Kolejny polityk (“A on ciągle zdalnie sterowany”) w ostatnim czasie dołączył do grona blogerów, którzy uznają blog jako rodzaj PR. I gdyby nie to, że Pawlak przejadł mi się już dawno temu, i gdyby nie to, że bloga ma na Onecie – najgorszym miejscu dla bloga, to może bym go czasem czytał. Zerknij do Waldka jeśli masz siły, zdrowie lub ochotę.
Co oni tak z tym Onetem? Chyba im nie płaci…
A przy odpowiednim rozgłosie (info w serwisach informacyjnych, w prasie, w portalach to jest odpowiedni rozgłos) każdy blog znanej osoby byłby bardzo popularny… No, chociaż fakt, że na własnym serwerze to my płacimy za transfer…
Przynajmniej nie jest tak mdly jak ten Marcinkiewicza i spokojnie mozna to czytac bez szkody dla zdrowia ;) Teraz tylko czekac az na wiejska dotrze informacja ze jest cos takiego jak WordPress i wlasna domena ;)
Onet przyjmuje tych odwolanych se stanowisk;)
Co oni z tym Onetem? Oni, nic. To Onet co z tymi politykami? Jeszcze, żeby było wiadomo, że to Pawlak, Marcinkiewicz nie piszą, sprawa byłaby jasna, ale nie. Niech ciemny lud myśli, że to oni blogują. :)
Zresztą kolega krzychu jest z firmy, mógłby zdradzić nieco Onetowych sekretów.
Żelazny Walduś to stary internauta. Pamiętam jak przez mgłe, że miał stronę www kilka lat temu, którą sam prowadził czy też nawet zrobił. Wtedy jeszcze się nikomu o blogach nie śniło
Proszę cię bardzo ….
Odpowiedni rozgłos mogą faktycznie zapewnić wyłącznie masowe portale – więc decyzje Marcinkiewicza i Pawlaka są – zwyczajnie – rozsądne. Taki lajf.
Polityków oczywiście trzeba uświadomić – ale dotyczy to raczej tych na początkowej fazie: to jest jak śnieżna kula – jak zdobędziesz liderów, to reszta przyjdzie sama.
Co do samego Pawlaka – no cóż – w sumie nie znam obecnej sytuacji PSL i nie wiem, czy wcześniejsze ich dochody z BGŻ nadal ich zasilają …. :P
krzychu no ok, ale czy macie head-hunterów w dziale marketingu, którzy nagabują polityków do pisania bloga i na dodatek właśnie u was?
RAFi, to mało ważne czy mają headhunter’ów. Z resztą sądzę, że ich nie mają i to się trochę innaczej odbywa ;-)
Mnie ciekawi zupełnie co innego – kto tym tłukom to pisze ?
To miało być moje kolejne pytanie do Krzysztofa. ;)
Nie ma headhunterów :)
A kto im to pisze? Sami sobie piszą … i mnie to bardzo cieszy. Sami piszą w tym sensie, iż Firma Matka nie ma wpływu na treść … a co do konkretnych przypadków to pewnie jak w życiu: jak VIP ma czas, to coś skrobie, a jak nie ma, to skrobie jego asystent – tak to sobie wyobrażam…
Powiem tak – krzychu i tak Ci nie wierzę. Nawet jak byłoby inaczej niż mówisz to i tak nie wypada Ci powiedzieć inaczej niż teraz :)
Ja osobiście czekam na fotoblogi Renaty B. albo dwóch takich… To będzie dopiero hicior!
Walduś Pawluś to ostatnio mój bochater bo przecież jest pierwszym ochotniczym sikawkowym RP trzeciej i chyba czwartej,największym batmanem ze wszystkich batmanów
sejmowych o niewierności nie wspominaiąc, oraz jedyną poważną twarzą sejmową.
[...] Jak donosi Rafi Waldemar “Kamienna Twarz” Pawlak bloguje. Trzeba przyznać, że pompy takiej jak przy blogu Kazia nie było. Szczerze mówiąc o “blogasku” Waldemara dowiedziałem się dopiero z blogu Rafiego. Zresztą widać po komentarzach, że nie jest aż tak popularny jak były premier. [...]
@shrew
Żal mi autorów takich wpisów jak twój. Wierzą bowiem w jakieś zabobony – np. że jak wyślesz tego maila do 5 osób, to Onet wypłaci choremu Tomkowi 100 zł, albo np. że Onet zatrudnia setki głupich studentów do pisania głupich komentarzy etc. itd. itp. Aż dziw, iż dotąd nie ma innej urban legend o Firmie Matce w stylu onet wyrabia macę z krwi niewinnych …
Zadziwia mnie to wszystko. W mojej ocenie takie mity i zabobony biorą się z czystego resentymentu lub mechanizmów podobnych do psychologii psa ogrodnika.
I druga rzecz – niewiele spraw potrafi wzbudzić moje natychmiastowe oburzenie. Jedna z nich polega na tym, że ktoś wie lepiej niż ja co ja mogę myżleć, a czego nie …
I na koniec – mam zasdę, której się trzymam od zawsze – w Internecie reprezentuję tylko siebie: jestem osobą prywatną w 100%. Dlatego m.in. unikam jak ognia wypowiadania się w imieniu onetu – nie prowadzę niczego, co możnaby nazwać firmowym blogiem: między innymi dlatego, żeby nie mieć dylematów co wolno, a czego nie wolno mi powiedzieć.