… byle nie polska. Żart, ponieważ polską muzykę da się słuchać, nie każdą, nie wszystkich, ale mam swoje ulubione zespoły-zespoliki, wykonawców i wykonawczynie. Jednak przed chwilą zakończony półfinał Eurowizji poraz kolejny dowiódł, że polscy artyści, którzy zaliczali przez minione laty nieudane starty, tym razem nie stanowili odstępstwa od reguły i również wypadli blado.
W ogóle dziwi mnie sam fakt uczestniczenia w konkursie, w którym laureat tuż po zwycięstwie ginie w eterze i słuch o nim pozostaje tylko w materiałach archiwalnych. Dziwi mnie również to, że Eurowizja chyba nie jest już tym, czym była w czasach wszechogólnie panującego komunizmu i dziwnego ustroju w krajach m.in. Europy Wschodniej, a mimo to nadal cała ta szopka trwa m.in. dzięki temu, że nasz kraj ma poczucie obowiązku uczestniczenia w tym.
Tak więc polscy wykonawcy, albo są za słabi na tak mierny quiz, albo za dobrzy. Chociaż jak tak patrzę na i słyszę Iwana z Delfinem, to przypominają mi się momenty, gdy to Polsat katował nas wszystkich Dizzko Relaxem w porze śniadania każdej niedzieli.
W głośnikach: Söhne Mannheims – Und Wenn Ein Lied