Dziś głośno na temat prowokacji przeprowadzonej przez tabloid “Fakt”. Redaktor zadzwonił, podał się za asystenta Ojca Dyrektora, a Krzysztof Jurgiel (min. rolnictwa) w trybie natychmiastowym wysłał rządową limuzynę.
Dziadzio Premier zdążył już za wyczyn ministra przeprosić, lecz takie wydarzenie pozwala mi przypuszczać, że gdyby nie redakcyjna prowokacja pewnie nie dowiedzielibyśmy się ile razy miała miejsce sytuacja rodem z Kilera: “- Memory, find – “Dyro” – i wszystko jasne”
Im dalej szła Alicja, tym dziwniej było i dziwniej.
Dramatyzujecie. Do tej sytuacji nie doszłoby nigdy, gdyby nie ta (nędzna swoją drogą) prowokacja, w końcu mercedesy nie psują się zbyt często… ;)
Mnie rozbawiło to, że ministra obciążono za ten kurs samochodu służbowego. Nie wiedomo ile w końcu zapłacił, ale dziennikarz wrzucił tu wstawkę z dilera Skody (bo pojazd ministra to limuzyna Skodilak), który wycenił, że te 10 km trasy może kosztować 2,5 zł / 1 kilometr.
Miodzio.
Myślałem, że padne, jak to usłyszałem. LOL
RAFi: za tytul tego wpisu masz u mnie nominacje do Oscara :) Jak dla mnie ROTFL :)
Z reszta, temat w tym wpisie poruszony, to niestety tez sie tylko na ROTFLa nadaje :(
Hehe, Ramzes, cisnęło mi się na język od początku, gdy usłyszałem o tej sprawie. ;)
Jak donosi Wyborcza, “panienki z LPR” złożyły wniosek o wszczęście postępowania karnego w tej sprawie, by ukarać FAKT.