Wychowani na COPY & PASTE
Ledwie udało mi się dopiąć spodzień na jedyny i ostatni guzik po świątecznym leżeniu do góry brzuchem i nadrabianiu zaległości w czytaniu książek, zasiadłem do komputerka w celu przejrzenia cóż takiego ciekawego się wydarzyło. Klik tu, klik tam i nagle zauważam wpis u Pawła “Mój artykuł w „Polityce” (niestety, bez podania źródła)”. Czytam i oczom nie wierzę – w Polityce (nr 14 z 8.04 br.) ukazał się artykuł “Władza myszki”, w którym zerżnięto spory fragment wpisu Pawła.
W artykule, w którym próbuje się przybliżyć czytelnikom tematykę Web 2.0 pojawia się fragment słowo w słowo z notki Pawła. Oczywiście autora fragmentu tekstu nie podano. W komentarzach do wpisu u Pawła zajmuje stanowisko sam autor artykułu, Bogdan Miś, który jak tłumaczy:
(…) W oryginale mojego tekstu cały cytat był oznaczony i wyróżniony (chciałem, by całość była kursywą); sam nie lubię, kiedy Czytelnik nie wie, co jest cytatem, co zaś tekstem autora i zgadzam się, że to nie jest w porządku.Wyjaśniam, że usunięcie tego oznaczenia było wynikiem adiustacji wewnątrzredakcyjnej.
i tak jak można uznać to za rozgrzeszenie autora, bo wszak chciał dobrze, ale to ONI źli się okazali, tak nie rozumiem poniższego:
Podawanie nazwiska osoby cytowanej stosuje się w redakcjach tylko wówczas, gdy osoba ta jest już powszechnie znana i jej zacytowanie jest dla redakcji zaszczytne lub gdy osoba ta w publikowanym tekście jednoznacznie to zastrzegła; przyjmuje się w wypadkach analogicznych do niniejszego, że stwierdzenie, iż źródłem jest ogólnie „Internet”
No zaraz, panie i panowie, jakto źródłem ogólnie jest INTERNET? Czy powołując się w publikacji na fragment z książki podajemy źródło KSIĄŻKA? Nie. Książka ma tytuł, a przede wszystkim autora z imieniem i nazwiskiem. Pisałem pracę licencjacką, później magisterską i w obydwóch przypadkach podawałem źródła cytowanych fragmentów – to nie tyle co normalne, ale raczej obowiązkowe. Tak samo, więc strona (może to być np. blog) jest autorska i nieważne, że jest w internecie – miejscu, gdzie jak wielu się wydaje, wszystko jest za darmo.
Bywa, że sięgam po ten tygodnik, gdyż jest po prostu interesujący oraz oscyluje w moich kręgach zainteresowań, ale podejście w redakcji “Polityki” “jesteś niesławny, to mamy Ciebie tam gdzie, nam światło nie dochodzi i ukradniemy Twój tekst, bo tak naprawdę jesteś malutki, a my mamy kontakty i możesz nasz cmoknąć” jest karygodne i wymaga głębszego zastanowienia się do czego to zmierza? Skoro oprócz malutkich złodziei, kradną również duzi, to jakim prawem duzi płaczą, że ich mali okradają? Za przykład niech posłużą muzycy z kraju znad Wisły – utyskują, że piraci ich ograbiają, że internet jest zły, bo ludzie nie kupują płyt i wolą ściągnąć z internetu, a taka firma Zbigniewa Hołdysa (tak TEGO Hołdysa) w pirackie oprogramowanie wyposażona. Teraz przykład z “Polityką”, mającą w odbytnicy nieznanych obywateli kraju.
P.S. Panie Bogdanie, na nic przeprosiny na blogu “nieznanego pisarza”, wszak ludzie przeczytali “Politykę”, nie blog Pawła.

Ilość komentarzy: 10
» Fanatyk
2006.04.20 - 17:31
jak dla mnie paranoja! Polityki nie kupowałem zasadniczo, zdarzał się okazjonalnie a teraz nie bede kupował nawet okazjonalnie bo dla mnie to jest chamstwo w czystej postaci!
» Mała Mi
2006.04.20 - 17:34
Przeczytawszy w przeglądaczu © nagłowek “Wychowani na COPY & PASTE”, chciałam napisać komenta “Kopiuj, wklej, popraw”, ale widzę że tu trochę o czym innym mowa.
Tja, niezłe jaja :] :/
Chyba zastrzegę u siebie “Jeśli cytujesz mojego bloga, podaj proszę źródło cytatu, chyba że należysz do grona osób, które znam osobiście.”, lub coś w tym rodzaju… :/
» Błażej 'Jiobel' Stokwisz
2006.04.20 - 18:55
Czy to jest pierwszy przypadek, kiedy duzi kradną tym, przysłowiowym, mniejszym? Wydaje mi się, że dużo takich przypadków biorąc pod uwagę szerszy przedział czasowy, nie było. Można stwierdzić i określić to za jedynie incydenty, jakby na to nie patrzeć. To jednak ci malutcy kradną, bo tak trzeba to nazwać, dużym, lub stosunkowo większym. Robią to wszędzie, często i przede wszystkim nie dopatrują się w tym niczego złego. Wychodzą z założenia, że jeśli nie stoi przy tekście dużymi, mrugającymi i skaczącymi literkami “Nie kradnij” to ów mogą uznać za wytwór swój.
Prostym i chyba względnie logicznym na taki stan rzeczy wytłumaczeniem jest to, że biorąc pod uwagę liczbę wcześniej wspomnianych dużych do liczby małych można stwierdzić, że tych pierwszych jest znacznie mniej; być może właśnie to decyduje o warunkach (ilości) zapożyczeń.
Politykę tworzą ludzie. Zwykli ludzie, którzy znacznie bardziej zobligowani są do przestrzegania prawa, etyki, etc. więc taki numer z cytatem bez źródła jest dla mnie czymś niebywałym. Dojdzie do tego, że, opierając się na moim doświadczeniu (małym, bo małym) w dziedzinie grafiki, nie tylko nastolatki będą zabierać moje graficzki jako nagłówki do bloga, ale też gazety, portale do ilustrowania tekstów. Oczywiście bez podawania źródła, bo cóż może znaczyć dla autora artykułu w bardzo poczytnej machinie autor zupełnie nieznany – Jiobel.
Pozdrawiam Błażej Stokwisz.
» Miro
2006.04.20 - 19:04
Cóż poradzić, żyjemy w ciekawych czasach, na naszych oczach dzieje się rewolucja (i to nie tylko rewolucja internetowa ale i rewolucja w samym internecie :-) ).
Nie bronie tutaj Polityki ale w pewnym sensie rozumiem (albo tak mi się wydaje…) postępowanie. Wielu ludzi nie dotrzega jeszcze potencjału internetu, dla nich internet zaczyna się na Onecie, a kończy na Wirtualnej Polsce. I nie bardzo zdają sobię sprawę jak różnym i nebywale zdecentralizowanym (vide blogi) jest medium od tego papierowego. Żeby zdać sobie wreszcie z tego sprawę potrzeba poprostu czasu.
Poza tym nie uważacie, że jawne powoływanie się na blogi w tym artykule w Polityce byłoby precedensem, a na to za wcześnie jeszcze.
Mimo, że temetyka artykułu (tego w Polityce) mówi o tej nowej (drugiej) twarzy internetu to wydaje mi się, że jest to jeszcze w świadomości wielu ludzi czysta abstrakcja. W internecie opiniotwórcze są blogi a nie komercyjne i zcentralizowane portale, ale jak narazie niestety dla wąskiej grupy internautów.
» RAFi
2006.04.20 - 22:39
Kuriozalny w tym całym rozpisywaniu się przez różnego rodzaju opiniotwórcze gazety jest temat Web 2.0, gdzie w Polsce gro, ale to naprawdę gro firm boi się INTERNETU i uważa za zabawkę dla nastolatków, a co dopiero dyskusja i poruszanie się balonem Web 2.0.
» shrew
2006.04.20 - 23:17
stracilam szacunek do “Polityki”. to sie nazywa dziennikarski profesjonalizm. argumentacja jest ponizej pasa. no, ale ok, niech bedzie, ale pytanie, jak czlowiek ma stac sie slawny, jesli nie zamieszcza sie jego danych, bo jest… nieslawny? ;)
» Błażej 'Jiobel' Stokwisz
2006.04.20 - 23:32
Też bym się bał, tak naprawdę. Internet w tej formiej, w jakiej jest teraz jest czymś niebezpiecznym.
Gdy zaczynałem zabawę z siecią przekopywałame się przez setki miejsc, które nazwać wartościowymi nie mógłbym teraz, w chwili obecnej. A jednak to one do mnie trafiły najpierw, jako pierwsze. Nie miałem pojęcia o takich blogach, jakim jest ten. Po prostu takie miejsca nie istniały. Za to widziałem migające literki, skaczące gify, kometashe, masę emotek, opinie, które w ogóle pojawić się nie powinny.
Tak, w takiej formie gazety, czy inne media mogą bać się Internetu.
Co wcale nie zmienia faktu, że promowanie dobrych i wartościowych miejsc powinno mieć miejsce. Powinno być coraz większe i dynamiczniejsze. A to wszystko jest niszczone poprzez takie zagrywki Polityki. Zastanawiam się, jak by skoczyły statsy u Pawła, gdyby podany byłby link do bloga, jak i do samej notki (opcjonalnie). I wtedy przez przysłowiowe sznureczki masa ludzi płynęłaby przez sieć i poznawałaby tą jasną stronę Internetu.
Tak odnośnie komentarza RAFiego.
» RAFi
2006.04.21 - 00:03
No tak, blogi w dalszym ciągu kojarzone są z OnEtOwYMi paMiĘTNiCzKaMi, a ci redaktorzy, którzy coś tam słyszeli, lecz do końca nie wiedzą o co tak naprawdę chodzi piszą, jak chociażby o Web 2.0, tak naprawdę pojęcie mając blade i znikome. Ale przecież temat chwytliwy, niczym krowa z BSE, albo łabędzie z H5N1.
» Paweł Tkaczyk
2006.04.22 - 21:58
Zgadzam się ze Shrew, choć nie chciałem, żeby wypłynęło to ode mnie. Kto daje “Polityce” (lub autorowi artykułu, choć ten praktykę zrzuca na redakcję) prawo do decydowania o tym, kto już jest sławny, a kto jeszcze nie? Cytat jest cytatem i należy podać jego źródło. Nic więcej, ale nic mniej.
» Tako rzecze Shrew… » Cieżkie czasy dla blogów
2006.04.23 - 22:47
[...] Zaczęło się od cytowania Pawła Tkaczyka przez tygodnik „Polityka”. Zacytowano bez podania autora owego cytatu. W blogosferze zawrzało, RAFi napisał kilka ciekawych słów. [...]