Droga Kasiu, Beatko, Karolino czy inna Klaudio.
Z wyjątkową uwagą i zrozumieniem przeczytałem Twój mail do redakcji wysokich Obcasów” opublikowany na początku sierpnia. Ponieważ byłem na urlopie, odpisuje Ci dopiero teraz.
Tak, masz rację. Młodzi chłopcy, nawet ci z tzw. dobrych domów, bywają okropni. Dokładnie tak, jak to napisałaś. Są zarozumiali, traktują dziewczyny przedmiotowo, bardziej kochają siebie niż kogoś. Wiem, bo mam takiego “osobnika” w domu. Widzę, słyszę, domyślam się i czuję jak mogą Cię traktować.
Przykro mi i przepraszam, bo choć wraz z żoną staramy się go wychować w poszanowaniu do kobiet i choć ma zupełnie inny – niż opisujesz – przykład stosunków damsko męskich w domu, chyba jest w stosunku z rówieśnicami taki, jak to opisujesz.
Tak, jest inteligentny, zabawny, trudno się z nim nudzić, na dodatek jest przystojny, wysportowany, ma gust od ubraniowego, przez kulinarny (co jest chyba wyjątkiem wśród tak młodych ludzi) aż po muzyczny. Dlatego trudno się dziwić (co wiemy i widzimy), że otacza go nieustannie tłum dziewczyn takich jak Ty (a nawet starszych o dwa-trzy lata, co w tym wieku jest raczej rzadkie). Dziewczyn, które chcą go bliżej poznać, zaprzyjaźnić się, a może nawet pokochać.
Wiem, że miał już kilka tzw. dziewczyn od mniej więcej 15 roku życia. Wiem, że nawet te niektóre “byłe” do dziś przysyłają widokówki, więc może i SMS czy maile. Nie wiem natomiast, czy którąś z nich zranił i czy zraniłby Ciebie. Czy jest
taki dokładnie taki, jak to opisujesz w swoim mailu. Nie wiem – on nie chce się dogłębnie zwierzać, my dyskretnie tylko pytamy go o
takie sprawy. A na pewno nie będziemy “truć” a`priori “pamiętaj synku, żeby nie krzywdzić, bla, bla, bla…”
;)Ale wiem jeszcze jedno – my dajemy mu raczej dobry przykład w każdym dniu. Widzi (obecnie) parę czterdziestoparolatków, którzy mimo dwudziestoletniego stażu małżeńskiego i dwudziestopięcioletniej znajomości nadal nie wstydzą się w domu przed telewizorem pocałować, przytulić, którzy rozmawiają ze sobą, nie krzyczą nigdy na siebie, którzy robią sobie codziennie drobne przyjemności,
którzy mimo bagażu doświadczeń przeżyć chcą bywać ze sobą, wychodzić razem, tańczyć, kochać się ze sobą…
Ba, nawet teraz, gdy syn wyjechał, chciało im się “uciec” jak za starych studenckich czasów z plecakami w góry…
Cóż jeszcze Dorotko, Marcelino, Agato czy Kasiu możemy dać jeszcze naszemu synowi na etapie wychowywania jeśli chodzi o sferę “uczuć” czy “spraw damsko – męskich”???Nie wiem, może Ty mi podpowiesz…
Może mój chłopak jest faktycznie niezbyt dobrym da Ciebie człowiekiem, może faktycznie bardziej jeszcze kocha siebie niż Ciebie?
Może… :(Ale może jednak to nie do końca moja i żony wina? Może w “tych” sprawach więcej właśnie masz do powiedzenia Ty i Twoje
koleżanki? Tzw. środowisko?Wiesz? Z racji mojego zawodu spotykam się bardzo dużo z studentami. Dużo z nimi rozmawiam – oficjalnie i (później) nieoficjalnie, często przy piwie na “takie” tematy. I co się okazuje? Że mój syn, podobnie jak jego rówieśnicy mają teraz “fajne” życie!!!! Trochę mu zazdroszczę ;)
Teraz np. nie musi odprowadzać dziewczyny po randce do domu, może się na nią spóźnić (zresztą od czego komórka), możecie iść potańczyć codziennie, w zależności od kaprysu, tanie są taksówki, rozwinięta sieć komunikacji zbiorowej…
… no żyć nie umierać, po prostu z “tymi” sprawami.
Tym bardziej, że łatw teraz o “wolny kwadrat”, gdzie “starzy” nie trują, prezerwatywy są wszędzie a seks…No właśnie – seks!
Młody, niegłupi i niebrzydki chłopak dostaje go z taką samą łatwością, jak wszyscy inni dostają proļki np. sera albo jogurtu w hipermarkecie!!! I nie mówię tu o jakiś blacharach, osiedlowych panienach z zakolczykowanym brzuchem na wierzchu i ze złotymi paskami czy butami, które robią “to” w dyskotekowej toalecie a za punkt honoru mają utratę dziewictwa w gimnazjum,
nie tych, które traktują mówienie do siebie “towar”, “laska” “spierd…” itp, ale mówię o Tobie i Twoich kolezankach
Tak, tych “mądrzejszych” (bo za taką się pewnie uważasz), tych lepiej wykształconych, tych, co nie oglądają “M jak miłość” czy “Jak oni śpiewają” tylko tych co czytają Prousta i dyskutują nad ściągniętym z Internetu filmem “niszowym” (bez polskich napisów, bo i tak znają świetnie angielski). Tych, co słuchają “Kapeli ze wsi Warszawa” i znają na pamięć całe słowa piosenek
“U2″, bo tak się przejęły ich głębią. Te, które dobierają swoje ubiory nie wg konfekcji z sieciowych sklepów, ale samodzielnie komponują indywidualne stroje, które starannie dobierają nawet perfumy, posiadając na ten temat zadziwiającą
wiedzę.
Ale… co robią takie “inteligentne” dziewczyny? Otóż… też zachowują się jak kotki w marcu. Tyle, że przez cały rok.
Zarzuciłaś mojej żonie (pośrednio i mnie) w liście do redakcji “WO”, że wychowaliśmy sobie samoluba, egoistę, sobka…
Ale… z kim i z CZYM (z jakim podejściem) on się spotyka na co dzień?Wiesz? Jest takie stare ludowe przysłowie. Wulgarne, ale jakże prawdziwe: “jak suka nie da, pies nie weźmie”.
Tłumacząc to na bardziej cywilizowany język powiem Ci tak: JEŚLI CHCESZ, BY MÓJ SYN CIĘ ZASZANOWAŁ, ZASZANUJ WCZEŚNIEJ SIEBIE.Na razie efekt jest taki, że nie mój syn może nie szanuje czegoś, co jest takie łatwe, takie proste. Pstryk! I jest! Wiesz – jak w kawale o piaskownicy: jak “mięśko, co siamo przipełzło”. A Ty? Ty swoim podejściem do seksu, pozwalaniem sobie na takie, a nie inne traktowanie, tym, że jesteś “łatwa” wytrąciłaś sobie największą kobiecą broń z ręki. Jesteś bezbronna, jedyne co możesz to pisać na forum i wypłakiwać się innym skrzywdzonym koleżankom. I nie mów mi proszę o swoim prawie do orgazmu, o tym że też chcesz, że czasy się zmieniły, że rewolucja seksualna była już dawno, że nie żyjemy w średniowieczu itd. Ja mówię o szanowaniu siebie, a nie celibacie. Zaszanuj siebie najpierw sama, a potem wymagaj, by inni szanowali Ciebie.
PS: Nie mamy córki. Ale dwie ma np. brat. Są szczęśliwe. Jedna ma już dzieci, druga jest w podróży poślubnej. I zaręczam Ci, że nie martwiły się o przypadkowość “galarety” w swoim brzuchu (tak to bodajże napisałaś) z której pocznie się kolejne życie. Nie mam córki, ale mam wiele, wiele koleżanek, które z racji wieku mogłyby nimi być. Lubią mnie, zwierzają mi się. Niektóre to wiedziały, niektóre już zrozumiały to, co teraz Tobie chcę wytłumaczyć.
Że trzeba się szanować. Od łóżka (czytaj seksu) po traktowanie w szkole, na uczelni czy tańcach aż po sposób, w jaki się do Ciebie zwracają czy nawet, w jaki chcesz, by na Ciebie patrzono.
Pomóż mi wychować mojego syna!!!
Za forum.gazeta.pl.

Taaa i pojawila sie odpowiedz nastolatki do matki chlopca. Zalosna niestety
Powyższe jest odpowiedzią na list, o którym wspominasz. ;)
na razie mam tylko syna, za miesiąc będę miał córkę – zbadam, porównam :)
wiesz co – nie mam sily tego czytac. wymieklem po bardzo “obiektywnym” opisie syna :]
to przeczytaj do konca, nie ma znaczenia opis syna, tylko przeslanie do dziewczyny.
Trochę nabzdyczone. Chyba ten ojciec chłopaka zbyt serio wszystko bierze. Myślę sobie, że skoro zdecydował się wysmażyć tak wzniosły i pełen frazesów (a czasami nawet bezpodstawnej agresji) list, musi być jednak bardzo ciężkim we współżyciu ojcem. Ojcem, co to wszystko wie najlepiej, co to rozumy pozjadał, co to na wszystko ma gotową odpowiedź, co to niby słucha, ale tak naprawdę obmyśla ripostę. Ech… nie zazdroszczę temu przystojnemu, pachnącemu i inteligentnemu 18-latkowi…
Życiowe…
Otóż to (do trzech ostatnich komentarzy).
Hmm – a literówka w nagłówku rozumiem jest testem na to jak uwaznie czytaja ciebie czytelnicy ? :> I zakładasz ze po ilu dniach napiszą ci o tym to takie jest poziom średniego czytelnika ? No to może ja za tydzień sie zgłoszę :).
Dzięki.
Odpowiedz Wojtka Orlińskiego
http://wo.blox.pl/2007/08/Emo-nastolatki.html
Zwykła prowokacja. Przejaw mizoginizmu albo pustej złości, że sam nie może skorzystać z tych “inteligentnych i łatwych”, bo ani on pachnący ani przystojny. Według mnie potrzeba rekompensaty własnych frustacji spowodowala, że autor tego listu znalazł czas na pisanie takich wypocin. Naprawdę nie pojmuję czemu niektorzy chcą narzucić kobietom określony sposób postępowania (np: pod pozorem wychowania synka hahahaha). Jak kobieta jest naprawdę mądra (i nie chodzi mi o czytanie książek, ale zwykłą mądrość życiową) to nie poleci na wypacykowanego egositę. Pozdr