Tak sobie siedzę i myślę, że wszystko jest dobrze do czasu. I do czasu było dobrze i w moim przypadku. W sumie to jest dobrze i teraz, tylko bardziej chodzi mi o kontakty z osobami z bliskiego sąsiedztwa. Bo w życiu tak jest, że dopóki masz źle i gorzej – to wszyscy są fajni, okazują – nie wiedzieć czemu – jakieś politowanie i pseudo współczucie, zamiast nieść pomoc.
Ale, gdy jest tak, że dobrze mi się żyje bez etatu, ze zleceń i to już przeszło pół roku, nagle okazuje się, że ów sąsiedztwo widzi we mnie wroga. “Jakto? Nie chodzi do pracy? Płaci regularnie rachunki. Lodówka pełna. Jedzonko przednie. Do cholery, a dlaczego ja musze zasuwać do pracy codziennie? To albo złodziej, albo diler, albo nierób na państwowym wikcie.” – myśli sobie ów bohater wpisu, ale już nie wpadnie na to, że czasy się zmieniają, nie trzeba jechać na 8 godzin odbębnić przy kawce i ciastku swoich pracowniczych “obowiązków”.
Tak, więc bohaterze, boli Ciebie to, że ktoś może sobie radzić, bez kontaktów, bez znajomości, “tylko i wyłącznie” za sprawą swojej wiedzy i umiejętności. Dopierdzielasz się o różne bzdety, a sam nie widzisz jak żałosnym jesteś człowiekiem.
I zastanawia mnie ta polska zazdrość. Jak komuś sie powodzi, trzeba go zrównać do gleby. Dlaczego ma mieć lepiej?
Jestem nudny i monotematyczny, ale tu znowu pojawia się wątek kaczorów – gdyby Polacy nie byli tak zazdrośni, PiS by nie wygrał.
Sam doświadczam takiej wrogości – bo mam w 100% legalne oprogramowanie, na ubraniach znaczki amerykańskich marek, a muzyki słucham na iPodzie. I kilka osób z mojej klasy traktuje mnie przez to jak przeciwnika którego należy wyeliminować. I cały czas szukają okazji do tego aby mnie publicznie poniżyć.
Z mojej pracowni w domu pozdrawiam Twoją. A zazdrośnicy? A co mnie oni.. ;-)
http://e.mil.pl/homeoffice.jpg ;-)
msierant: zawiść wśród kolegów z klasy, to podwaliny do zawiści, którą przechodzi się będąc już dorosłym. Jak nie wykorzenisz tego, tak zostanie i będzie owocować w dalszą głupotę i większą nienawiść, bo “jesteś gorszy-lepszy”.
opi:
wiesz, pal licho sąsiadów, z którymi zawsze staram się żyć w zgodzie i nie zwracać uwagi na to, co myślą na mój temat, gorzej jak właściciel przychodzi (natabene sąsiad) i _ zarzuca otwieranie okien w czasie, gdy ogrzewa mieszkanie _ – wtf? nie płacę za to ogrzewanie?
- gdy robię pranie, to nie będę stwarzał sobie mikroklimatu sponsored by ariel
- gry uprawiam sex to nie będę tworzyć sobie klimatu rodem z łaźni, tudzież sauny
and so on so on, szkoda słów by wszystko wymieniać, ale absurdów znalazłbym znacznie więcej i chyba co jeden, to bardziej kuriozalny
p.s. o jaki ładny skrinszot ;P
Najlepiej się po prostu nie przejmować :) Wszystkich nie zadowolisz…
Podobnie jak Opi, tak samo pozdrawiam z mojego domowego biura. ;)
tak jak w piosence Liroy’a:
(…) Kiedy pęga jest, kiedy nie ma co jeść
wtedy zdajesz sobie sprawę,
kto przyjacielem a kto kur** tylko jest(…)”
czy jakoś tak ;)
bo masz zlych sasiadow. albo starych albo tych, co robia po 3 kierunki i pisze o nich kiyosaki ;) RAFi, czy ty nie masz innych zmartwien jak sasiedzi? :)
Maciej Zembaty powiedział kiedyś:
“Moje tłumaczenia, szczególnie na początku lat 80-tych, były często atakowane przez Krytyków za to, że były wierne (tak jak w przypadku tej ballady) – albo za to, że nie były (tak jak w przypadku piosenki “Czy to jest to czego chciałaś?”. Krytyków trudno zaspokoić. Są jak nimfomanki, które pieprzą się z każdym, ale nigdy nie sprawia im to przyjemności.
Moje pierwsze spotkanie z krytyką pod własnym adresem sprawiło, że niemal targnąłem się na linę. Potem przestałem się przejmować. Źle czy dobrze – grunt, że po nazwisku. A kto zna nazwiska krytyków?”
Wystarczy sparafrazować i się tego trzymać.
Z tą różnicą, że krytycy atakują, owszem, ale na papierze. Sąsiad/kolega może pewnego dnia spuścić łomot. “Bo żył, ch**, lepiej. Złodziej pierd***ny”
CBOS opublikował ostatnio wstrząsające dane. Okazało się, że 75% Polaków uważa ludzi pracujących na własny rachunek za “durniów”, “złodziei” i “oszustów”… Pozostawiam to bez komentarza, ale najciekawsze jest to, że jednocześnie większość Polaków chce, aby ich dzieci posiadały własną firmę :) Ja uważam, że ten powszechny brak szacunku do ludzi przedsiębiorczych takich jak Ty RAFi jest spadkiem po socjalizmie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że to kiedyś minie.
moze wyjde na prostaka ale jak do mnie o mnie takie słuchy dochodzą to nastawiam się na walenie w ryj. Wiem że to nie metoda ale przynajmniej się boją i jak coś mówią to tak żebym nie usłyszał
no to jest wiecej takich prostakow :->
dlatego znajomych mam malo, przyjaciol jeszcze mniej a reszte mam w d..
i tak wiem ze w bloku niezle pierdola o mnie, ale ogolnie sie boja :-> najpierw bylo ze szatanista, potem ze jakowys skin, a teraz jak czasem chodze w koszulce firmowej tzn ‘straz’ to jakos mordy sie pozamykaly. ale zapewne sie otworza jak zaczne jezdzic v6 i mieszkanko z dziewczyna remontowac. ale : jebie mnie to, moze kogos zloc zaleje albo cholera wezmie. niech im ziemia lekka bedzie.
“To prawda”- jak co drugie słowo, wymawiane w amerykańskim serialu “Moda na sukces”, który zapewne jest obowiązkową lektórą Twoich sasiadów.
Niestety, jak tutaj już wyczytałam – komuna ma się dobrze – szczególnie w urzędach, dlatego petent, na ogół przedsiebiorca, zmuszany jest do “załatwiactwa”, bo inaczej straci o wiele więcej czasu, nerwów, pieniedzy itd. To jest podobnie jak z lekarzami – rzadko kiedy ponoszą odpowiedzialność za swoje nieuctwo, zaniedbanie i jescze gorzej. A trzymają ze sobą jak jedna rodzina ! Niestety-chcac przeżyć w tej dżungli trzeba się zmieniać jak kameleon. I pozostaje mieć nadzieję, że w każdym bagnie znajdziemy prawdziwego człowieka, czego Wam Wszystkim życzę chociażby z okazji Świat Wielkanocnych !
Święta racja!
to zadanie dla agencji towarzyskich ;)
Biorąc pod uwagę wysokość ZUS i innych podatków, to właściciele firm faktycznie mogą być uznawani za kretynów ;)
Pozdrawia kretyn ze swojej pracowni ;)
“Niewielu z nas potrafi znieść dobrobyt. Innych ludzi, rzecz jasna.”
- Mark Twain
Coś w tym jest. Przypomina mi się długa dyskusja, która zaistniała kiedyś na forum praca w gazecie.pl. Dyskusja była własnie na temat tego ile się powinno zarabiać, ile się zarabia itd. Przeraziło mnie to, że widzę wśród mojego pokolenia (powiedzmy 25-35 lat) jakiś kult średniactwa. Taka chęć równania w dół. Jak ktoś ma lepiej, to odrazu znaczy, że po znajomości, a w ogóle to złodziej. Jak ja widzę kogoś, komu się wiedzie lepiej ode mnie, to tylko mnie to motywuje. Skoro on może, to znaczy, że ja również – najwyraźniej nie staram się wystarczająco.
mozna brac sobie do serca krytyke – ale konstruktywna.
takie ‘gadanie’ czasami potrafi doprowadzic do bialej goraczki…
ale przyznam, ze ja sie dosyc szybko na to uodpornilam.
… zlecenia i to, ze Twoja praca jest doceniana to jest wartosc i w tym trzeba szukac motywacji do dalszych dzialan i rozwoju.
a leszcze niech spadaja.
Najprzyjemniej … zmienić otoczenie. Wziąłem kredyt, zubudowałem się za miastem, tu żyję, tu pracuję. A dookoła ludzie, którzy mają podbne ambicje i nie zazdroszczą byle głupoty.
futomaki: póki co, to niestety, jak podają statystyki (kilka tygodni temu je czytałem, ale gdzie?), to, na przykład, w woj. pomorskim 90% prac dostaje się po znajomości. Kolega szukał pracy. Znalazł ogłoszenie, że szukają kogoś takiego jak on. Okazało się, że zna kogoś w firmie, i to stanowisko było już zajęte na długo zanim dali ogłoszenie. A ogłoszenie dali, żeby być w zgodzie z prawem. Dlatego pewnie, żeby żyć godnie, najłatwiej jest być na swoim. Ma się wtedy dobre kontakty ze swoim szefuńciem – sobą. ;-)
pożycz od sąsiada kilka stówek, nie oddawaj, telefonów nie odbieraj. i już inaczej będą o tobie mówili. dorzucą pewnie, że jeszcze jesteś złodziej ale to w sumie gadają teraz, więc jakichś większych różnic nie będzie :)
sposób na upierdliwego sąsiada – pożycz mu coś. pięć dych, których w życiu nie odda. miałem taką jedną namolną sąsiadkę. ściągnęła haracz i tyle ją widzieli. ja mam spokój tanim kosztem, zawsze jakiś “hak” na namolną istnieje i wszystko jest jak być powinno :)
zawsze znajdzie sie ktos zazdrosny.. nawet gdybys nalezal do tzw osmiogodzinowcow co siedza w biurze..ktos by sie znalazl kto by powiedzial: tan to ma dobrze..za biureczkiem siedzi i nie wie co to ciezka praca.. i tak sie bedzie zataczalo bledne kolo..jedni na drugich psiacza bo nie sa uatysfakcjonowani ich wlasna sytuacja.. i chcieliby to zmienic..ale nie maja na to odwagi.
A tak przy okazji to jest teoria naukowa, że agresja jest motorem napędzającym rozwój inteligencji. Gdyby tak spojrzeć, to ta cała zawiść i walka idzie w parze z rozwojem ludzkości. Niedługo sami się zniszczymy w imię tego, że inni mają lepiej, ale nigdy tego nie przyznamy otwarcie. Będziemy szukali byle jakich powodów, żeby podłożyć drugiemu nogę. I przy okazji, głowa do góry, za granicą ludzie są podobnie zawistni jak i u nas. Spędziłem dużo czasu z Norwegami, Anglikami, Kanadyjczykami i Filipińczykami. Wszędzie jest podobnie. To nie jest problem narodowy, tylko problem społeczny. Bieda lub ogólnie niedosyt napędza zadrość niezależnie od kraju. Pewne narody to tylko lepiej skrywają (Anglicy) ale i to do czasu, bo jak się odsłonią, to zioną ogniem zniszczenia kilka razy większym niż Polacy.
Żeby to jeszcze ci o których mowa byli biedni …
Zapomniałem o środku złotym w takich sytuacjach:
“Jestem oazą spokoju …” ;-)