Książka “Smashing Book” w końcu dotarła

Minęło prawie 5 miesięcy odkąd zamówiłem w przedsprzedaży książkę “Smashing Book” – pierwsze papierowe wydawnictwo serwisu smashingmagazine.com. Liczyłem, że skoro książka pojawiła się w sprzedaży 2 grudnia 2009 r., to obsłużony zostanę jako jeden z pierwszych. Nic bardziej mylnego. Ekipa ze Smashing Magazine nie dała sobie rady z kolportażem. Panował totalny bałagan, chaos oraz dziwne zasady wysyłki książek do osób, które je zakupiły. Głośne niezadowolenie było można dostrzec we wszystkich miejscach, w których ludzie z SM chwalili się publikacją. I tak upust swojemu zniecierpliwieniu dawali zarówno ci, którzy zapłacili za książkę sporo przed jej publikacją oraz ci, którzy książkę kupili dopiero po jej wydaniu. Byli tacy, którzy podobnie jak ja latem kupili SB w przedsprzedaży. Zawiedzeni, że nadal jej nie mają. Byli i tacy, którzy cieszyli się z szybkiej dostawy – 9 dni od momentu zakupu.
“Krew mnie zalała” i po upływie 2,5 tygodnia od momentu ukazania się Smashing Book napisałem do ekipy SM pytanie co z moim zamówieniem licząc po cichu na to, że będę mieć lekturę na święta. Pani Helenka odpisała, żebym cierpliwie czekał. Najs. Czekałem, czekałem i się nie doczekałem. Na święta skrzynka niestety była pusta. 30 grudnia mocno poirytowany ponownie napisałem do Heleny z “kastomer serwis” tym razem już w bardziej ostrych słowach. 31 grudnia Helena odpisała, że zrobiono dochodzenie, które wykazało, że … przesyłka “gdzieś zaginęła”. Poinformowano mnie o wysyłce tzw. pocztą lotniczą i niebawem powinienem dostać książkę. I dostałem … 6 stycznia 2010. Łał.
Dosłownie jestem pod wrażeniem. 5 miesięcy oczekiwania, przeszło miesiąc od momentu dystrybucji okazuje się, że w rękach mam książkę wielkości zeszytu A5. W cienkiej, niesolidnej oprawie, która wygięła się po otwarciu tak, że “Smashing Book” prawie mi się złamała wpół [fot. 3 - wygląd grzbietu po pierwszym otwarciu książki]. Jak łatwo się domyślić książka zrobiła na mnie wrażenie negatywne. Obawiam się, że te przeszło 300 stron formatu A5 w tym kredowym, lakierowanym z jednej strony, kolorowym papierze pełniącym funkcję okładki rozleci się po kilku sięgnięciach po nią z półki.
Jak widać moja wcześniejsza przygoda z Computer Arts przy powyższej jest niczym. Dodam, że CA zachowało się wtedy bardzo, ale to bardzo elegancko. Nie dość, że zwrócono mi pieniądze za zbyt długie oczekiwanie na przesyłkę, to wysłano mi dwa numery za darmo. W dodatku za wszystko przeproszono, czego nie można niestety powiedzieć o zespole Smashing Magazine na czele z panią Heleną z działu obsługi klienta.

Ilość komentarzy: 9
» Marsel
2010.01.07 - 08:04
Od wczoraj mam ją w rękach i też się boję, że się rozleci. Co do formatu się nie wypowiadam. Liczyłem na jakąś biblię, a nie na podręcznik dla gimnazjalisty.
» Komar
2010.01.07 - 10:38
Ah ta sławna niemiecka solidność ha ha ha Dali ciała, nie ma co.
» Kaleb
2010.01.07 - 12:49
a co powiecie o zawartosci ?? jest warte tego czekania ? pozdrawiam
» tex
2010.01.07 - 14:46
Kaleb, strach to czytac bo sie rozpada w rekach. Co robić, postawilem na polce i patrze.
» bayes
2010.01.07 - 21:07
ktoś spodziewał się czegoś innego od ludzi prowadzących bloga? :)
» Paweł Wolak
2010.01.08 - 12:10
A na ichniej stronie książka wyglądała naprawdę kusząco. Ech :-(
» RAFi
2010.01.13 - 01:34
Nie wszystko złoto … :-)
» rumyan
2010.01.22 - 02:39
to może zamiast SB lepiej zamówić FUTU mag. Dostałem info, że do końca stycznia jest jakaś promocja. Choć w sumie sam byłem ciekaw co tam w SM wrzuci do książki…
» RAFi
2010.01.22 - 10:55
rumyan: http://ja.rafi.pl/2009/12/20/say-bye-bye-to-futu/ tyle jeśli chodzi o FUTU.