Ta notka miała być komentarzem do wpisu na blogu, o którym mowa w dalszej części. Jednak ze względu na zauważalną ostatnio tendencję do niepublikowania komentarzy z odmiennym zdaniem niż reprezentowane przez autorów różnych blogów, postanowiłem umieścić go u siebie w postaci poniższej publikacji na wypadek, gdyby mój komentarz nie przeszedł przez weryfikację. Przede wszystkim, żeby zacząć polemikę z poniższym, należy zapoznać się z rzeczonym wpisem na blogu MCPL: Nowa Wirtualna Polska wygląda prawie jak Yahoo – na obalenie teorii o rzekomym prawie wyglądaniu ekran porównawczy.
Z uśmiechem na twarzy przyglądam się na blogu MediaCafe PL małej wojence wywołanej w komentarzach przez dotkniętych słowami krytyki pod adresem właściciela bloga. Nie pierwszy raz jestem świadkiem, jak wcześniej wspomniany autor bloga MCPL próbuje uchodzić za znawcę tematu projektowania, tym bardziej projektowania serwisów internetowych. A na celowniku pojawił się odświeżony wygląd strony głównej portalu wp.pl, o którym pisałem w poprzedniej notce. Potraktowałbym tę próbę fachowej oceny – bo inaczej tego nazwać się nie da – jako luźne uwagi osoby korzystającej z internetu, ale w momencie, gdy osobiste wrażenia przeobrażają się w często zapożyczone z innych recenzji argumenty i mentorskie pouczenia, nie mogłem obok tego przejść obojętnie.
Do tekstu autorstwa K.U. pojawiła się krytyka ze strony anonimowego użytkownika. Przyznam, że trafna i słuszna, ale pan właściciel MCPL postanowił walczyć i udowadniać, że racje może mieć tylko jedna słuszna strona (czyżby znajomy braci K.?) na początku wykpiwając swojego rozmówcę, a następnie twardo broniąc swojego tekstu o wp.pl. Najcięższy z kontrargumentów K.U. to anonimowość komentującego. A co to za różnica? Tak, jakby na szybko nie można było wymyślić podpisów.
Liczne komentarze “wygwizdujące” anonimowego komentatora świadczą o rosnącej skali pojawiających się samozwańczych speców i pseudo fachowców, którzy zyskują swoich fanów. Chociaż, powątpiewam i zastanawiam się czy przypadkiem sam K.U. nie jest ich autorem, gdyż na tym blogu również zabawiał się w anonimowego komentatora (zobacz komentarze “Guru” i “Obsa” w Kto was tak urządził?). Pojawiła się nawet wersja, że za rzekomym Anonymousem stoi Piotr Mikołajski, autor bloga Rózga Świętego Mikołaja – hej, chłopie, to naprawdę Ty? ;) Być może przesłanką dla oskarżycieli jest powszechnie znane stanowisko Piotra odnośnie pseudo-autorytetów. Równie dobrze można by podejrzewać i mnie, gdyż podobnie jak Piotr nie toleruję “fachowców za pięć złotych”.
A co na poparcie teorii o niekompetencji guru? Otóż pan wszędzie widzący Web2.0 często jako błędy podaje brak chmury tagów. “Chmura tagów” (zarzuty o ich braku na stronach WP i Dziennika), czy blogi redakcyjne (dziennik.pl) są na tych stronach po prostu niepotrzebne. Jesli chodzi o chmurę tagów to dobra jest na blog lub serwis społecznościowy nakierowany tematycznie. W przypadku portali wydaję mi się, że takie rozwiązanie wprowadzałoby bałagan. Wolę tradycyjny podział na kategorie i zajawki w nich zawarte. Pan K.U. często in-minus zalicza także brak podcastów i plików wideo na głównych stronach serwisów – to chyba typowe dla łebdwazerowych wyznawców?
Błędem jest niekorzystanie z dobrych narzędzi stworzonych przez Web 2.0.
Powyższe świadczyć może o niewiedzy autora. Jakie to narzędzia tworzy Web 2.0? (to jakaś firma?).
Portal wp.pl, choć pozostaje trochę toporny i brak mu dbałości o szczegóły estetyczne jak na gazeta.pl, wyróżnia się graficznie na plus na tle innych konkurencyjnych portali: onet.pl, interia.pl, o2.pl i to już jest sukces.
O brak dbałości o szczegóły estetyczne można oskarżyć niedawno “przemalowany” portal Gazeta.pl. Strona główna portalu Wp.pl jest przejrzysta i estetyczna. Aby wizualnie zobrazować różnice w czytelności i porządku na korzyść WP poniżej ekran:
Uwaga o czytelności i mądrość z niej bijąca:
(…) na monitorze lektura jest wolniejsza niż na papierze m. in. ze względu na złe światło i gorszą rozdzielczość. Rozdzielczość obrazu na ekranie wynosi 72 dpi, rozdzielczość papieru (a dokładniej mówiąc – elementów graficznych) – 320 dpi, czyli ponad cztery razy więcej.
Bzdura. Tak samo śmieszne były zarzuty o szerokość portalu. Porównanie szerokości nowej Wp.pl z szerokością Yahoo.com, pan specjalista podawał … w centymetrach (sic!).
Za mała szerokość stron. Mają one niespełna 21 cm, podczas gdy Yahoo mierzy „aż” 26,5cm. To kwestia rozdzielczości monitorów jakimi dysponują Polacy.
Ważne jest by nie powielać błędów popełnianych przez ludzi nie znających się na tym co opisują i o czym mówią. Dlatego też należy uświadamiać osoby mające styczność z daną dziedziną od niedawna, że ich magiczni, pełni blasku guru są niewłaściwymi ludźmi na niewłaściwych miejscach. Po to, by przyzwolenie na głoszenie chybionych teorii znacząco malało.
Tego typu osób wokół was jest więcej. Wystarczy się rozejrzeć by oprócz pana recenzującego strony internetowe zobaczyć zaraz obok gościa od użyteczności i dostępności nie radzącego sobie z użytecznością na stronach przez siebie produkowanych; pana od marketingu zacięcie przepisującego na polski zagraniczne materiały nie podającego źródeł, etc.
Nie wypada przemilczeć głośnej afery z udziałem K.U., która niedawno miała miejsce w polskiej blogsferze odnośnie przywłaszczania materiałów, informacji oraz tekstów. WirtualneMedia (WM) ukradły tekst, który wcześniej pojawił się na blogu MCPL – pan Krzysztof (LINK) padł ofiarą kradzieży. WM znane są nie od dziś z tego, że często publikują pod własnym szyldem teksty, których autorami nie są. Jednak sądzę, że doszło do tzw. sytuacji, w której “złodziej okradł złodzieja”, gdyż stwierdzenie o Dziennik.pl jako plagiacie Spiegel.de prędzej padło z ust Łukasza Dyszego dyrektora w MindChilli. Rozumiem jednak, że pan K.U., internauta od niespełna kilku lat, znał już od dawna stronę Wayback Machine i zaraz po premierowym wejściu na Dziennik.pl postanowił porównać go ze starym Spiegel.de? Możliwe, ale mało realne.
Trochę starszy przykład to wpis o firmowym blogu Mediapolis, na którym skrzętnie ukrywa się wszelkie źródła świadczące o silniku, w oparciu o który został zbudowany blog. W moich oczach taka osoba staje się mało wiarygodna – tuszuje lub nie podaje źródeł. W tej teorii nie jestem odosobniony:
Urbanowicz pożycza newsy niby rzetelnie (z podaniem źródła), ale niczego nie ułatwia czytelnikowi – do mojego źródła, czytelniku, to już traf sobie sam. A właściwie to nie grzeb po źródłach, ja ci to znajdę i opiszę. I siebie wykreuję.
(źródło: komentarz ALLYO)
Nie umniejszając panu Krzysztofowi wiedzy i doświadczenia w branży wydawniczej sądzę, że recenzując mentorskim tonem lecz w amatorski sposób pojawianie się nowych portali lub ich nowych wersji sam nadszarpuje swoją reputację fachowca opisując branżę, której jest tylko fascynatem i entuzjastą, a nie specjalistą.
Już raz leżał. Czy znowu się podniesie by walczyć żenującymi argumentami? Aż ciśnie się na usta “Upadłeś? Powstań! Maszeruj albo giń”.


U-ła ostro, ale fachowo. Cóż błędy popełnione przez Pana Urbanowicza wytknąłeś już i Ty ,i Gal Anonim w komentarzach na jego blogu, więc nie mam co dopisać…
Zgadzam się ze stwierdzeniem, iż jeśli ktoś nie jest specjalistą w danym temacie, to nie powinien recenzować np. stron mentorskim stylem, grzmieć, że to powinno być tak, a to tak. Oceniać nikt nikomu nie zabrania (bo sam to robię), podpowiadać ciekawe rozwiązania też nie, ale lepiej spuścić z siebie powietrze i podejść do sprawy na luzie. Mało nam pieniaczy w real life, że potrzebujemy ich jeszcze w cyberku?
No i potwierdza się stwierdzenie, iż Polska jest o tyle specyficznym krajem, że liczba ekspertów w tym kraju jest równa liczbie jego mieszkańców ;)
Ehh lepiej chyba blogować sobie o śmiesznych flashach ze śmieszną muzyką.
Temat również ciekawy, a nie wywoła tylu kontrowersji ;)
A tak na poważnie: jeszcze niedawno, na Twoim blogu dziwiłem się niechęci “miejscowych”do K.U. Teraz już w pełni rozumiem.
No co Wy, przecież portale są jak prasa – Ydentyko tyle, że bez tuszu.
Szanuje KU za wielka wiedze i doswiadczenie w dziedzinie prasy, ale wstyd czytac to co wypisuje i jak ripostuje. Najbardziej zmierziła mnie próba włożenia adwersarza w szufladkę pt “techniczny” co “nie widzi lasu”.
oj kompleksiory wychodzą i narcyzm w wersji 2.0
1. To miał być komentarz? Tysiąc słów? :)
2. Ja rozumiem porównanie do Yahoo!, nie rozumiem stanowczości i siły argumentów Urbanowicza oraz braku zaprzestania na pewnych skojarzeniach (z których powstało tytułowe stwierdzenie). Już tłumaczę:
* Yahoo! na całym świecie jest rozpoznawane jako sztandardowy portal.
* Utarło się powiedzenie, że Yahoo! jest wyznacznikiem wyglądu portali. Poprzednia wersja Y! była „skserowana” (nie mam niczego złego na myśli, nie bić) także przez Wp.pl.
* Niedawna zmiana layoutu Y! wywołała spekulacje, że teraz wszyscy inni się będą przesiadać na nowe układy.
* Nowe Y! jest napakowane JavaScriptem, co nie dziwi, ponieważ dobrze użyty JS zwiększa dramatycznie użyteczność i zwiększa walory serwisu – tak się to teraz robi, Y! zatrudniło ludzi znających się na robocie.
Kontynuując – znajdują się na nowej Wp.pl elementy, które odwzorowują Y!. JavaScript, zrezygnowanie z mocnego niebieskiego (0, 0, 255) do oznaczania linków na rzecz przygaszonego, ikonki pomagające rozpoznać różne funkcje…
Uważam, że nie można powiedzieć, że Wp.pl nie wzorował się na pomysłach Y!. To tak jakby robiąc serwis wideo nie wzorować się na YouTube. Przesadą jednak jest mówić, że Wp.pl to kopia Y!. Autor Mediacafé trochę przesadził z mocą wpisu IMHO.
Odczuwam podobne wrażenie jak Piotr (Riddle), tym samym podzielam zdanie Raffiego (co mnie zdziwiło bo rzadko to ma miejsce). Co tu dużo mówić wpis nie powinien się pojawić oficjalnie, myślę, że jest pisany na siłę bez większej wiedzy na temat który się pisze. To sprowadza tylko do osłabienia swojego wizerunku, który niewątpliwie był budowany przez lata. Stąd moje zdziwienie, że taka osoba jak Pan Krzysztof publicznie krytykuje stronę wp.pl w takiej stanowczej formie.. wg mnie kompletnie niepotrzebnie.
Cóż, rozczaruję pewnie wielu, ale to nie ja krytykowałem Urbanowicza jako “Anonymous” — co nie oznacza, że z jego komentarzami się nie zgadzam :)
Nie mam pojęcia, skąd w ogóle pomysł, że będę kogoś krytykował anonimowo — zawsze podpisuję się pod swoimi komentarzami, a i pliterek używam.
Po doświadczeniach z blogiem Urbanowicza (pieprzenie od rzeczy, cenzurowanie niewygodnych dla siebie komentarzy) przestałem tam zaglądać — szkoda mi czasu i nerwów na czytanie kolejnych głupot. Nigdy też nie miałem feedów z tego blogaska w swoim czytniku RSS, nawet w katalogu “Polski śmietnik”, gdzie pojawiają się wpisy szeregu innych domorosłych ekspierdów.
Samego Urbanowicza stawiam obok takich “autorytetów”, jak Majewski czy Kiyosaki. Kto mnie zna, ten doskonale wie, że to nie jest żaden zaszczyt…
Wszechstronność Urbanowicza zaczyna mi przypominać wszechstronność proszku do prania — środowiska nie zniszczy, gacie wybieli, wodę zaoszczędzi, zadba o kolory i niewiele kosztuje. Podobnie Urbanowicz — zna się na prasie, opowiada o Internecie, serwisy recenzuje pod każdym kątem, no i ekspierdyzuje na temat Web 2.0. Rzecz jasna wszystko z taką samą skutecznością, jak ów tani proszek…
Jako że na jego blog zaglądam jedynie wtedy, gdy ktoś mi pokaże kolejny idiotyzm, to nie mam zbyt wielkiego przeglądu osób tam komentujących. Nie widzę tam jednak wypowiedzi specjalistów (wyjątki liczone na palcach jednej ręki potwierdzają regułę), raczej grono osób anonimowych lub nastolatków. Większość z nich przyklaskuje autorowi, licząc na ciepłe słowo z jego strony i lśnienie blaskiem “autorytetu”.
Jeśli chodzi o “afery” z Urbanowiczem w tle, to wrzucam moje ulubione:
– bezpodstawne oskarżenie Kataryny o branie kasy z Agory, co podważało jej wiarygodność w oczach czytelników jej bloga;
– cenzurowanie niewygodnych dla siebie komentarzy na blogu;
– brak podawania źródeł (choćby w przypadku “afery” z wyglądem serwisu Dziennik.pl);
– niedokładne podawanie źródeł, jak np. “Internet Standard” czy “Gazeta.pl” zamiast pełnego linku do artykułu;
– publikowanie anonimowych komentarzy podpisanych różnymi imionami;
– pszennoburaczany poziom dyskusji na cudzych blogach.
Można tak jeszcze długo, ale to nie ma sensu. Urbanowicz usiłuje wykreować siebie na Guru Web 2.0 i ludzie nie orientujący się w tematyce mogą w to uwierzyć. Ludzie ciut bardziej w niej zorientowani wiedzą, że Urbanowicz to wyłącznie “góró internetó”.
P.S. Tak na marginesie afery z Dziennikiem i Spieglem — do grona obrońców Urbanowicza dołączyło IDG. O tyle mnie to śmieszy, że do marca tego roku IDG publikowało wpisy z cudzych blogów w swoim Fiderze i nie pytało nikogo o zgodę. Miałem zrobić na temat tych narzekań wpis u siebie, ale mi się odechciało…
[...] Uwielbiam ten Internet Web 2.0. Nie tylko z tego powodu, że jestem pewnie od niego uzależniony, ale również dlatego że toczą się tego typu dyskusje, jak na blogu Krzysztofa Urbanowicza oraz u RAFiego. Mówcie co chcecie, ale korzystam z Internetu od dawna. Pamiętam dobrze czasy modemów, tańszych impulsów po 22:00, ale tego typu dyskusji nie widywałem nigdy przed pojawieniem się ery Web 2.0 :). We wspomnianych wiadomościach jest w skrócie bitwa, któż jest większym ekspertem w sprawach internetowych, kto ma prawo recenzować serwisy, a kto nie. Ja generalnie zdecydowanie staję po stronie RAFiego i wielu innych, ale tym razem nie o tym chcę pisać :) [...]
skoro posiadanie akwarium powoduje zdobycie wiedzy pozwalajacej na bycie ministrem gospodarki morskiej, to posiadanie dostepu do internetu powoduje automatycznie zdobycie wiedzy pozwalajacej na bycie specem od web 2.0
proste
Przyganiał kocioł garnkowi ;) . Wystarczy poczytać odpowiedzi Rafiego np. tu.
Ja tutaj gryzmolę na dwa ekrany, a Zenobia podsumowuje to ładnie jednym akapitem :)
PS. RAFi, ten asd to kolejne wcielenie naszego ulubieńca?
Pan Urbanowicz i projekty stron www cha cha cha cha – Ten Pan razem ze swoją agencyją 5W Mignon Media powinien trzymać się z daleka od internetu, to co zrobili dla gazet regionalnych Orkla Press jest poniżej krytyki.
Żeby tak spierdolić robote trzeba sie postarać.
To ja wesprę powyższy komentarz i pozwolę wrzucić trochę linków – RAFi, przepuść ;)
- Dziennik Wschodni
- Gazeta Lubuska
- Gazeta Pomorska
- Gazeta Współczesna
- Głos Pomorza
- Kurier Poranny
- Nowiny
Mikołaj asd należy do uśpionych pieniaczy czekających na swoją okazję do przyp****olenia się do autora tego bloga. ;)
cześć,
Mikołaj….. fajnie że podrzuciłeś linki…. projekty dość podobne do siebie, nie sądzicie? biorąc pod uwagę że estetycznie są kiepskie może warto się wzorować czasami?
a tak apropos tej całej krytyki to myślę że na swoim blogu sobie można pisać co się chce i tyle……. bo jak nie to gdzie niby?
ja tylko się modle przy okazji takich ekspertyz aby Internet Standard wywiadu nie robił z Panem Krzysztofem :)
Dziękuję za wyjaśnienie ;)
BTW — bardzo brzydko te linki wyglądają. Gdybym wiedział, to przemógłbym lenistwo i podlinkował tytuły.
Projekty podobne do siebie, bo z tego co wiem takie bylo zalozenie. Jeden grid, jedne miejsca rekalmowe, jedna rodzina :) Strona pierwsza, strona matka było http://www.nto.pl. To od nich Urbanowicz i jego firma zaczełą projekt strony www. A samych gazet regionalnych należących do Orkli jest chyba z 12! Orkla wzorowala sie na swoich spolkach z Norwegii, tam ich gazety regionalne oinline wygladaja tak samo.
Tak czy siak brzydkie i nie funkcjonalne..ja przynajmniej pamiętam wcześniejsze wersje. Panie Urbanowicz nie popisaliście się…bedzie 12 ale na pewno nie wspaniałych…
Nawet przy wspólnym układzie strony i podobnych założeniach graficznych można zrobić kilka(naście) ładnych i funkcjonalnych serwisów. Tymi produkcjami nie jestem zachwycony, tym bardziej że nie wychodzą z ręki pojedynczego autora, ale całej agencji.
Co do własnego bloga…
Oczywiście, że na własnym blogu można pisać wszystko. Zawsze jednak pozostaje jedno podstawowe pytanie — czy wszystko pisać trzeba?
Na samym początku MC było sensownym blogiem traktującym wyłącznie o prasie i byłem gotów polecać go jako źródło takich właśnie informacji — o zmianach w gazetach i pismach. Niestety, pewnego pięknego dnia Urbanowicz postanowił pisać więcej, niż powinien — mianował się ekspertem d/s Web 2.0 i zaczął pisać bzdury. Wolno mu, ale czy to miało sens? Przez takie działanie MC nie jest już sensownym i wartym polecenia blogiem tematycznym, ale zbiorem lepszych i gorszych wpisów na tematy ogólno- i okołomedialne.
Urbanowicz nie jest w stanie zrozumieć, że sama fascynacja jakimś zjawiskiem nie jest wystarczającym powodem do ferowania wyroków na temat owego zjawiska. Fascynacja nie jest też równoznaczna z wiedzą, o czym Urbanowicz albo nie wie, albo wiedzieć nie chce. Jego postawa przypomina mi faceta, który czytając codziennie parę gazet uznaje się za specjalistę od redagowania, składu i całego procesu produkcji i kolportażu prasy.
To ja powiem tak , takimi postami to robimy temu “specjaliście” reklamę :)
Nie chciałbym takiej reklamy.
Nie pamiętam kto to powiedział “nieważne jak o mnie mówią ważne żeby nie przekręcali mojego nazwiska” czy jakoś tak to było.
Rek, to nie jest reklama i chyba już o tym nawet u RAFiego pisałem. Jeżeli sam Urbanowicz mianuje siebie guru od Web 2.0 i gromadka wyznawców pieje pieśni, to jedynie taki obraz Urbanowicza znajdziesz w Google. Jeżeli jednak na poczytnych blogach pójdzie trochę konkretnych i merytorycznych informacji krytycznych, to Google będzie to brał pod uwagę.
U siebie do takich góró linkuję zawsze z nofollow — czytelnikowi to nie robi różnicy, a ja nie reklamuję takiego gościa linkami zauważalnymi dla Google. Wpisz sobie “góró” w Google i zobacz, co jest na drugiej pozycji ;)
” Anonymous said…
Nie wiem czy pan zna blog Raffiego. Nie polecam, ale w kontekcie tej “dyskusji” zachęcam, żeby pan rzucił na niego okiem. Facet ma duuuuuuuże mniemanie o sobie i prezentuje duuuuuuuży potencjał złośliwości. Chyba pana nie lubi, czym jednak bym się za bardzo nie przejmował, bo to raczej komplement.
wtorek, 19 grudzień, 2006 ”
To znalazłem na blogu Urbanowicza we wpisie o WP.
rek:
Hehe krzaki mają głos. Nawet wiem kto to napisał. ;)
Bo widzicie ludziska, Urbanowicz to ludzki pan. Takie wredne komentarze Anonymousa są nic nie warte, ale on je skomentuje i zostawi, choć jego koledzy na zachodnich poważnych blogach by je wycięli…
Ofkors komentarzy krytykujących jego krytyków nie tylko nie wytnie, ale nawet nie skomentuje.
Ma gość klasę niczym Webski Stefan.