Nie mamy nic do stracenia

Pod hasłem “Nie mamy nic do stracenia” protestują związkowcy Solidarności w stolicy. Faktycznie nie mają nic do stracenia, gdyż są już trupami. Jak widzę tych nierobów palących opony, wrzeszczących, robiących zadymę i hałas to na język przychodzi mi tylko jedno: “do roboty, lenie!”. Za wszystkim oczywiście stoją liderzy związkowców. Dla przypomnienia poniżej przybliżone zarobki niektórych z nich.

Do niedawna najgłośniej ryczący, pokazujący się przed kamerami wraz z ks. Jankowskim Karol Guzikiewicz zarabia 13 tys. zł miesięcznie. Wiesław Wójtowicz, szef Związku Zawodowego Jedność Pracowników Budryka – 11 tys. związkowej pensji. Bogusław Ziętek, przewodniczący związku “Sierpień 80″ 8 000 zł związkowej pensji. Sławomir Broniarz przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego 9 000 zł związkowej pensji. Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ Solidarność – 8 500 zł. Jan Gumiński, szef Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej – 6 000 zł. Zdzisław Chętnicki, szef Związku Zawodowego “Kadra” – 10 000 zł. Rekordzista ze Związku Zawodowego “Kadra” w kopalni Jas-Mos w Jastrzębiu-Zdroju wraz z premią dostał w lipcu 2008 około 13 tys. zł. Zastępcy otrzymują 90 proc. tego co inkasują przewodniczący, natomiast członkowie zarządów 80 procent. Wynagrodzenia dla tych kolesi idą z pieniędzy podatników. Czas z tym skończyć. Zamiast skorzystać ze szkoleń, kredytów na własną działalność, przebranżowić się to wolą przyjść i spalić kilka opon.

Jak widać niektórzy ciągle nie wyszli z głębokiego PRL, gdzie wszystkim należało się wszystko, bez względu na to czy się leży, czy stoi. Rozgonić hołotę, której nie chce się ruszyć głową i ślepo pod przywództwem spasionych związkowych szefów ślepo krzyczą chleba – pracy. Jakoś w innych gałęziach gospodarki i przemysłu nie można ot tak sobie wyjść na ulicę i wykrzyczeć swoje niezadowolenie z powodu np. zwolnienia, niskich zarobków. Nie można stanąć przed kancelarią premiera i palić opony, bo np. zakład obciął pensje, bo pracodawca nie płaci w terminie, albo szef musiał zwolnić wszystkich, gdyż jego zakład wpadł w kłopoty po tym, jak urzędnicy skarbowi w wyniku swoich błędów doprowadzili do bankructwa i likwidacji zakładu. Przykładów z pewnością mógłbym podać więcej, jednak nie chodzi o to, by je mnożyć. Chodzi o zwrócenie uwagi na szkodliwy dla wszystkich fakt istnienia związkowych nierobów i ich niezwykle wielkich przywilejów, które stają się coraz większe z każdym protestem.