Stadium Arcadium – album roku?

Najnowszy album Red Hot Chili Peppers składający się z dwóch CD, noszący tytuł Stadium Arcadium, to niewątpliwie najlepsza pozycja w dyskografii kapeli rodem z Kalifornii. W moich głośnikach od prawie 24h i podoba się jeszcze bardziej, niż chwilę wcześniej. To wszystko z pewnością za sprawą kawałków Wet Sand, Tell Me Baby, Snow (Hey Oh), Hard To Concentrate, Strip My Mind, Hey, Slow Cheetah, Torture Me oraz tytułowego Stadium Arcadium. “Papryczkom” czteroletnia przerwa wyszła na dobre i pomijając poprzedni, średni album “By The Way” sądziłem, że czegoś lepszego od “Californication” nie będa w stanie nagrać. Myliłem się. Dla mnie album roku.

19 thoughts on “Stadium Arcadium – album roku?

  1. czy lepszy od Californication? tego nie wiem, ale z pewnością jeden z lepszych albumów roku. 2 płyty świetnej muzyki. widać, że chłopakom ciągle sprawia radość wspólne granie. Frusciante raz się bawi, innym razem gra ostrzej – imho najmocniejszy element tego albumu :)

  2. Mi tylko “Dani Californication” pasuje. Słuchałem w sumie dwa razy całości, ale nie zachwyciło mnie.

  3. a ja tęsknię za czadami z okolic Mother’s Milk ale to chyba już nie te czasy albo ja się na starość robię sentymentalny :p dobrze, że RHCP nagrywa nadal bo w zalewie tego co nas zalewa (ale psiamać tautologia mi wyszła) to zawsze jest jakiś jaśniejszy punkt :)

  4. dla mnie album roku to Morrissey “Ringleader Of The Tormentors” lub “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” Arctic Monkeys. sprawdz to RAFi jak lubisz gitarową muzyke.

  5. Oj, Californication to jak dla mnie już klasyka RHCP :) Stadium Acradium też wpadł mi w ucho, bardzo przyjemne utwory. Powiem tak: oba albumy niezmiernie mi się podobają.

  6. Dobrze znasz wszystkie ich albumy, że tak mówisz?
    Od czasów ‘Californication ‘RHCP stało się bardzo pop’owe, nie mówię, że to źle. Californication to dobra płyta ale muzycznie (artystycznie) mocno ustępuje paru poprzednim. W poprzednich cały czas odkrywasz coś nowego a Californication po przesłuchaniu 5 razy znasz na pamięć i tyle. O Stadium Arcadium się nie wypowiadam, bo znam tylko ‘Dani California’ (które na Californication było by moim zdaniem słabszym numerem).

  7. Ha ha. Słucham od dwu dni i nosiłem się z zamiarem opisu. Płyta z funkowym wykopem. Czy lepsza od Kalifornikacji? Nie wiem. Świeża? Pewnie!

  8. Medyk nie ukrywam, że na RHCP zwróciłem uwagę dopiero po pojawieniu się Blood Sugar Sex Magik, ale i tak ten album nie przypadł mi do gustu (wtedy :>). Teraz znam już wszystkie wydania z wyjątkiem Freaky Styley, The Uplift Mofo Party Plan. Może to nawet i dobrze, że w pop nieco weszli, bo mimo wszystko grają świeżo ale z charakterystycznym dla nich brzmieniem.

    p.s. Dani Calfornia też nie dla mnie. ;)

  9. Ja jeszcze nie słuchałem ,ale pierwsze recenzje w sieci były słabe. Tobie się podoba, będę musiał sam się przekonać.

  10. Moim zdaniem “Calfornication” był już słabiutki a kolejne albumy, z w/w włącznie, coraz słabsze. Preferuję “Uplift Mofo….”, “Mother’s Milk” i “BSSM”. Ale chyba rzeczywiście – RHCP przed i po “Californication” to dwa różne zespoły. Ja wolę ten starszy.

  11. Ja mam takie zdanie o H-blockx. Time to Move i Discover My Soul wyśmienite albumy. Kolejne (wyjątek kawałki “Fly!” oraz “Take Me Home” z albumu Fly Eyes) już nie bardzo, a zwłaszcza ostatni No Excuses niestety nie utrafił w mój gust. Ktoś, kto nie zna twórczości “bloksów” niech nabędzie More Than A Decade – Best of zawierający prawie wszystkie, najlepsze kawałki kapeli.

  12. Zgoda co do jednego: im częściej tego się słucha, tym więcej smaczków tam się dostrzega i tym większa wartość tej płyty. Ale album roku? Hmmm… no polecaiałeś po bandzie. Ale teraz nie mam innego wyjścia i samemu trze skrobnąć recenzję

  13. Pingback: (head)log

  14. Ja tam wolę Californication… By The Way też jest spoko. Stadium Arcadium wydaje mi się jakiś taki monotonny… może jeszcze za mało razy go przesłuchałem :)

  15. Kolejne, po “by the way” odpady z niezlej, ale niebezpiecznie popowej “californication”. Chlopaki zapedzili sie w slepa uliczke. Prawdopodobnie daloby sie z tych dwoch plyt uskladac jeden w miare strawny album, po odsaczeniu chlamu.
    Posluchalem kilka razy, wywalilem i wlaczylem “one hot minute”. Miodzio.
    IMO, ofc.

  16. Przypominam, że jest jeszcze Tool – 10000 Days, In Flames – Come Clarity czy Sepultura – Dante XXI i pewnie pare innych interesujących pozycji!
    A nowych Red Hot-ów muszę koniecznie obadać ;>

  17. Zapomniałem jeszcze o Massive Attack – Collected, jeszcze nie słuchałem, ale można się po nich spodziewać czegoś ambitnego.

  18. Pingback: Ja, RAFi - o mnie i o was » Rok 2006 na Ja, RAFi