Pawle, u mnie wiosna

Pawle, dziękuję za, co prawda nietypowe, życzenia z okazji czwartych urodzin “Ja, RAFi”. Swoim wpisem wywołałeś mnie do tablicy. Pozwolę sobie na nieco dłuższą odpowiedź. Wybacz jeśli przydługą.

Koledzy mogą być pozerami. Pozerzy kolegami lepiej żeby nie byli. Kaznowskiego, Kurasińskiego, Marczaka charakteryzuje jedna, wspólna cecha. Jest nią tendencja do uzurpowania sobie tytułu eksperta. Tych dwóch ostatnich poznałem osobiście. Nie wiem, może to wina złego tzw. “pierwszego wrażenia”, ale jednego zapamiętałem jako tego, który biegał z przedłużonym penisem w postaci macbooka, drugi z kolei marudził i smęcił. Obejrzyj, Pawle, materiały wideo, które Grzegorz zamieszcza na blogu. Występy Mazowieckiego są bardziej żywiołowe niż bełkot Marczaka.

Owi “eksperci” przypominają mi nawiedzonych ewangelistów New Age ze Stanów Zjednoczonych, którzy pod przykrywką wiary w Boga omamiają ludzi i wyciągają z nich grubą kasę. “Golimy frajerów!” – być może kojarzysz? Przykłady? Proszę bardzo. “Książka”, darmowy ebook Kaznowskiego – przedruk zagranicznych publikacji posiłkowany słabym w treści komentarzem autora. Doskonale obnażył się w swojej notce, stwierdzeniem: “Mam również pomysły na zamknięcie dostępu do niego [do blogu - przyp. autora] (tylko dla znajomych) i pisania tego co tak naprawdę myślę o rynku (teraz przecież nie da się pisać “do końca” – za dużo znam osób z branży – koniunkturalizm?).”. Znowu mamy do czynienia z czymś na niby. Takie w stylu “jestem niby ekspertem, ale powoli już nie radzę sobie z tym udawaniem”.

Kurasiński? Odkąd padły Chomiki bardzo chce odnaleźć się w iluzji Web 2.0. Za wszelką cenę chce być ekspertem, szuka swojej niszy. A jaki jest naprawdę? Jest męską odmianą Joli Rutowicz czy innej Frytki. Szuka spisków (gazeta czerpie materiały na artykuły z jego bloga! Ba, nawet YouTube! Skandal!), atakuje komentujących – poczytaj komentarze na AK47 w wielu wpisach, albo na blogach AW i interaktywnie.com w notkach o PG [1], [2]. Jadu starczyłoby do wybicia połowy ludności San Marino. Kolega? Całe szczęście nie mój.
Ostatnio wpadł na genialny pomysł dojenia freelancerów. Spytasz: “W jaki sposób?”. Wydumał, ze będzie pośrednikiem między agencją, a freelancerem. Podpinając się na krzywy ryj chce uczestniczyć w procesie tworzenia oraz przepływu gotówki. Nie wierzę, że Kurasiński i s-ka jest w stanie pokryć koszty i roszczenia grafika z tytułu niewywiązania się agencji z umowy. Kwoty, które wchodzą w grę to nie setki złotych. Mówimy tu o tysiącach i dziesiątkach tysięcy. Graficy od dawna mają wyrobione kontakty z agencjami i nie muszą korzystać z pośrednictwa badylarza, w którego szaty ubrał się Artur. Każdy woli zarabiać bez pośredników. I powiem Tobie, że ja również nie mam zamiaru dzielić się swoją działką z tłustą łapą pośrednika.

Marczak – mierny z samodzielnego myślenia, dobry w copy&paste. Pawle, napisałeś, że ogromna ilość błędów na blogu AW jest spowodowana dysgrafią? Oczywiście takie czasy, że braki w elementarnej wiedzy i edukacji zwalić można na dysgrafię, dysleksję i ADHD. Przecież nawet nastolatek wie, jak zainstalować wtyczkę do Firefoxa.

Jakość, nie jakoś, drogi Pawle. Nie razi Ciebie wszędobylska miernota? Traktujesz AntyWeb jako źródło wiedzy – ok, ale to wszystko, co dotyczy zagranicy przeczytasz 2-3 dni wcześniej na którymś z blogów: TechCrunch, Engadget, ReadWriteWeb, Gizmodo, Lifehacker, Mashable czy blog Google. Z polskich newsów tylko to co robią koledzy i materiały sponsorowane. News o PewnejGrupie jest literalnym robieniem loda. Nie wierzę, że tego nie wychwyciłeś. Brakuje mi jakości i prawdziwości w tym co robią wyżej wymienieni panowie.

Ignoruję szczekanie małych kundli, które nic poza frustracją i krzykiem nie prezentują. Otwierają co roku nowy blog, bo stary nie przyniósł im oczekiwanych korzyści. I nie interesuje mnie również, co sądzi koleś z tłustymi włosami, w wyciągniętym swetrze mianujący się specem od użyteczności czy całkowicie zagubiony w Internecie urzędas. “Przepisujących Internet” jest na pęczki, tak samo, jak otaczającej nas miernej jakości produkcji – graficznych, literackich, publicystycznych, malarskich, muzycznych. Uważam, że przyczyna leży w chciwości. Gdzie tu mowa o cnotach takich jak pokora, umiar i uczciwość?

Zwłaszcza tu, w Internecie na każdym kroku spotykam złodziei intelektu, kreatywności i czyjejś twórczości. Z łatwością podpisujących się pod tym swoim imieniem i nazwiskiem. Żądza pieniądza i chciejstwo zaślepiło ich do tego stopnia, że nawet nie starają się być w czymś dobrym. A przecież “dobry” to jeden ze szczebli do bycia doskonałym.

Gdybyś wiedział ile materiału na wpisy tkwi w mojej profesji, zapewne złapałbyś się za głowę. Graficy, senior dizajnerzy, art dajrektorzy – słabych mnóstwo. Wielu z nich spieprzy grafikę nawet, gdy robi ją krok po kroku z poradników dostępnych w serwisach graficznych. O braku kreatywności z ich strony nie wspomnę. Czyż nie jest zabawne, że płatnych kursów udziela amator identyfikacji wizualnej i projektowania graficznego? Zarówno on, jak i jego pracownicy nie potrafią stworzyć czegoś chociażby poprawnego. Ostatnio robią nawet za darmo. I gdybym miał tak wszystkich opisywać, nie starczyłoby mi na to czasu. A gdzie rodzina, praca, sen?

O reklamach na blogu pisałem już dawno we wpisie Po co jesteś w stanie się schylić? i trzeba byłoby napisać o tym raz jeszcze, gdyż blogów, które rażą wzrok zamieszczonymi tam reklamami jest cała masa. Na nich często wartość stanowią jedynie reklamy. I nie jest tak jak piszesz. Nawet jeśli ktoś mi zaoferuje 2000 zł / miesiąc za reklamowanie się na tym blogu zostanie wysłany na drzewo. Dlaczego? Ponieważ chcę i mogę.

Krytyka przyjęta i doskonale sobie zdaję sprawę o nieagresji z niej płynącej. Jedynie pragnę sprostować, iż moje wpisy nie powstają na emocjach z wyjątkiem tych, które poruszają tematy budzące mój zachwyt – a ich niestety zbyt wiele nie ma. Głęboko wierzę, że nadal będziesz tu zawsze “just4fun” podczas, gdy ja wytrwale będę spoglądać cwaniakom na ręce.

Pytasz “co się dzieje?”. Pawle, u mnie wiosna.