Wczoraj, gdy pojechałem do MediaMarktu zobaczyć jak działa w akcji mój planowany zakup doznałem zderzenia ze ścianą niekompetencji, nikłego zainteresowania klientem ze strony osób obłsugujących oraz lekceważenia klienta.
Gdy zapytałem pewnego jegomościa, który chwilę wcześniej produkował się przed parą stojącą obok, o parametry i rodzaj matrycy monitora LCD odpowiedział mi, że “yyy … to jest bardzo dobry komputer, a matrycę ma tą ostatnią, którą wymienił pan, więcej powie panu mój kolega w koszuli w biało-czerwone paski”. OK. Pomylił monitor LCD z komputerem. Pikuś. Idę do gościa ubranego w koszulę zgadzającą się z opisem jego poprzednika. Jegomość był tak zajęty rozmową z koleżanką z pracy o tym, jak to bał się, że mu oprawki od okularów pękły i żeby nie skłamać wręcz poirytowany faktem, że przeszkodziłem mu w podrywie rozanielonej opowieścią białogłowej kobiety do tego stopnia, że arogancko odpowiedział na moje pytanie o matrycę monitora. Natomiast na pytanie czy mogę zobaczyć jak ten monitor świeci odpowiedział, że im licencja na Windows się skończyła i jeśli chcę to może mi włączyć niebieski ekran.
I zadaję sobie zatem pytanie dla kogo jest MediaMarkt? Chyba nie dla tych klientów, którzy mają pewną wiedzę i jedynie chcą dowiedzieć się na temat np. pewnych parametrów urządzenia, które jest w sprzedaży. A, że w MM informacje o matrycy monitorów LCD są skrzętnie tuszowane przez nie podawanie ich na tabliczce z ceną, tak tylko idioci będą kupować monitory LCD – których nie możemy na miejscu sprawdzić, podłączyć, przetestować – i inne sprzęty. W końcu monitor, którym byłem zainteresowany do tanich nie należał, a jak widać ja nie należałem do bezcennych klientów, bo zadając pytania techniczne byłem upierdliwym nieidiotą. Idioci nie zadają mądrych pytań. Tylko idioci kupią gówno zawinięte w papierek. Zatem ich sztandarowe hasło musi ulec zmianie: MediaMarkt – dla idiotów!
Efekt? Wyszedłem z MM jak tylko szybko potrafiłem, a sprzęt zamówiłem w sklepie internetowym.
p.s. Przypomniała mi się sytuacja sprzed tygodnia, która miała miejsce w Piotrze i Pawle. Pani w kasie, gdy zwróciłem jej uwagę, żeby sprawdzała podpis na karcie z tym, który widnieje na świstku oddawanym przez klienta odpowiedziała mi żebym zmienił sobie kartę na kartę z PINem. O!