Zastanawiam się na czym polega dane zjawisko. Mianowicie instalowałem ostatnio nowy dysk. Postanowiłem założyć na nim partycje 20/60/40/40/40/40. W tym celu użyłem Partition Magic. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, że nowo założona partycja (każda z nich) jest pusta, a zajęte miejsce wskazuje ok. 70MB. Machnąłbym ręką, ale przy takiej ilości partycji 70MB na każdej, to daje ok 420MB dla całości. Użyłem więc narzędzi dyskowych dostarczanych przez producenta tego dysku, mianowicie firmę Seagate. DiscWizard wcześniej wspomnianej firmy potrafi założyć takie same partycje tracąc na każdej z nich ok. 4MB. Jest różnica? Pewnie, tylko skąd ona się bierze?

Wiąże się to prawdopodobnie z tym, że jedna firma używa metryki tzw. na oko (1Kb = 1000 bajtów) a druga właściwej (1Kb = 1024 bajty). Może też tak być, choć muszę przyznać, że Win32 to moja słaba strona, że jeden z nich daje większą rezerwę na mapę plików. Na Linuksie mogę sobie trochę to pozmieniać.
Może na dwa strzały, trafiłem choć raz.
Emil “nie znam się na Windows” Oppeln-Bronikowski. :P
Pojawił mi się większy problem. Ni z gruchy ni z pietruchy na “chorym” dysku zniknęła mi jedna partycja. Nie jest dostępna w systemie (krzyczy, że jest niesformatowana), natomiast Partition widzi ją zapełnioną tak, jak miało to miejsce przed awarią dysku. Nie wiem czym to ugryźć. Następne lato, jeśli będzie miało być tak samo gorące, to nie bede się cackać, tylko kupię chłodzenie dla dysków.
Oj tak, dyski potrafią się ładnie zagotować. Teoretycznie powinny przeżyć długie działanie w temperaturach dochodzących do ~80 celsjuszy. Praktycznie, zależy. Dysku z serwera po zatrzymaniu gołą rączką nie chwycisz. :-P
Moich też złapać nie mogłem, a hdd temperature wskazywał tylko ok. 60oC. Bez sensu jakoś, ale nie zraziłem się do seagate’ów i nowy kupiłem też tej firmy. Tamte idą do serwisu.