Nie ilość, a jakość

  • Pin It
  • Pin It

Niezbyt odkrywcze, a jednak o tej mądrości zapomniał niedawno japoński gigant samochodowy. Pójście w ilość przy bankructwach konkurencji było ruchem nieprzemyślanym, żeby nie powiedzieć … głupim. O tym, że idą w ilość, a nie jakość można również powiedzieć o polskich politykach. Zarówno tych, którzy są u władzy, jak i tych z opozycji. Wystarczy zarzucić temat, a określona grupa znanych nam twarzy mnoży swoje wypowiedzi przed kamerami. A skoro już przy politykach jesteśmy, to nawiązując do tematu wpisu, zasadę jakości kosztem ilości warto byłoby też wprowadzić względem ilości parlamentarzystów. Czyż 200 osób nie byłoby lepszą reprezentacją niż zgromadzenie 460 osób, z którego to zaledwie 20 czynnie lansuje się w telewizorni? Co robi reszta? Patrząc na puste ławy sejmowe w czasie obrad ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl to praca na rzecz Rzeczpospolitej Polskiej. Zostawiając nudny temat świata polityki, przeczytałem dziś na jednym z blogów takie oto dwa zdania:

“Social media nie są dla każdego, nie każdy tam musi być. Przecież to nie żaden wstyd.”

Powyższa mądrość dotycząca social media jest uniwersalna. To prawda. Nie trzeba pojawiać się, czy też figurować w pewnych miejscach, spisach, rejestrach, by nie narazić się na spadek popularności. Natomiast należy uważać, by nie przesadzić w drugą stronę. I dlatego jeśli widzę kogoś, kto występuje w praktycznie wszystkich popularnych serwisach społecznościowych, skupiając się przy tym na ilości, to mam wrażenie, że tak naprawdę to ten ktoś nie istnieje. Na cóż te setki followersów? Na co tysiące “fanów” skoro jedyną rzeczą, którą może zaoferować to rozesłanie zaproszeń czy też spamu w postaci sugestii, by zostać fanem bloga/strony/serwisu, którego prowadzi.

Autorowi cytatu, którym posłużyłem się w tekście radziłbym wziąć pędzel, farbę i namalować to sobie na ścianie.

Tags: , , , ,

3 Responses to “Nie ilość, a jakość”

  1. Mikołaj says:

    Czyż 200 osób nie byłoby lepszą reprezentacją niż zgromadzenie 460 osób, z którego to zaledwie 20 czynnie lansuje się w telewizorni? Co robi reszta? Patrząc na puste ławy sejmowe w czasie obrad ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl to praca na rzecz Rzeczpospolitej Polskiej.

    Dwustu posłów to jednak mało. Ale gdyby to było 200 sensownych, dojrzałych emocjonalnie osób, którym zależy na kraju i które potrafią się dogadać — byłoby w sam raz. Ale na to możemy nie liczyć, w końcu krzywa Gaussa daje o sobie znać nawet w Sejmie.

    Co do pustych ław — nie zawsze musi być komplet. Ludzie chorują, podróżują, w tym samym czasie często mają spotkania jakieś komisje etc., więc technicznie nie może być 100% obecnych. Część śledzi też przebieg obrad z pokojów w hotelu sejmowym i przychodzi tylko na głosowania. Co do samych obrad: na ogół jest też tak, że każdy klub ma swojego posła-sprawozdawcę, który śledzi przebieg prac nad ustawami i potem całość streszcza do postaci zrozumiałej dla większości. Oczywiście niesie to ze sobą spore ryzyko, ale tym się najwyraźniej nikt nie przejmuje.

    W dyskusji na temat parlamentarzystów warto zerkać na ich ranking, publikowany co roku przez “Politykę”. Bardzo często uznanie zyskują ludzie, którzy nie mają parcia na szkło — po prostu pracują. Za to krytykowanych na ogół doskonale znamy. W 2009 “trójkąty ostrzegawcze” otrzymali: Sebastian Karpiniuk (PO), Eugeniusz Kłopotek (PSL), Janusz Palikot (PO), Nelli Rokita (PiS) oraz Marzena Wróbel (PiS). Kolejna edycja we wrześniu.

  2. James says:

    Niestety, tez kiedys myslalem, ze zmniejszenie ilosci poslow byloby lepsze, jednak patrzac na obecny podzial law sejmowych, zmniejszenie ilosci poslow doprowadziloby do podzielenia sie sejmu jedynie pomiedzy PIS a PO, co mogloby doprowadzic do sytuacji jeszcze gorszej niz jest teraz o ile to mozliwe
    Przynajmniej moim skromnym zdaniem

  3. Bolo says:

    Wypocin lewackiego czasopisma “Polityka” nie traktował bym poważnie (jako liberalny-konserwatysta).
    Ja również jestem zdania, że ilość posłów to tylko populistyczny temat. Tak na prawdę jest sporo pracy przy prowadzeniu Państwa, że ta liczba jest w sam raz. Mniej więcje odpowiada liczbie powiatów w Polsce.
    Co można by zrobić to wprowadzić JOWy. PO miała to w swoim programie, ale cóż, los JOWów jest taki sam jak wszystkich innych cudów na które dali się nabrać wyborcy tej partii. Swoją drogą, niby wyborcy PO to w większości inteligentni, dobrze zarabiający ludzie, obyci z internetem, a dziwię się, że nie potrafią wykorzystać swoich cech i umiejętności by wyegzekwować od PO spełniania obietnic wyborczych.