Jako, że poprzednią notkę nieco skróciłem myślowo, tak w tej chciałbym swoje przemyślenia, zawarte w poprzednim wpisie, rozwinąć.
Pozwolę sobie na nieco fantazji ulegając myśli: WSZYSCY SĄ ŹLI, A ZA ZŁEM STOJĄ ZŁE SKRZATY I ELFY. Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie pewien rząd wielkiego mocarstwa mówi światu: CHCEMY WIEDZIEĆ O WAS WSZYSTKO. CHCEMY ZNAĆ CIEBIE, TWOJĄ RODZINĘ, TWOICH ZNAJOMYCH. CHCEMY WIEDZIEĆ CO PISZESZ, DO KOGO PISZESZ, PO CO PISZESZ. CHCEMY WIEDZIEĆ DO JAKICH DANYCH MASZ DOSTĘP, CZYM SIĘ ZAJMUJESZ, A TAKŻE KIM SĄ TWOI WROGOWIE.
I co? Wszyscy nagle jak pokorne cielaki lub grzeczne owieczki zgadzamy się z tym przystępując do ogólnoświatowego programu inwigilacji? Nie. Człowiek z natury jest zbuntowany. Buntuje się już podczas narodzin krzycząc, płacząc, broniąc się. Buntuje się dorastając i będąc już człowiekiem dorosłym. Przeciwko czemu? Ano przeciwko wszelkiego rodzaju zakazom, nakazom odgórnym, przeciwko tym, którzy “chcą dla niego lepiej”, a także sprzeciwiają się władzy, która chce mu coś zabrać lub wejść z butami w życie prywatne.
Wyżej wymienione żądania nie byłyby możliwe do spełnienia, gdyby wyszedł na mównicę pan w ciemnych okularach i wyraził swoje postulaty. Możliwe są natomiast, gdy stworzy się mechanizm kontroli, do którego pod przykrywką darmowych produktów będą przystępować miliony osób. Dobrowolnie. A, że internet jest coraz popularniejszy i bardziej dostępny, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przyszli internauci również będą ulegali modzie na Google.
Nie wierzę, że apetyt nie rośnie w miarę jedzenia i właścicielom wystarcza zysk z reklam. Nie wierzę, że twórcy Google byliby w stanie samotnie (dwójka osób) stworzyć tak potężną i szybką wyszukiwarkę, jaką przecież było Google od początku kiedy się pojawiło. Z tym wiążą się wielkie nakłady finansowe, na które zapewne mogłyby sobie pozwolić dwa sektory: mafia lub rząd.
Być może Google, to nie tylko dwóch jego założycieli, a po prostu całe armie ludzi, które mają za zadanie przechwytywanie ważnych i cennych informacji? Skoro Google ot tak, na pstryknięcie palcami, zgodziło się na ocenzurowanie swojej wyszukiwarki to może oznaczać, że są w stanie ulec i naciskom innych rządów.
Czy nie wydaje Wam się dziwne, że wszelkie usługi Google występują jako BETA? Internauci powoli zaczynają sobie hihy-śmichy robić, że Google ma “wieczne bety”. Być może to nie jest przypadek, tylko wręcz celowe i wcześniej zaplanowane działanie. Wszak w wyniku “niezaplanowanych” wydarzeń łatwo się wytłumaczyć i winę zrzucić na beta wersję usługi.
Wybrane usługi:
Google AdSense – znają twoje imię, nazwisko oraz nr konta bankowego, a także odwiedzalność twojej witryny, a to pod przykrywką twoich “wielkich” zarobków.
Google Desktop – nieszczęsna, dziurawa usługa. Dostęp do plików, które przechowujesz na swoim komputerze.
Google Earth – m.in. zaznaczasz swoją pozycję na mapie.
Google GMail – poczta, składowanie magazynowanie. Czytanie poczty, na które zapewne byśmy się nie zgodzili, gdybyśmy wiedzieli przed rejestracją, że taka operacja ma miejsce na wszystkich kontach. Teraz również w niedalekiej przyszłości GMail dla firm.
Google Mobile oraz Local for mobile – tutaj m.in. ujawniasz swój nr tel. komórkowego.
Google Talk – służy do rozmów.
Reasumując, wiedzą kim jesteś (Google AdSense). Nie dość, że wiedzą czego szukasz (wyszukiwarka Google), to wiedzą co i do kogo piszesz, a także kto i co do ciebie pisze (Google GMail) oraz wiedzą co trzymasz w komputerze (Google Desktop). Wiedzą skąd nadajesz (Google Earth i Mobile), z kim i o czym rozmawiasz (Google Talk). Darmowe, jednak zbyt piękne by mogły być prawdziwe. Znakomite narzędzia służące do kontroli, której w normalny i świadomy sposób nigdy byśmy się nie poddali.
Paweł w swoim komentarzu zwraca uwagę, że gdyby coś takiego wyszło na jaw, to od razu wszyscy by się od nich odwrócili. Ale nie wychodzi. Tak, jak wiele afer w U.S.A. wypływa na wierzch dopiero po latach lub idzie do grobu wraz z ludźmi, którzy cokolwiek mogli na ten temat powiedzieć, tak i ta sprawa wręcz niewiarygodna (- No jakto? dostajesz coś za free i jeszcze marudzisz? Głupoty gadasz facet.) całkiem możliwe, że nie odkryje swojego prawdziwego oblicza.
Byte twierdzi, że jest niemożliwe, by ktokolwiek tą pocztę czytał. Ja uważam inaczej. Jest to możliwe. Skoro rządy m.in. Francji, Niemiec mają zainstalowane oprogramowanie u operatorów telekomunikacyjnych służące do nasłuchu i wychwytywania wszelakich rozmów dotyczących predefiniowanych słów, wyrażeń itd., to równie dobrze takie Google może podlegać mechanizmom segregującym i przechwytującym pewne informacje zawarte w e-mailach.
Wierzę, że brzmi to bardzo niewiarygodnie i doskonale sobie z tego zdaję sprawę. Chciałbym się mylić. Chciałbym, żeby wyżej przedstawiona teoria była tylko owocem mojej skłonności do zakładania wielu scenariuszy i to nie tylko tych sielankowych. Jak będzie naprawdę? Czas pokaże … albo i nie.
A dlaczego zawsze Amerykanie mają być najlepsi w pisaniu scenariuszy? ;)
Oni nie chcom, ale muszom ;)
Na powaznie: w US nikt nie mowi o Google-konspiracji. Jedyne co im sie zarzuca to monopolizacje (MS mial tem problem), tudziez zwana kompleksem Boga.
Ale nie wykluczone, ze brakuje nam zaoceanicznej perspektywy i nie widzimy innej strony medalu.
Ja mam tylko Gmaila. LOL
Teorie spiskowe z Google w tle…
RAFi popełnił był u siebie wpis dotyczący wszechobecności Google w naszym życiu. Fragmenty cytuję poniżej i… RAFi, na litość $DEITY, cóżeś Ty nawypisywał?
Nie wierzę, że apetyt nie rośnie w miarę jedzenia i właścicielom wys…
[...] Update: RAFi zwrócił uwagę, że i on kiedyś pisał o swoich obawach na temat nowych usług Google, zwłaszcza w sprawie prywatności naszych danych. Dyskusja warta przeczytania. [...]
hmmm… Personalized Search w Gmailu da się przecież wyłączyć…
a jak kto na śmierć nie może ściepieć myśli o elektronicznym przesyłaniu informacji, to powinien swoją stronkę webową zamknąć. auto sprzedać. świeczki kupić. i w bieszczady.
w ankiecie PC-World ten “straszny” Gmail dostał fenomenenalnie dobry ranking:
The 100 Best Products of 2005
1. Mozilla Firefox Web Browser
2. Google Gmail Web Mail
3. Apple Mac OS X Version 10.4 (Tiger) Operating System
niejeden chciałby znaleźć się w takim doborowym towarzystwie…
zobacy sam: http://www.pcworld.com/reviews/article/0,aid,120763,pg,12,00.asp
pozdrowienia,
YBK
ps. ten twój blog dopuszcza niestety inne tagi – fe, jaki obciach ! ! !
co do identyfikacji przy zamieszczaniu komentarzy, to niestety nie działa ona.
just in case you didn’t know yet…
pozdro,
YBK
na temat:
http://forums.searchenginewatch.com/showthread.php?t=10514
[...] Kilka tygodni temu w blogosferze pojawiło się kilka wpisów na temat Google i usług związanych z tą wyszukiwarką. Na head.logu Krzyśka można przeczytać o „urokach” popularnego Gmail’a. Sam jestem użytkownikiem poczty Googla, ale po tym co przeczytałem u Rafiego, zacząłem się zastanawiać. Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie pewien rząd wielkiego mocarstwa mówi światu: CHCEMY WIEDZIEĆ O WAS WSZYSTKO [...]
[...] Natchniony wpisem u mavestinusa byłem poczyniłem rozmyślania na temat wszystkim znanemu molochowi, mianowicie Google. Swego czasu RAFi opublikował dość ciekawy wpis pod tytułem Google w lodówce. Już on dał mi trochę do myślenia. Postaram się przedstawić swoją opinię na temat sam wiesz czego. Google jest najlepsze, google daje mi wszystko czego potrzebuje, google nie ma sobie równych, google jest cudowne i w ogóle pr0 pr0 [...]
Jest jeszcze gorzej niż się wydaje. Oprócz wszelkich danych osobowych, numerów kont, mojej lokalizacji, itd. dzięki programowi Picasa mają wszystkie moje zdjęcia. ;)
[...] Nawet w moim słowniku. A może teorie spiskowe made by RAFi są prawdą? [...]
Hi,
Moja “psychologiczna” analiza dziań Google’a poniżej:
Powrót z gwiazd – w łapki Google’a
http://my.opera.com/warpmano/blog/show.dml/282286
Zapraszam także do nowej strony Warpman’s WWW (3 blogi w jednym).
Pozdrawiam,
warpman
Ja tutaj tylko gościnnie…
…taką tematyką interesuję się od pewnego czasu, i wydaje mi się, że w przedstawionym – skądinąd sensownym – rozumowaniu jest pewna luka. Po pierwsze – to, że w Polsce nie istnieje ‘venture capital’ na skalę amerykańską a innowacje są tępione z urządu, nie oznacza, że tak jest wszędzie. Po drugie – “myśli są jak pchły – skaczą wszędzie, ale nie zawsze gryzą”. Gromadzone i z pewnością analizowane przez Google informacje wcale nie muszą być biznesem szpiegowskim czy mafijnym …. są po prostu biznesem. Jak wiadomo, wywiad brytyjski opracował koncepcję i implementacje kryptografii asymetrycznej na długo przed jawną publikacją Diffie’go i Hellmana… i NIC z tym nie zrobił. Podobnie kilka razy, niezależnie wynajdywano np. szybką transformatę Fouriera czy radio / radar. Więc wcale nie jest wykluczone, że twórcy Google’a wpadli na pomysł, który już wcześniej wpadł do głowy komuś innemu, zatrudnionemu w Fort Meade i w odróżnieniu od podanych powyżej przykładów – został doceniony. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby gdzieś naprawde pracowała DarkGoogle, starsza i bardziej wyrafinowana od powszechnie znanego wcielenia.
To też jest możliwe Piotrze, ale czy na taką skalę jak może to mieć miejsce w przypadku firmy Google i usług z nią związanych? Z czego tak naprawdę ludzie korzystają na codzień w internecie?
- poczta
- komunikator
- transakcje pieniężne
- udostępnianie plików
Czy zatem nie lepiej jest scentralizować całą machinę szpiegowską po to, by nie rozdrabniać się na wiele różnie rozproszonych “szpiegów”?
[...] Google w lodówce – część II – notka powstała jako rozwinięcie myśli Google w lodówce?. Sam wpis wywołał sporo kontrowersji. Przeważały głosy, że moje obawy i podejrzenia co do dobrych intencji Google’a w bezinteresownym oferowaniu swoich wszystkich usług są wytworem mojej rzekomej chorej wyobraźni i urojeń. Pożyjemy, zobaczymy – zdania w tym temacie nie zmieniłem po dziś dzień. Wpis po dzień dzisiejszy widnieje w czołówce najczęściej komentowanych notek tego bloga. [...]
Ktoś mi przysłał adres tej strony, więc jestem tu tylko przechodniem i nie zabawię zbyt długo. Z krótkiego przeglądu dyskusji wnoszę, że ludzie wyszukują sobie doprawdy zdumiewajace problemy. Jeśli Google w jakikolwiek sposób okażą się dla mnie nieprzydatne, to po prostu przestanę ich używać i pójdę sobie na spacer do miejskiego parku, albo wypiorę skarpety iżby nie emanowały smrodem. Zaś na domniemanie, że być może ktoś tam poprzez Google zbiera o mnie jakiekolwiek informacje odpowiadam – niech zbiera, mam to w dupie.
A co Google wie o mnie?…
RAFI na swoim blogu napisał:
[…] Wybrane usługi:
Google AdSense – znają twoje imię, nazwisko oraz nr konta bankowego, a także odwiedzalność twojej witryny, a to pod przykrywką twoich “wielkich” zarobków.
Google Desktop – nieszczęsna…
[...] Niektórzy się śmiali i kręcili głowami, gdy pisałem o tym już w zeszłym roku. Widać, że moją teorię podziela coraz więcej osób. [...]
A powiedz mi RAFi jaką Ty masz wiedzę na temat programowania, algorytmów, matematyki ażeby z góry twierdzić, że nie możliwym jest napisanie algorytmu takiego jak PageRank przez studentów jednej z lepszych uczelni w USA (czyli głupi to oni nie byli)?
i zaimplemetowaniu pr to google of course ;)
Do mnie to dotarło wczoraj. Kiedyś czytałem że Google ma 100tys serwerów. Zastanawiałem się po co. Inny artykuł mówił o statystykach awaryjności dysków twardych na podstawie tych używanych w Googlach. Zastanawiałem się czy wyszukiwarka potrzebuje na prawdę tyle serwerów. Wczoraj oglądając 10ty odcinek Prison Break (seria2) była mowa o organizacji przetwarzającej olbrzymią ilość informacji z całego świata. Oczywiście to film nie rzeczywistość. Ale pomyślałem że JEŻELI istnieje ECHELON to może nim być tylko Google. Teraz dochodzi telefon Google…plus ta moc obliczeniowa na całym świecie.
Chlopaki, musze koniecznie dowiedziec sie wiecej o ECHELONIE, i tym samym jezeli wiecie o publikacjach w sieci dotyczacych watpliwej ochrony danych osobowych przez GOOGLE, prosze napiszcie.
Mozecie przeslac jkies linki na maojego maila… ktory, tak a propos, obslugiwany jest przez google, ugh.
Podpowiedzcie cos… moze cos z zagranicznej prasy itp.
aha, moj mail: anna.rzeznik@gmail.com
Poczekajcie.
Zacznie się powszechny sprzętowy i softowy DRM… Itadadadadej.
A co do “szarych eminencji inwigilujących” poprzez ‘Gogle’ – rząd czy mafia? Blisko. Raczej wszechobecny kartel, istniejący jeszcze od czasów I wojny (któremu zawdzięczamy obecny świat z całym dobrodziejstwem inwentarza, negatywnym i pozytywnym). Kartel, który miał 80 lat na lobbowanie i szlifowanie swoich wpływów na rząd USA, oraz inne. Dysponujący na tyle zawrotną kwotą, by z tak uroczego narzędzia jak Gugiel uczynić broń obusieczną. Tylko po to, by zarabiać więcej i czynić sobie poddanym cały świat. Cóż – władza najsilniejszym narkotykiem, że skrócę swą myśl do minimum.
Fikcja? Polecam “World Without Cancer” oraz “The Creature from Jekyll Island” G. Edwarda Griffina, czyli spojrzenie na rozwój przemysłu i rozrostu władzy w USA od czasów I wojny, oczami analityków siedzących w “Kraju Wolności”.
Nawet nie przeczytałem do końca a do oceny kompetencji autora wystarczy mi tylko stwierdzenie “… dwa sektory: mafia lub rząd” – pusty śmiech.
Toszcze: największa teoria spiskowa dziejów to ukucie określenia “teoria spiskowa” – ostatnimi czasy nie przepadam za tym określeniem.
W tzw. teoriach spiskowych dobre jest to, że czasem otwierają umysł na nowe ewentualności, jednak aby stały się faktami trzeba je potwierdzić. Do tego potrzebna jest różnej liczności, na ogół sporej, grupa kompetentnych osób, do których autor z całą pewnością w tym temacie się nie zalicza.
[...] płynącym z usług, jakie oferował wtedy Google. Seria “Google w lodówce” (I) (II) wzbudziła wiele kontrowersji do tego stopnia, że wpis trafił na Wykop.pl. Dzisiaj, gdy wachlarz [...]