Dzień dobry, dzwonię z Orange

Dzwoni telefon. Odbieram i w słuchawce słyszę miły głos pani, która wita mnie ciepłym głosem mówiąc:

- Dzień dobry, Pan Rafał?
- Tak przy telefonie.
- Dzwonię do Pana z Orange z departamentu ds. obsługi klientów biznesowych. Przygotowaliśmy dla naszych klientów wyjątkową ofertę. Dodam, że oferta obejmuje tylko wybranych klientów, tych którzy są dla nas bardzo ważni. Dotyczy to nowej aktywacji, nowego numeru na bardzo atrakcyjnych warunkach.

I w tym momencie przerwałem pani ładnie napisany tekst, nauczony na pamięć na jednych ze szkoleń wewnętrznych dotyczących skutecznej sprzedaży usług. Nie wytrzymalem. Po prostu mierzi mnie, gdy słyszę taki bełkot, a z drugiej strony nie mogę się doprosić od 3 miesięcy na przedstawienie konkretnej oferty przedłużenia umowy na jedną z wygasających aktywacji. Szanowne Orange. Całujcie mnie w 4 litery. Miesięcznie zostawiam u was pewnie z 500 zł i nadal jakoś nie czuję się dla was ważny. Lepszą ofertę dostanie prepaidowec przechodzący na mixa niż ktoś kto posiada 3 aktywacje i jest z wami od przeszło 9 lat. Gdy rozmawiam przez telefon z panią z BOKu otrzymuje specjalną megaofertę, którą chwilę potem i tak mogę otrzymać jako anonimowy internauta na orange.pl.

Dwa lata temu otrzymałem bez problemu N95, teraz chcą mi wciskać jakieś gówniane modele Samsunga, słabsze Nokii lub badziewne Sony-Ericsson. W Orange nie dba się o klienta – zdecydowanie. Nie warto być w Orange, gdyż nie płyną z tego tytułu żadne, ale to żadne korzyści, o których teraz głośno słychać za sprawą reklam w telewizorni.