
Patrzę na ten balon jak tak pompują w niego powietrze i myślę sobie, że kiedyś pęknąć musi. Mowa o agencji, która została powołana do życia całkiem niedawno. Puszczono newsa na blogi i serwisy tematyczne. Zajawka niczym obrazy z Sin City lekko trącająca myszką, bo ani Sin City nie jest na czasie, ani też sposób w jaki przedstawiono wyimaginowaną reakcję ludzi z branży na wieść o powstaniu agencji nie powalał. Huczne zapowiedzi, ambitne hasła i … wielkie chlup niczym kupa wpadająca prosto do wody w muszli klozetowej. Z zapowiadanego wielkiego startu, jedynie blog, który został wzbogacony o amatorsko skrojony materiał wideo, a bijący z niego chaos i smutek wpisują się w falstart. Wygląda na to, że ambicja wzięła górę chyba u wszystkich związanych z “Dumą i Chwałą”. Przyznam szczerze, że po tak głośnej i intensywnej kampanii w internecie spodziewałem się, że wszystkim łącznie ze mną spadną szczęki na ziemię. Jak pierdykną to z grubej rury. A ekipa “DiC” ledwie skompletowała pistolety na wodę oraz zdołała oddać salwę honorową z kapiszonów.
Co więcej agencja, a raczej jej szefowie chcą, by była maksymalnie zbliżona do ideału, największymi fanami mają być ich pracownicy – śmierdzi mi to “Google sektą”. Chcą mieć w teamie najlepszych. Spoglądam zatem na przepis jednego z szefów na smaczną agencję interaktywną. Czytam:
I właśnie o takiej agencji marzymy. Nie idealnej, ale tak bliskiej ideałowi, jak to tylko możliwe w polskich realiach. Nie wiem, czy się uda. Jesteśmy jednak w stanie poświęcić wiele, by stworzyć firmę, której najgorętszymi fanami będą jej własni pracownicy.
Na wzmocnienie tych słów autor pisze dalej, że jego przepis na bycie bliskim ideału to m.in. atrakcyjne warunki finansowe oferowane przyszłym pracownikom. I tak:
Wszystkie wypłaty w Pride&Glory Interactive mieszczą się w przedziale od 4000 do 6000 PLN na rękę. Będą rosnąć. W tej chwili takich kwot możesz oczekiwać przychodząc do nas na rozmowę.(…)
Tym samym kolejna lipa. Cóż jest atrakcyjnego w zarobkach, których widełki to 4000 – 6000 zł? Przecież tyle na dzień dobry dostanie grafik w prawie każdej liczącej się warszawskiej, czy poznańskiej agencji.
Ponadto kucharz DiC wspomina o tym, że w rozkładzie jazdy agencji znajdzie się przymusowa, wspólna wieczerza (pomysł ściągnięty ze starych “Zenków”?):
Poniedziałkowe wspólne śniadanie. Przygotowywane przez kolejnych członków teamu. Na koszt firmy. O 9:30 ma czekać gorąca kawa i świeże pieczywo dla wszystkich.
Dalej analizując przepis szefa kuchni możemy dowiedzieć się, jaka żenada czeka na nowego pracownika. Wrzucą ci książkę na dzień dobry, udostępnią komiksy. Normalnie agencja jakich mało. A dorzucając do tego brandzlowanie się makami, które są na wyposażeniu firmy, jako podstawowe narzędzie pracy nie pozostaje mi nic innego jak tylko stwierdzić, że ego szefostwa przerosło chyba K2, a nawet Mount Everest.
Nie przekonuje mnie powyższe, ani pozostałe, które można doczytać w przepisie. Bo ani dostęp do komiksów oraz praca na makach nie może napawać dumą, ani chwałą nie jest to, by dostawać tak skromne wynagrodzenie jakie mają do zaoferowania szefowie DiC. Czekam na moment, gdy dumny i pełen chwały balon pęknie, by ukazać prawdziwe oblicze tej jakże hiper mega agencji, którą ja postrzegam niestety jako bezbarwną i bez pomysłu. No, ale dajmy im szansę, poczekajmy na pierwsze produkcje. Chociaż przyznam, że nie zachwycił mnie obraz kompletnej amatorszczyzny już na starcie.

Pewnie bardziej “Spirit – Duch Miasta” niż “Sin City” (jeśli już skupiać się na kinie, a nie na samych komiksach Franka Millera), bo ten pierwszy aktualnie w kinach jest.
Nikogo nie chcę bronić, ale jako rodowity Krakowiak muszę niestety przyznać, że proponowane widełki są całkiem niezłe jak na moje miasto i na pewno wystarczające by przyciągnąć tych, którzy do Warszawy raczej nie planują się przeprowadzać.
Ja chętnie poczekam na pierwsze realizacje i opinie pracowników co wyszło z tych pięknych założeń. :)
No obiektywnie to zanim nie zaczną masowo wydzielać z siebie kiczu albo przynajmniej banałów, to chyba trzeba trzymać kciuki- niech sobie iluś ludków pozarabia 4 do 6 paczek. Ja bym od takich pieniędzy chyba dostała wodogłowia.
Ja tam chętnie do Australii polecę na koszt pracodawcy. Najlepszych i najstarszych na rynku z Warszawy (a tym bardziej z zagranicy) na pewno nie ściągną, ale krakowskie agencje to raczej opróżnią z ludzi.
raczej nie.