jestem w stanie przyznać, że tak jest. Tyle tylko, że ING znów zamiast kojarzyć się z wybranym produktem ze swojej oferty usług ponownie uzyskał odwrotny efekt od zamierzonego. Mianowicie, ING potocznie mówiąc, opowiada bajki. Po co w takim razie korzystać z usług banku, który kojarzy się z kupą i opowiadaniem bajek?
“Tato kupa” – wersja alternatywna (viral wpuszczony do internetu)