Nie dla psa kiełbasa
Bardzo dobre 30 minut Wisły. Właśnie w tych minutach powinna paść bramka dla Wisły, ale nie padła i potem już było coraz gorzej. Frankowskiego – super strzelca Wisły niedopuszczano do piłki w polu karnym. Wzamian wiele okazji miał Zieńczuk. Wielka szkoda, że ich nie wykorzystał, bo jedna-dwie bramki Wisły na początku, zupełnie mogłyby zmienić oblicze całego meczu. Gdyby, gdyby … wiadomo co by babcia miała gdyby. Później opadł z sił i trzeba było go zmienić. A później kartka. Stałe fragmenty gry, z którymi Wisła sobie nie radzi, i tym razem też nie potrafiła znaleźć środka na swoją bolączkę. Było źle, coraz bardziej nerwowo, coraz groźniej. Z wyjątkiem akcji, po której odżyła radość i nadzieja – po golu bardzo dobrze grającego Sobolewskiego na 1:2. Brakowało niewiele. Byliśmy najbliżej jak się da, ale niestety stało się – 1:3. Dogrywka. 1:4. Koniec marzeń. Koniec nadziei.
Kto lepszy, ten wygrywa
Panathinaikos był dziś lepszy, a jego przewaga rosła z minuty na minutę, zwłaszcza, gdy Wisła po 30 minutach siadła (jak to Gmoch skomentował: Wisła jest przytkana), być może ze zmęczenia. I chociaż mecz przebiegał w stylu typowym dla Ligi Mistrzów, tak odrobinę za wcześnie dokonano egzekucji, gdzie to Panathinaikos miał dodatkową broń – ok 70 000 tysięcy gardeł kibicującej mu publiczności.
Wiślacy
Bardzo podobała mi się gra Paulisty. Ambitny, sprytny, a przy tym bardzo szybki. Rewelacyjny Majdan, którego nigdy do tej pory nie widziałem podczas tylu dobrych interwencji, ale niestety nie udało mu się nie popełnić błędów (gol na 1:4). Przygaszony “Franek”. Mało widoczny Brożek. Sobolewski – rasowy piłkarz i amator w jednym (ten amator za dwie, niepotrzebne kartki). Słabo Kalu Uche. Pracowity Baszczyński. Cantoro – niczym na zebrze – raz było go widać, a raz nie. Niewidoczny Kuźba – zmęczony już samym wejściem. Bardzo wiele błędów w obronie.
Może za rok?
Ponownie ciśnie się na moje usta: może za rok? Mam dość tych wszystkich “za roków”. Nie będę czytać dzisiejszych gazet.
Żal i niedosyt.
Majdan mnie zdziwił. Rzeczywiście, zwykle gra jak zwykły bramkarz. W tym spotkaniu szło mu nieźle, prócz dwu ważnych interwencji. Jeden strzał zamiast parować za bramkę, wybił przed siebie. Drugi raz nie ustał na linii i dostał piłkę po koźle.
Z Paulity coś będzie. Poza tym Wisła nie miała ataku. Pomocy też prawie. Na meczu zaciążyła nieuznana bramka i kontra.
Szkoda, ale poza tym, to był dobry, szybki mecz. LM oglądam czy gra, czy też nie gra tam polski zespół.
Stec zrobił analizę.
Bardzo ciekawy tekst. Dzięki.
Haha, minął rok, a tu Legia za burtą. Zaorać ten PZPN. :)